Wyprawa do dżungli

Dzieci tak jak dorośli mają własne gusta.  Bywa, że rodzic kupi jakąś grę dla dziecka, a ono nawet na nią nie spojrzy. Czasem też zaczyna się istne szaleństwo. U mnie zapanował stan euforii, którego niespecjalnie się spodziewałam. Przyszły nowe gry z wydawnictwa Egmont, tradycyjnie mała asystentka przyniosła nożyczki, pomagała rozciąć opakowanie, odfoliować 3 pudełka. Potem było oglądanie elementów i pytanie „A jak w to się gra?”.

Akurat jeszcze instrukcji nie czytałam, więc po wstępnych oględzinach gry powędrowały na półkę recenzencką. Do wczoraj.
– Mama, a co to za gra?
– Wyprawa do dżungli.
– Zagramy?
Dziecię mi wydoroślało. Już nie pyta w co zagramy, ale samo proponuje konkretny tytuł. Czym się kieruje przy wyborze, tego nikt nie wie.

Potasowałam 2 talie kart. Pierwszą rozłożyłam na stole obrazkami do góry. Patrzymy, patrzymy, ja nic nie zapamiętuję. Odwracamy 16 kart rewersem do góry. Podałam dziecku drugą talię.
– Rozdaj po 4 karty.
Dziecię mi wydoroślało. Już nie zrzuca takich czynności na mnie.
– Patrz co mama robi.
Wybrałam 1 kartę z 4 trzymanych w ręku i położyłam na stole. Odwróciłam jedną kartę z tych 16 leżących na stole.
– O, patrz mój naszyjnik ma taki sam kolor jak ta maska na stole. Kolor się zgadza. Daj mi 1 żeton z cyfrą 1. Mam punkt.
Chwilę później.
– Masz taki sam przedmiot i kolor jak na karcie przez ciebie odkrytej na środku stołu. Brawo, masz 2 punkty.
2 chwile później.
– Eeee, [melodyjnie] mama nic nie zdobyła, nic się nie zgadza na kartach.

Po 3 rozgrywce dziecko już dokładnie wiedziało co ma robić i ile dostaje punktów. Pomagałam tylko w ich podmianie na większe nominały i co jakiś czas podliczałam ile obie zdobyłyśmy. Dziecię mi wydoroślało. Złapało zasady w lot, świetnie się bawiło bez oszukiwania i podglądania. W kilkunastu rozgrywkach rozłożyło mnie na łopatki dobrą pamięcią wzrokową, pewnie też szczęściem, szybkim zrozumieniem reguł, kolejności działania i sposobu przyznawania punktów. Czekam teraz na kolejny przełom u dziecięcia w graniu. 4 lata i 9 miesięcy wśród planszówek do czegoś już zobowiązuje ;).

Moim okiem.
Wyprawa do dżungli to gra karciana, będąca wariacją klasycznego memory. Zasady są tak proste, że nie trzeba ich tłumaczyć przed grą, a jedynie krok po kroku w trakcie rozgrywki. W regułach napisano o kilku rundach (nie podaję, bo to pytanie konkursowe), jeśli dzieci wciągną się tak jak moje, będzie ich kilkanaście pod rząd. Nie wiem czy to za sprawą prostoty mechaniki, czy tematyki gry – zdobywanie skarbów z czasów Majów jest dla wielu bardzo atrakcyjne. Jedno jest pewne – gra mnie zaskoczyła bardzo pozytywnie i polecam ją wszystkim dzieciom w wieku przedszkolnym. To naprawdę udana gra w dobrej cenie!

Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: 6+

 

  • Magda Glińska

    Gram z 3,5 latką. Jest fajnie, ale:
    * countery zamiast żetonów z cyferkami byłyby lepsze – ale pewnie zdecydowały względy ekonomiczne; chyba wyjmę trochę meepli z innych gier
    * w grze 3-osobowej zdecydowanie trzeba grać 3 rundy, a nie 4, żeby każdy raz był rozpoczynającym
    * instrukcja nie precyzuje, co w przypadku, gdy karty pasujące do posiadanej na ręce są już odkryte. Domyślamy się, że “sorry, pech, nie masz szans na punkt”

    • scheherazadeZnadPlanszy

      ad.1 dla dzieci w tym wieku trzeba urozmaicać, dla starszych elementy są wystarczające
      ad. 2 gra jest na tyle elastyczna, że tych rund może być dowolna liczba
      ad.3. domysł prawidłowy 😉

  • Monika Żabicka

    ad. 3) jest szansa na punkt. nie ma na dwa 🙂

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Pod koniec gry szanse są marne 😉

  • Piotr Siłka

    Dzięki za recenzje i potwierdzam odpowiedzi Agnieszki.