Pewnego razu – bajka z sensem

Począwszy od 1835 roku, przez kolejne trzydzieści siedem lat, sukcesywnie ukazywały się bajki duńskiego pisarza H. Ch. Andersena. Napisał on około 150 baśni, w większości opartych na własnych pomysłach, jednak część wątków zaczerpnął również z literatury ludowej. Jego twórczość przyniosła mu światowy sukces – baśnie przetłumaczono na osiemdziesiąt języków i zyskał niezliczone grono wielbicieli wśród dzieci oraz dorosłych. Dla swoich pociech często i my musimy przeistaczać się w Andersena, co wcale nie jest łatwe! Jeśli macie z tym problem to czas sięgnąć po grę „Pewnego razu” wydaną w Polsce przez wydawnictwo Hobbity.eu.

„Pewnego razu” to gra, która pojawiła się na naszym rynku w 2010 roku. Jej pierwowzorem jest francuska gra „Tous au Dodo” z 2006 r., którą zaprojektowali Yves Renou i Sylvie Barc – autorzy wielu francuskojęzycznych gier dla dzieci. W 2011 r. gra ta zdobyła w Polsce nagrodę główną w kategorii Zabawki dla Dzieci w wieku 3–7 lat, przyznawaną w konkursie „Świat przyjazny dziecku”. Jest przeznaczona dla 2-4 graczy, w wieku od 3 lat.

Robimy porządek

Niewielkie, zgrabne pudełko, a w nim cztery plansze, czterdzieści żetonów, płócienny woreczek i instrukcja. Żadnych fajerwerków, nadmiaru, wszystko stonowane, proste i skromne. Do części odbiorców taki wizerunek nie trafia, dla mnie, w porównaniu z grafiką francuskiego wydania, jest cudowny. Jest wszystko co potrzeba, żadnych zbędnych szczegółów rozpraszających uwagę. Mamy więc czwórkę przyjaciół: krówkę, świnkę, zajączka i osiołka. Każdy z nich przygotowuje się w swoim pokoju do spania, stąd są cztery plansze. Pokoje są trochę ascetyczne – twarde łóżka, prosty stolik, dywanik przy łóżku, przez okna przyjaźnie mrugają gwiazdy. Pomimo tak skromnych warunków, ze zwierzątek bije zadowolenie – spójrzcie na ich miny. Jednak czegoś tu brakuje. No tak! Do spania potrzebna jest piżamka, koniecznie dwuczęściowa, miś-przytulanka, kapcie by dojść do łazienki i wielka szczoteczka do zębów, by zdrowo zakończyć dzień. Tu zaczyna się pierwsza część gry. Każdy gracz otrzymuje planszę ze zwierzątkiem, któremu trzeba pomóc przygotować się do spania, czyli znaleźć odpowiednie akcesoria w wielkim bałaganie po całodziennej zabawie. Wszystkie żetony umieszcza się w płóciennym, czarnym jak noc, woreczku. Żetony mają różne kształty: prostokątny, okrągły, kwadratowy i owalny.

Dwadzieścia z nich to poszukiwane wieczorno-nocne przedmioty. Gracz w swojej turze losuje z woreczka żeton i jeśli pasuje do obrazka, to kładzie go na swojej planszy. Pozostałe żetony układane są pomiędzy graczami jeden za drugim. Losowanie pożądanych żetonów troszkę ułatwia znajomość kształtów: misie są na okrągłych żetonach, szczoteczki do zębów na owalnych, spodnie od piżamy na kwadratowych, bluzki od piżamy na prostokątnych. Kapcie niestety znajdują się na dowolnym z wymienionych kształtów, tak też ich znalezienie jest całkowicie zależne od losu. Chociaż niekoniecznie – jeśli gracz wylosuje żeton, który już jest na jego planszy, może przekazać go innemu graczowi. Mała kooperacja. Poza tym instrukcja nie precyzuje, czy na planszy ma być zgodność kolorystyczna, więc mieszanie kolorów (np. zielona góra i żółty dół piżamki) ułatwia sprawę. Etap ten kończy się, gdy któryś z graczy skompletuje na swojej planszy zestaw odpowiednich żetonów.

Pewnego razu…

Cała przygoda z tą grą zaczyna się od opowieści autora, zamieszczonej na początku instrukcji. Wprowadza nas ona w świat bohaterów, opowiada o zabawach, szalonych pomysłach i nieograniczonej wyobraźni. Językiem prostym, codziennym, znanym z dziecięcych opowieści. Językiem obrazowym, bo część słów można właśnie znaleźć na tych czterdziestu żetonach. Rewelacja. Po lekturze instrukcji czas przejść do drugiego etapu gry czyli do opowiadania bajki. Wspomniałam wcześniej, że część żetonów, a dokładniej dwadzieścia, nie pasuje do plansz. Są na nich różne przedmioty i zwierzęta: kot, bałwan, robot, piłka, traktor, usta, itp., które stanowić będą elementy wymyślonej przez graczy opowieści. Układając te żetony w tor zakreśla się ramy historii, kolejność łączenia elementów, ciągi skojarzeń. Jak się okazuje, układanie opowieści zgodnie z żetonami, nie jest takie proste.

Przynajmniej dla dorosłych, którym po pewnym czasie wyczerpują się pomysły, natomiast dzieci radzą sobie z tym świetnie. No może trzylatki nie są mistrzami opowieści, ale pięciolatki już tak. Opowiadać może jedna osoba, mogą też na zmianę wszyscy uczestnicy gry. W każdym przypadku zabawa jest świetna. I co najlepsze – przy tej grze dzieci nigdy się nie nudzą, bo każda opowieść jest inna. Chce się więc grać jeszcze i jeszcze. W grupie dzieci pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia zainteresowanie było krótkie i jak to bywa w tym wieku, momentalnie przerodziło się w inne zabawy, niekoniecznie związane z samą grą. Indywidualna zabawa z 2,5-letnim dzieckiem, które już buduje zdania złożone z przymiotników, rzeczowników i czasowników, jest satysfakcjonująca. Trudności nie sprawia ani losowanie z woreczka, ani odpowiednie umiejscowienie żetonów, ani opowiadanie co na nich się znajduje. Funkcja bajarza spada jednak na rodzica. Z tak młodym człowiekiem ilość żetonów trzeba ograniczyć, by dziecko nie znudziło się zbyt szybko, lub trzeba wprowadzić jakieś urozmaicenie. Autorzy proponują by przy żetonach specjalnych: usta, clown, zwierzątko – dziecko wykonywało czynności – odpowiednio: dało buziaka, zrobiło śmieszną minę, naśladowało głos zwierzęcia. U mnie sprawdziła się opcja by przy każdym żetonie coś ciekawego zrobić np. talerz z frytkami – mlaskanie, rakieta – wydawanie dźwięków typu bziuuum itp. Z maluchem poniżej trzeciego roku życia zabawa nie jest tak dynamiczna, jak ze starszymi, ale równie przyjemna.

… i żyli długo i szczęśliwi wewnętrznie – czyli po co to nam?

„Pewnego razu” to gra, której celem jest nauczenie czegoś naszych dzieci poprzez naprawdę dobrą i pełną humoru zabawę. Rozwija się słownictwo, wyobraźnia, gra uczy formułowania myśli i spostrzegawczości. Nie ma w niej ani przegranych, ani wygranych – jest tylko radość ze wspólnej zabawy. Gra pobudza sferę emocjonalną, poznawczą i motoryczną. Dodatkowo świetnie nadaje się jako narzędzie do bajkoterapii czyli jednej z najmniej inwazyjnych, najtańszych i najlepszych terapii świata. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, więc mogę wypowiedzieć się tylko jako mama małego dziecka, które wkracza w brutalny świat, pozbawiony lukrowanych księżniczek i książąt na białym koniu, kuglarzy i innych fantastycznych rzeczy. Po bajki sięga się gdy: dziecko trzeba wyciszyć, uspokoić; jest szczególna potrzeba nawiązania z nim więzi; dziecko ma drobny lub poważny problem. Jednak nie każda bajka ma charakter terapeutyczny. Dlatego sztuką jest opowiadać bajki pomagające radzić sobie z życiem. Z „Pewnego razu” dzieci opowiadają z humorem, zaś my dorośli zobligowani jesteśmy do opowiadania z sensem – jeśli brakuje potrzebnych żetonów, to można je samemu bez trudu dorobić. I jeszcze jedno – te wartościowe opowieści warto spisywać. Nawet w instrukcji przeznaczono na to miejsce.

 

Link BGG

Tekst pierwotnie opublikowałam w serwisie www.gamesfanatic.pl