Sałatka i Zupa z karaluchami

Nie wiem, czy dałabym się namówić na zjedzenie czegoś tak egzotycznego jak stawonogi. Podobno smaczne i bardzo odżywcze, zdrowe, bo biegające radośnie to tu, to tam. No dobrze, wyobrazić sobie to mogę. Siedzę nad planszą Przez Pustynię albo Timbuktu i wcinam skorpiony, przy partyjce we Władcę Podziemi zajadam się pająkami, a przy grach imprezowych Zeimeta wcinam karaczany argentyńskie, usmażone bez pancerza na masełku. O nie! Masełko kapnie mi na palce, palce wytrą się w karty…toż to profanacja!

Menu na dziś brzmi: Zupa z karaluchami i Sałatka z karaluchami. Chyba, że wolicie szaszłyki:

Bez obaw, dziś opowiem o  papierowej wersji potraw z karaluchów. Takiej bardzo wzmacniającej, bo wywołujące mnóstwo śmiechu, a w końcu śmiech to zdrowie. Te dwie gry są do siebie bardzo podobne, mechanicznie właściwie takie same, ale różniące się szczegółami. Z jednej strony można pomyśleć, że te gry to odcinanie kuponów, jeden sprawdzony pomysł i kilka niewiele różniących się wersji (dokładając do tego pozostałe gry z serii owadziej). Z drugiej, warte posiadania, takie jakby dopełnienie, seria, w której poszczególne tytuły podmienia się, by nie popaść w znudzenie albo nawet łączy się ze sobą, jak 2 tytuły z menu, by stworzyć mieszankę bardzo wybuchową.

Tłumaczenie zasad zawsze zaczynam od pytania czy wolno kłamać, czasem też pytam czy siorbanie jest przyzwoitym zachowaniem. Dzieci i młodzież chwalą się wiedzą nt. grzeczności, starsi już polemizują. Po tym mówię, że w tych grach trzeba kłamać albo siorbać. To ostatnie nawet ćwiczymy. Tak dla zachęty i śmiechu. [Czytelniku – siorbnij sobie.]

Zupa z wkładką

Zupa z wkładką

Celem obu gier jest pozbycie się wszystkich kart. Gracze kolejno i z dużą szybkością wykładają karty na stół oraz przypisują im nazwy. Różne, czasem prawdziwe, czasem inne, ale zgodne z zasadami. W Sałatce z karaluchami pojawiają się słowa: kalafior, papryka, pomidor, sałata i karaluch. W Zupie z karaluchami są: grzyby, pepperoni, pory, marchewki, mmm oraz dźwięk siorbania. Zasady nazywania warzyw w obu grach są takie same – należy podać nieprawdziwą nazwę karty jeśli na wierzchu stosu leży takie samo warzywo jak na naszej karcie lub osoba przed nami podała nazwę pasującą do naszej karty. Różnica pomiędzy grami opiera się na kartach specjalnych. W Sałatce z karaluchami karta spasionego karalucha (trzeba wtedy krzyknąć Karaluch!) wskazuje warzywo tabu, czyli takie, którego nazwy nie wolno wypowiadać do momentu pojawienia się kolejnej karty specjalnej. Tak więc liczba używanych nazw ogranicza się do 3. Trudniejszą grą jest Zupa z karaluchami. Karta specjalna wymaga siorbnięcia stosowanego na zmianę z mmm dla kart ze wskazanym warzywem na karcie specjalnej. Zamiana tych dźwięków następuje przy kolejnej karcie specjalnej. Trudność polega na tym, że trzeba pilnować zakazanego warzywa i kolejności dźwięków siorbanie-mmm. Każda pomyłka kończy się zebraniem wszystkich kart ze stołu.

Smaczna sałatka, tylko dlaczego się rusza?

Smaczna sałatka, tylko dlaczego się rusza?

Obie gry są bardzo dynamiczne, pełne napięcia i śmiechu. Niby lekkie, ale zawsze kończę partyjki spocona. W każdej grze z osobna potrafię tak się skoncentrować, że karne karty zbyt często do mnie nie trafiają. Za to po połączeniu obu, mam tak powykręcany język i taka jestem zestresowana, że często się mylę. Tego nie wypowiadaj, tu siorbaj, potem mmmrucz z zachwytu. Pomieszanie z poplątaniem. Na wesoło.

Karaluchy do poduchy!

 

Pierwsze zdjęcie pochodzi z bloga http://zmyslowoprzezswiat.blogspot.com/. Dziękuję autorce za udostępnienie.

 

Dziękuję wydawnictwu za przekazanie gier do recenzji.

 

  • GRAFIKA: 5/5

    Ładna oprawa graficzna, urozmaicona różnym rozmieszczeniem karaluchów

  • TRUDNOŚĆ: 1/5

    Bardzo proste zasady

  • OCENA: 5/5

    Bardzo dobra gra imprezowa dla graczy w każdym wieku, skalowalność bardzo dobra