Planszówki w przedszkolu #4

Bieg myśli jest bardzo dziwny. Po zabawie tanecznej z kartami z Szału ciał wpadłam na inny pomysł. Zabawa, zabawą, ale coś porządnego trzeba dzieciakom przekazać. Coś co przyda im się w szkole i w życiu. Od pomysłu do realizacji wiedzie czasem długa droga, tym razem pomysł błyskawicznie przekazałam dalej i zaczęłam robić pierwsze szkice zajęć. Szkiców było kilka i ciągle ulegają modyfikacji, bo tym razem muszę mieć takie na każde zajęcia.

Wybór padł na Dobutsu Shogi, znane u nas jako Pojedynek robotów (wyd. Egmont). Pojawiła się pierwsza poważna trudność. Jest to gra 2osobowa, ja mam 1 egzemplarz, a zajęcia mam prowadzić w 2 grupach starszaków, liczących razem ponad 50 osób. Druga trudność związana była ze sposobem prowadzenia zajęć. Z dziećmi tak łatwo nie jest. Nie da się przyjść, rozłożyć planszę, wytłumaczyć zasady i od razu toczyć rozgrywki. Mimo, że zasady gry tłumaczy się w 3 minuty, to dla 5 i 6latków trzeba je wprowadzać stopniowo.

Pierwsze zajęcia były bardzo intensywne. 20 minut zajęć a ja byłam zdyszana i spocona jak po zabawie w berka na placu zabaw. Oj, trzeba mieć niezłą kondycję do pracy w przedszkolu. Zajęcia zaczęłam od krótkiego wprowadzenia do Shogów. Pokazałam dzieciom rodzimą wersję Pojedynku robotów, a następnie grupa została podzielona na 3 zespoły wykonawcze.

  • Zadaniem pierwszego było zrobienie planszy ze sznurka wg schematu. Plansza była tworzona na dywanie, coś jak wielkoformatowa wersja shogów, sznurki dzieliły dywan na 12 pól.
  • Drugi zespół robił wielkie pionki. Naklejał na kartki formatu A4 przygotowane przeze mnie grafiki ze zwierzętami. Trochę zmodyfikowałam oryginalny pomysł Madoki Kitao – zamiast kurczaka i kury użyłam gąsienicę i motyla. Ta opcja wydała mi się bardziej logiczna, bo dzieciom jest łatwo zrozumieć przemianę jednego w drugie. Po tych zajęciach widzę również zaletę stosowania zwierząt – o wiele łatwiej tłumaczy się zasady z wykorzystaniem ich nazw.
  • Trzeci zespół wycinał czerwone kropki potrzebne do oznaczania kierunków ruchu pionów.

Po tych zajęciach manualnych zaprezentowałam dzieciom używane w grze piony, ich początkowe ustawienie na planszy, a zespół wycinający kropki przyklejał je, na już ustawione na dywanie piony, wg wzorców przeze mnie przygotowanych. Na następnych zajęciach będę stopniowo wprowadzała zasady gry i ruch pionów. Wierzę również, że nasza sznurkowa wielkoformatowa plansza pozwoli dzieciom w szybki i łatwy sposób nauczyć się zasad poprzez ruch (nie pozwolę dzieciakom siedzieć bezczynnie). Niedługo też będę musiała przygotować plansze i pionki z tektury dla wszystkich dzieciaków. Samych pionków trzeba około 120, a do tego 15 plansz. Ciekawa jestem ile czasu mi to zajmie i ile tuszu wyssie z drukarki. Uzbroiłam się w gilotynę, kartony, klej, nożyczki i projekty elementów. Co do merytoryki – wspomogą mnie moje umiejętności, doświadczenie w grze i podręczniki ściągnięte z Essen.

O dalszych dziejach zajęć z Dobutsu shogi w przedszkolu przeczytacie za kilka miesięcy w ramach podsumowania zajęć.