O pracy w Egmoncie i przyszłości

Wiadomość o odejściu Jarosława Basałygi z działu planszówek Egmontu rozbudziła ciekawość wśród graczy. Człowiek, który zrobił dla planszówek bardzo wiele nie może zniknąć ze sceny. Gdzie więc się pojawi? Co będzie robił? Zapraszam do przeczytania wywiadu jakiego mi udzielił.

Panie Jarku, od ilu lat Egmont wydaje gry planszowe?

Pierwsze dwie gry (Niagara i Manila) zostały wydane pod koniec 2007 roku, czyli niemal 6 lat temu.

Cofnijmy się na chwilę do początków. Był Pan odpowiedzialny za stworzenie nowego działu, od początku wiedział Pan jak ma wyglądać czy forma ukształtowała się dopiero po jakimś czasie?

Pewne założenia były weryfikowane przez rynek i do niego należało się dopasować. Od początku wiedzieliśmy, że główną ofertę Egmontu stanowić będą gry rodzinne. Od 2009 doszły gry dziecięce, w 2013 wprowadziłem serię gier w niskiej cenie, a od jakiegoś czasu pracowałem nad grami nieco bardziej skomplikowanymi. Wstępne zapowiedzi mówiły o starcie tej linii gier w przyszłym roku i mam nadzieję, że mojemu następcy uda się to zrealizować, bo chętnie zagrałbym w polskie wersje planowanych gier.

Jak wspomina Pan te wszystkie lata pracy z planszówkami?

Świetna przygoda, masa doświadczeń, niesłabnąca satysfakcja i radość z pracy związanej z moim hobby. Był to również niezwykle pracowity czas. Poświęciłem tej pracy mnóstwo energii i prywatnego czasu. Weekendy spędzane w pracy były u mnie normą przez kilka lat, do tego sporadyczne urlopy… Czasami sam sobie się dziwię, że dałem radę pracować w takim tempie (śmiech).

Wydaliście około 50 gier, Waszym znakiem rozpoznawczym jest ulepszanie gier nową szatą graficzną, a nawet poprawionymi regułami. Jak reagowali na te zmiany pierwotni wydawcy bądź autorzy?

Reakcje autorów były bardzo pozytywne. Bruno Faidutii i Bruno Cathala nawet osobiście chcieli przebrać oryginalne kopalnie złota („Boomtown”) w pirackie okręty („Piraci”). Ostatecznie zaproponowałem, że ja to zrobię i wyślę im do akceptacji. Zaakceptowali bez zastrzeżeń.

Bardzo pozytywnie na zmianę tematu zareagował również Reiner Knizia. Był bardzo ciekaw jak będzie wyglądać jego chiński mur („The Great Wall of China”) zamieniony przeze mnie w stanie w kolejkach („Pan tu nie stał!”). Efekt końcowy polskiej wersji bardzo mu się spodobał. A jeszcze bardziej spodobały mu się wyniki sprzedaży tej gry.

Pewne wątpliwości odnośnie zmiany tematu miała Madoka Kitao, ale dała mi wolną rękę i ostatecznie bardzo spodobały jej się nasze roboty („Pojedynek robotów”), które zastąpiły jej słodkie zwierzaczki („Let’s catch the lion”).

Niekiedy zdarzało się, że niektórzy zagraniczni wydawcy starali się forsować swoją grafikę, ale zazwyczaj dochodziliśmy do porozumienia.

Jak do tej pory wśród polskich autorów dominował u Was Filip Miłuński. Pozostali autorzy mają w Egmoncie po 1-2 gry (Adam Kałuża, Łukasz Woźniak, Piotr Siłka, Marcin Krupiński, Alicja Miłuńska, a nawet… Jarosław Basałyga). Dlaczego?

Od razu powiem, że ta moja gra to „potrzeba chwili”. Chciałem bardzo szybko wydać kolejną grę opartą na marce „Monster High” i nie było czasu na zlecenia dla polskich autorów lub rozmowy z zagranicznymi autorami lub wydawcami. Sięgnąłem więc do szuflady z moimi pomysłami na gry. Jedną z nich bardzo uprościłem i w ten sposób powstała ta gra. To taki mój “prezent” dla Egmontu.

A dlaczego Filip dominuje w Egmoncie? Odpowiedź jest bardzo prosta: ponieważ do tej pory zaprezentował mi najwięcej dobrych gier. W 2013 roku wydałem pięć gier Filipa (w tym dwie gry ze współautorami: jedna z Alicją Miłuńską, druga z Marcinem Krupińskim), dwie Piotrka Siłki i jedną Wookiego, jak więc widać w tym roku konkurencja zaczęła deptać Filipowi po piętach.

W tym roku wprowadziliście nową linię wydawniczą „Dobra gra w dobrej cenie!”. Czy seria będzie kontynuowana prócz kolejnych 3 tytułów zapowiadanych jeszcze na ten rok?

Wszystko zależy od wyników sprzedaży tej serii. Na chwilę obecną są one satysfakcjonujące, myślę więc, że będą kolejne „dobre gry w dobrej cenie”. Ale decyzje dotyczące przyszłego i kolejnych lat podejmie już kolega, który mnie zastąpi.

Co ciekawe, wszystkie te gry są zaprojektowane przez polskich autorów: Filipa Miłuńskiego, Alicję Miłuńską, Łukasza Woźniaka, Piotra Siłkę. Będzie więcej polskich twórców?

Tak, od początku założyłem, że seria ta przeznaczona będzie dla gier polskich autorów. I zapewne tak pozostanie.

Czy może Pan zdradzić co jeszcze wyda w tym roku Egmont?

Trzy gry z serii „Dobra gra w dobrej cenie!” są w tej chwili w drukarni.

W październiku pojawi się jednoosobowa łamigłówka „Szachy solo” czyli „Solitaire chess” firmy ThinkFun. Mniej więcej w tym samym czasie wydana zostanie gra „Potwory w Tokio” czyli polska wersja „King of Tokyo”. Równocześnie z premierą gry dostępne będą gratisowe zestawy dodatkowych kart (12 kart w zestawie). Rozprowadzane one będą podczas imprez, na których obecny będzie Egmont. A w niedalekiej przyszłości pojawi się polski potwór.

Mam nadzieję, że w tym roku uda się jeszcze wydać grę „Heimlich&Co” Wolfganga Kramera. Chciałbym oddać pliki do druku przed odejściem z Egmontu.

Poza tym będą jeszcze dwie gry oparte na popularnych markach zabawek.

W sierpniu pojawiła się informacja o zmianach personalnych w dziale gier planszowych w Egmoncie. Kto przejmie Pana obowiązki?

Zastąpi mnie Tomasz Kołodziejczak, obecny szef działu komiksów. Przy okazji dodam, że Tomek wciąż będzie odpowiadać za komiksy Egmontu. Podkreślam to, ponieważ gdzieś w internecie czytałem, że skoro przejmuje gry to znaczy, że odchodzi z komiksów. Nic takiego nie ma miejsca.

Od października będzie Pan pracował w Grupie Wydawniczej Foksal – skąd decyzja o zmianie pracodawcy? Nie było Panu żal zostawiać swojego „dziecka”?

Oczywiście mam sentyment do mojego „dziecka”, ale jest ono już na tyle duże, że da sobie radę. Zostawiam je w dobrej formie.

Foksal zwrócił się do mnie z bardzo ciekawą propozycją, którą po kilku spotkaniach zdecydowałem się przyjąć. Było kilka powodów takiej decyzji, jednym z nich był potencjał mojej nowej firmy. Foksal związany jest z Empikiem, w tej samej grupie kapitałowej znajduje się również Smyk, potencjał sprzedażowy jest więc ogromny.

Będzie Pan nadal zajmował się grami planszowymi?

Tak, oczywiście. Moim zadaniem jest zbudowanie działu gier planszowych, jego prowadzenie i osiągnięcie mocnej pozycji na rynku.

Jakiego typu gier możemy spodziewać się na półkach Empiku? Czy może Pan ujawnić pierwsze tytuły i czas ich premiery?

Na chwilę obecną jest jeszcze za wcześnie na ujawnianie dat i tytułów gier. Z pewnością jednak będę chciał zbudować szeroką ofertę obejmującą gry dziecięce, rodzinne oraz gry  bardziej skomplikowane.

Co istotne dla polskich autorów, nie będę ograniczać się wyłącznie do gier zagranicznych. Chcę aby w moim planie wydawniczym duży udział stanowiły gry polskich autorów, dlatego już teraz zapraszam do współpracy.

Bardzo dziękuję za wywiad i życzę Panu dalszych sukcesów.

Jarosław Basayłga z Bruno Cathala (Essen 2011)

Jarosław Basayłga z Bruno Cathala (Essen 2011)

  • No dobra, to teraz przyznać się kto zgarnął pulę z zakładów pt: “Gdzie odchodzi Jarosław Basałyga?” 😀

  • Piotr Siłka

    Chyba większość obstawiała gracza z zagranicy 🙂 A tu taka niepodzianka. Nieźle.

  • adamkaluzaZnadPlanszy

    Ja obstawiałem z Polski, ale nie tego 😉
    Powodzenia Jarku!

  • Monika Żabicka

    Ech, to od Niagary się wszystko u mnie zaczęło… Stworzył Pan potwora, panie Jarku ;D

  • Pingback: Gry planszowe w pigułce #248 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()