Planszówki w przedszkolu #3

Na początek zadałam sobie pytanie czy znam jakąś grę planszową ruchową dla dzieci. Merlin Zin Zin (wyd. Hobbity.eu) jest taką, ale nie za bardzo pasował do mojego pomysłu, bo jednak ruchu w nim zbyt mało. Szczególnie dla dużej grupy dzieci. Myślę sobie: dużo ruchu, dużo ruchu. No, przecież to oczywiste! Szał ciał (wyd. Rebel.pl). Przeczytałam instrukcję, podpytałam w Rebelu o rodzaje kart, kupiłam egzemplarz i przeszłam do realizacji planu.

Dzieci w wieku przedszkolnym mają problem z wyczuciem rytmu, z powtarzaniem i dokładnym wykonywaniem ruchów. Przeniesienie gry imprezowej dla starszych osób na 5 i 6latki było niezłym wyzwaniem. Jednak z optymistycznym nastawieniem wszystko się da zrobić. Przygotowania trwały dość długo, kilka pomysłów przeszło niezłą selekcję. Zaangażowałam nawet moją prawie 5latkę do testów ruchowych. Ostatecznie zestaw na zajęcia składał się z:

  1. Gry i 8 wyselekcjonowanych ruchów górnej części ciała.
  2. 2 zestawów po 8 kart powiększonych do formatu A4 z naklejonymi cyframi 1-8.
  3. Płyty ze ścieżką dźwiękową do piosenek dla przedszkolaków i notatki z numerami piosenek.
  4. Nagrody dla grupy za mini-turniej tańca.

Zajęcia rozpoczęłam od tradycyjnej krótkiej rozmowy z dziećmi, której myślą przewodnią był taniec. Co to jest taniec, kiedy ludzie po raz pierwszy tańczyli i dlaczego, co się przez taniec wyraża (radość jakby ktoś nie wiedział) itd. Następnie dzieci zostały podzielone na 4 drużyny. Dzięki takiemu podziałowi nie była ważna liczba uczestników. Drużyny stały naprzeciw siebie, na przekątnych dywanu. Pierwsza i trzecia drużyna dostały kartki A4 z cyframi nieparzystymi, pozostałe z parzystymi. W ten sposób określone ruchy drużyny na przekątnych wykonywały symultanicznie. Ruchy dobrałam nie tylko zgodnie z umiejętnościami dzieci, karty starałam się tak ułożyć by drużyny miały podobne, ale nie jednakowe układy np. klaśnięcie nad głową lub przed sobą, ręce nad siebie lub przed siebie. Na to pierwsze spotkanie z grą nie mogłam włączyć kart ruchu nóg, ani połączyć kart jak w oryginale ręce-nogi, bo to by było za trudne dla dzieci. Pierwsze ćwiczenie było bez muzyki, podawałam kolejne liczby a dzieci musiały odtworzyć pokazany na rysunku układ. Okazało się to trudne – koncentracja i spostrzegawczość wymagały wyćwiczenia, ale im więcej razy powtarzaliśmy układy, tym dzieci szybciej i dokładniej reagowały. Poza tym dzieci bardziej patrzyły na panią przedszkolankę, na mnie i na siebie niż na kartki. Z muzyką było jeszcze trudniej. Pierwsza piosenka, mimo wolnego rytmu, okazała się nie najlepsza. Następna spełniła swoje zadanie, mimo, że między kolejnymi liczbami trzeba było robić dłuższe, ale do rytmu, przerwy. Motywacją do tańca było również ogłoszenie mini-turnieju z nagrodą.

Ostatecznie dzieci poradziły sobie z układami, ja wyszłam z zajęć zadowolona i oczywiście z nowym pomysłem, który przerodził się w stałe cotygodniowe zajęcia z… O tym przeczytacie w następnym wpisie.