Planszówki w przedszkolu #1

Bardzo ciekawym doświadczeniem w życiu gracza są odwiedziny w przedszkolu. Są tam gracze mniejsi, z różnym stopniem pojmowania i dostosowywania się do reguł. Gracze, których zainteresowanie grą spada tak szybko, że nawet 15 minut rozgrywki nie potrafią wytrzymać. Są też gracze chętni, ciekawi, zaangażowani i zafascynowani.

Grając z przedszkolakami widać bardzo dobrze, które grają w domu z rodzicami, dziadkami lub rodzeństwem. W cokolwiek. Nawet w gry typu Grzybobranie czy Chińczyk. To co dla nas graczy i już dla naszych dzieci jest oczywiste, innym może sprawiać ogromny kłopot. Rzut kostką, przesuwanie pionka to są umiejętności, których też trzeba się nauczyć. Wiele dzieci może to zrobić właśnie w przedszkolu. Jeśli zaś mają dostęp do gier, które nauczą je czegoś więcej, to jestem pewna, że w ich życiu jakoś, gdzieś i kiedyś to zaprocentuje.

Nie jest sztuką wejść do sali przedszkolnej z kilkoma grami w plecaku. Trzeba jeszcze wydobyć z siebie kilka umiejętności, czasem skrywanych na dnie swojej dorosłości. Trzeba na chwilę stać się dzieckiem. Po co? By nawiązać więź z obcymi dziećmi. Zaprzyjaźnić się z nimi. Rozmawiać z nimi w sposób ciekawy i angażujący. Przy czym trzeba jednocześnie zachować swój autorytet. Czy każdy potrafi wejść w świat dzieci? Myślę, że nie każdy. Nawet gdy mamy doświadczenie w pracy z własnymi dziećmi, to obce dzieci stanowią inny świat. Nie taki łatwy do opanowania. Szczególnie wtedy, gdy jest ich ponad 20.

Gdy już zaskarbicie sobie względy dzieci i pań przedszkolanek, to trzeba pamiętać jeszcze o jednym. Nie jest sztuką rozłożyć grę na stole przed kilkorgiem dzieci, cierpliwie tłumaczyć zasady i pilnować rozgrywki. Przekonałam się o tym niedawno w zaprzyjaźnionym przedszkolu. Sztuką jest wejść do sali z jedną grą i zaangażować całą grupę dzieci (nie ważne czy jest ich 15 czy 25).  Zanim do tego doszłam pojawił się…

Pomysł 1
Przyniosłam kilka gier kooperacyjnych, tak by dużo dzieci mogło zagrać w 1 tytuł. Niedawno poratowały mnie małe gry Haby: W ogrodzie – Moja pierwsza gra, W ogrodzie, Rozpoznawanie przez dotyk – Moja pierwsza gra. 3 stoliki, 3 gry, a przy nich grupa dzieci w wieku 4 i prawie 5 lat. Liczba dzieci przekraczała tę wskazaną w opisie na pudełku, stąd trzeba było na tyle zmodyfikować zasady, by zaangażować wszystkie dzieci, a jednocześnie zachować sposób grania. Trudno było również wyczuć, które dzieci poradzą sobie z zasadami. Niestety, dzieci zbyt długo w 1 grę nie chcą grać, trzeba więc zamieniać je między stolikami i kolejnej grupie tłumaczyć zasady. W tym czasie, rozgrywki toczyły się swoim życiem, nawet nie wiem czy zgodnym z regułami, niektóre elementy (ku lamentowi, głośnemu i rzęsistemu, mojego dziecka) służyły jako kastaniety bądź pałki sztafetowe. Z opresji częściowo wyratowała mnie pani przedszkolanka, która opieką otoczyła 1 stolik. Wniosek: pomysł dobry, ale trzeba więcej rąk do pracy.

Pomysł 2
Przyniosłam kilka gier dostosowanych dla dużych grup. Na rynku jest naprawdę bardzo mało gier, które z powodzeniem można by wykorzystać w grupach przedszkolnych czy klasach szkół podstawowych, gier angażujących wszystkich jednocześnie. Wiecie, jednak nawet te gry nie przewidują ponad 20 uczestników! Na zajęciach pojawiły się więc Activity Kids (wyd. Piatnik), Tik Tak Bum Junior (wyd. Piatnik), Polowanie na Skrzaty (wyd. Hobbity.eu) oraz Angry Birds – wersja ogrodowa (wyd. Tactic). Przy zajęciach z tą ostatnią mnie nie było, ale z opowieści mojego dziecka wiem, że się podobało. Zasady też trzeba było troszeczkę zmodyfikować. Wniosek: pomysł bardzo dobry, tylko jest bardzo mały wybór gier.

Z tych 2 pomysłów narodził się trzeci, o którym przeczytacie w kolejnej części tego felietonu.