Gry planszowe – to jest to! – zajęcia

Zajęcia z grami planszowymi bardzo się spodobały, czego dowodem jest pewien sms otrzymany w lutym.

SMS od Eweliny: „Aga, listy na zajęcia zamknięte są już do czerwca. Listy rezerwowe przepełnione.”

Niestety na dwu godzinne zajęcia mogę przyjąć około 15 osób. Wiecie, to nie festiwal Gramy, Fair Play, czy Pionek. Nie ma sztabu ludzi wypożyczających, ani tłumaczących reguły. Jestem sama. Wiecie, dzieci są niecierpliwe, rodzice nie mają czasu na czytanie instrukcji i samodzielne próby rozgryzienia zasad. Wszystko ma być na już.

Bla, bla tu. Bla, bla tam. O, matko zapomniałam jak się rozkłada grę na 2 osoby. Bla, bla, bla. Po 2 godzinach boli szczęka i język. Po 2 godzinach Sahara w ustach, a pyszna owocowa herbata, zrobiona przez panią kierownik stoi i patrzy na mnie ze zdziwieniem, że jej jeszcze nie wypiłam. Po 2 godzinach nogi powinny już przypominać o sobie, ale dają mi spokój, jeszcze się przypomną jak wrócę do domu.

Dzieci 4-7 letnie muszą mieć różnorodne gry, by utrzymać ich koncentrację. Nigdy nie zagrają kilku partii pod rząd. Na to nie można w ogóle liczyć. Zmieniam im gry, jedna po drugiej, czasem okazuje się, że przywiozłam za mało, ratuję się więc tym, co jest w zasobach biblioteki. Ta najmłodsza grupa ma też świetną pamięć. Nie chce grać w to, co było miesiąc temu! Cóż, gry muszą być ciągle nowe, a ja muszę na nowo bla, bla tu i bla, bla tam.

Starsze dzieci, 8-10 lat, zagrają kilka razy w ten sam tytuł, nawet upominają się o te same gry, które poznały na wcześniejszych zajęciach. Staram się jednak pokazywać im ciągle coś nowego. Z nimi nie jest tak łatwo. Najczęściej przychodzą bez rodziców i reguły gier nie tak łatwo zapamiętują. Zdarza mi się to zobaczyć… dopiero po zajęciach na zdjęciach. Dla nich muszę jeszcze ćwiczyć moje bla, bla, bla.

Grupka 10-12 lat i rodzice jest już na tyle planszówkowo rozwinięta, że mogę im dawać dłuższe i ciekawsze gry. Jest jednak problem. Wytłumaczenie zasad dłuższej gry, to więcej czasu, a gdy tłumaczę, to inne grupki kończą swoje gry i się nudzą. Wiecie, dzieci są niecierpliwe, zbyt długo nie wytrzymają w nic nie robieniu.

Zdarzyło mi się też, że na zajęciach miałam dużo więcej osób niż te 15. Skończyło się to tym, że po ¾ czasu zajęć kilku uczestników pouciekało do swoich spraw. Za długo tłumaczyłam zasady innym grupkom i stracili cierpliwość.

Od września będzie lepiej, będzie więcej zajęć z grami planszowymi. Poprowadzi je moja znajoma Dorota, właścicielka nowo otwartego sklepiku z planszówkami w Chrzanowie. We dwie będziemy zasady gier bla, bla, blablały.

 

C.d.n.