Gry wielkoformatowe

Po raz pierwszy z grą wielkoformatową spotkałam się w drodze do muzeum Pfahlbauten w Unteruhldingen nad Jeziorem Bodeńskim. Była tam wielka szachownica na stałe zamontowana na ziemi i wielkie figury szachowe. Faktycznie grano na tej szachownicy i była atrakcją turystyczną, przy której kręciło się mnóstwo ludzi.

Również inne gry planszowe mają swoje odpowiedniki w większym rozmiarze. Pojawiają się one na targach, konwentach, spotkaniach. Są stałym elementem promocji, szczególnie w takich miejscach jak Essen.

Dla kogo one są?

Na różnych polskich planszówkowych imprezach można zobaczyć wielkoformatowe gry m.in. z Egmontu: Rush Hour i Pędzące Żółwie; z Granny: Antywirus, Blokada, Auto, Kamelot (kolejne gry są w planach). Wiadomo, że gromadzą się przy nich przede wszystkim dzieci. Jednak w te wszystkie tytuły grają też dorośli, dla których przeniesienie czegoś do skali makro również jest atrakcyjne. Nawet bardziej złożone gry mają swoje wersje XL. Prostym przykładem jest wielkoformatowa wersja Pandemic wraz z dodatkowym wyposażeniem dla graczy: fartuchy, maski, rękawice itp. Również Carcassonne, którym może się pochwalić wydawnictwo Bard Centrum Gier, albo wielkie makiety statków kosmicznych z uniwersum Star Wars, które niedawno prezentowało wydawnictwo Galakta. Ciekawostką była również gra Drako wydawnictwa Rebel , zaprezentowana w wersji XXL – za bohaterów gry byli przebrani ludzie. Mankamentem tego wydania okazała się… mała trwałość elementów, rozpierzchły się i nie można ich już wypożyczyć.

Po co robi się gry co najmniej 10 razy większe?

Wersje maxi są elementem marketingu, znacznie bardziej przyciągają uwagę niż małe wersje rozłożone na stolikach do gry. Taka gra angażuje nie tylko głowę, ale też całe ciało – podnieś, przenieś, postaw, skocz itd. Ileż przy tym emocji! W dodatku z dużą wersją można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. Skojarzenie pozytywnych emocji z daną grą na pewno ma wpływ na zainteresowanie wersją standardową, albo elementem, który ona promuje. Przykładem tego ostatniego jest gra wielkoformatowa o makaronie, którą zaprojektował Filip Miłuński, a wykorzystywana na eventach prowadzonych w ramach kampanii “Makaron rządzi zdrowo”.

Jak się je robi?

Co do kształtu i kolorystyki muszą odpowiadać oryginałowi. W większości przypadków są wykonane z tych samych materiałów co wersje standardowe. Jeśli gra ma planszę, jak w przypadku Pędzących Żółwi, musi być wykonana z odpornego materiału np. z grubej folii. Wytrzymałość elementów jest bardzo ważna ze względu na ciągłe podróże, pakowanie, odpakowywanie, potem kontakt z różnymi ludźmi, z dziecięcymi dłońmi, często mało ostrożnymi. Przykładowe wymiary wielkoformatowej wersji Carcassonne to: pionki około 15 razy większe od oryginalnych co daje około 30 cm, kafelki mają wielkość 0,5×0,5 m, a tor punktacji około 2m x 1,5m.

A co z samoróbkami?

Problem ten dotyczy nie tylko wersji wielkoformatowych. Miałam w swoim krótkim planszówkowym życiorysie kilka maili z prośbą o udostępnienie grafik kart lub zadań do kilku gier. Za każdym razem odmawiałam, zagranicznych nagabywaczy odsyłałam po prostu do wydawców. Zresztą w tej kwestii stanowisko wydawców jest jasne:

Produkcja takich wersji na własną rękę bez porozumienia z wydawcą jest zakazana i jest złamaniem praw autorskich dotyczących zarówno mechanizmu, jak i szaty graficznej gry.

Wydawnictwa są skłonne do wypożyczania gier wielkoformatowych, jeśli w danym okresie są dostępne. Warto zapytać o nie, o warunki wypożyczenia i ubarwić nimi imprezy planszówkowe. Zaś pozostały czas można spędzić znacznie przyjemniej.

Na zdjęciu: Rush Hour, zdjęcie wykonane w MBP Chrzanów, pierwotnie opublikowane we wcześniejszym moim felietonie

  • clorox

    Czy aby na pewno sama mechanika gry podlega prawom autorskim? Jako przykład gra “Jungle Speed” i jej nieautoryzowane odpowiedniki: Jungle Jam, Медвед, Prawo Dżungli, które są oficjalnie dostępne i jakoś wydawca oryginału nie może nić z tym zrobić…

    • Maciej Jesionowski

      Dokładnie. Mechanika nie podlega prawom autorskim. Jedynie to, jak gra wygląda. Stąd Eurobusiness nie musi płacić tantiem Hasbro za Monopoly 🙂

      • clorox

        Czyli podsumowując robienie “samoróbek”, w których nie wykorzystuje się oryginalnej grafiki nie jest łamaniem praw autorskich. Co najwyżej może być to delikatnie mówiąc “nieetyczne”.

        • scheherazadeZnadPlanszy

          Samoróbki są naruszeniem praw własności czy się to komuś podoba czy nie. Tak samo jak kopiowanie filmów, książek, programów itp. Wiele samoróbek nie wnosi własnego twórczego wkładu, jest prostym kopiowaniem. Wykonywanie samoróbek i wykorzystywanie ich w celach innych niż domowych już w ogóle jest łamaniem prawa, a raczej wielkoformatowej gry na własną pólkę się nie robi. Planuję obecnie pewne darmowe tematyczne zajęcia i pisałam prośbę do wydawcy o wyrażenie zgody na skserowanie elemntu gry, bo 1 egzemplarzem nie obsłużę ponad 20 osób.

          • clorox

            Pisałem o wykorzystaniu samej mechaniki, a nie o kopiowaniu jakiejś części gry. Kopiowanie istniejących materiałów bez zgody właściciela praw autorskich jest naruszeniem praw własności, ale np. wykonanie własnoręczne (a nawet wydanie!) np. “Skaczących pająków”, w które mechaniką i zasadami nie będą się różnić od “Pędzących żółwi” już nie, co pokazują powyżej podane przykłady gier.

  • WRS

    Warto dodać, że IPN dysponuje wielkoformatowym 303. Świetnie się sprawdza na turniejach…

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Dzięki, o IPN nie pomyślałam