Tarantula tango

Tarantula tango ma u mnie specjalne względy. Przez to tango. Tango można tańczyć, tango można grać, a nawet śpiewać. Astor Piazzola, argentyński wirtuoz bandoneonu i twórca nuevo tango, byłby mocno zdziwiony słysząc, że w tango można nawet grać. Tarantula tango to właśnie takie piazzollowe tango. Jest oryginalne, rytm jest wyraźny, ale równocześnie ulega wyraźnym zakłóceniom, harmonia odbiega od tradycji, oraz stosowane są niekonwencjonalne sposoby gry. Do tego charakterystyczne są glissanda – płynne przejścia od jednego miejsca (w muz. dźwięku) do drugiego. Ach to Libertango, znaczy się tarantulatango.

Gra składa się ze 125 kart i małej pięciokątnej planszy. Wszystko to, uwaga, mieści się w małym pudełeczku, za co bardzo chwalę to wydanie. Na kartach przedstawionych jest 6 zwierząt: kot, krowa, pies, papuga, koza, osioł. W talii znajduje się również 5 kart z tarantulami. Gracze kolejno wykładają karty, losowo dociągnięte z własnych stosów, i układają je wokół pięciokątnej planszy. Co słychać znad stołu?

 

Zanim gracz wyłoży swoją kartę, musi dokładnie zastosować się do tego, co wskazuje karta poprzedniego gracza:
– jeśli na karcie są małe pajączki, to trzeba wydać odpowiedni dźwięk zwierzęcia raz lub dwa razy, w zależności od liczby pajączków;
– jeśli na karcie nie ma żadnego pajączka, gracz musi milczeć;
– jeśli na karcie jest 1 zwierzę, wtedy kładzie swoją kartę wzdłuż najbliższego boku pięciokąta;
– jeśli na kracie są 2 te same zwierzęta, to kartę należy umieścić 2 pola dalej;
– jeśli pojawi się karta z tarantulami trzeba uderzyć ręką w stół.

Zasady są bardzo proste, wykonanie już nie takie łatwe. Na wydanie dźwięku i położenie karty we wskazanej kolejności gracz ma 2 sekundy, trzeba obserwować co wyłoży przeciwnik i zastosować się do tego. Mylą się zwierzęta: pies z kotem, krowa z kozą i osłem. Kołem ratunkowym jest zapamiętanie tła na jakim jest narysowane dane zwierzę. Pajączki mnożą się w oczach, albo znikają, choć faktycznie są na kartach. Dźwięków jest za dużo, za mało, albo są niewłaściwe. Karty lądują nie tam gdzie powinny, a tarantule śmieją się z naszych powolnych reakcji. Jak się pozbyć kart z ręki, a nie zbierać ich jako karniaki za błędy? Jak wygrać? Nie wiem! Za to mogę powiedzieć, że przy żadnej grze tyle się nie uśmiałam co przy Tarantula tango. Wolę też nie wiedzieć, co myślą sąsiedzi słyszący dzikie dźwięki przez otwarte okna.

Zauważyłam pewną prawidłowość w trakcie każdej gry. Im dłużej udaje się grać bez przerwy na zbieranie karnych kart, tym napięcie i natężenie dźwięku większe. Tym dziksze miauczenie, szczekanie, beczenie. Świetnie się gra zarówno w  2 osoby jak i z każdą inną liczbą graczy, choć im jest ich więcej, tym dłuższy odpoczynek i lepsza koncentracja. Ja mam również problem, gdy patrzę na karty do góry nogami – za dużo czasu zajmuje mi ich przetwarzanie i o pomyłkę bardzo łatwo. Nic nie szkodzi, karniaki mogę zbierać, byle łzy ze śmiechu mogły płynąć, a karty tańczyły tango wokół planszy.

Jest rytm, są zakłócenia, pojawia się dysharmonia. Można też grać niekonwencjonalnie czyli stosować dodatkowe zasady, które nieźle potrafią w głowach namieszać. Gra jest szalona, dzika. Oferuje świetną zabawę. To jest prawdziwe tarantulatango.

Grę przekazało do recenzji wydawnictwo G3. Bardzo dziękuję.