Wyprawa do Essen

28 października, dzień po zakończeniu Międzynarodowych Targów Gier w Essen był szczególny. Jak zwykle wybrałam się do klubu gier planszowych w Krzeszowicach, na miejscu rozłożyłam się z Legendami Krainy Andor i czekałam na rozgrywkę. Gdy tylko pojawili się Viola Kijowska i Marcin Ropka współgracze musieli jeszcze trochę poczekać, bo rozpoczęły się opowieści po-eesenowe. Z nich narodził się ten wywiad.

Na tegoroczne targi w Essen pojechaliście pierwszy raz. Jak wyglądały Wasze przygotowania do wyjazdu?

Decyzja o tym, że w tym roku na pewno jedziemy zapadła jeszcze w wakacje, tak więc mieliśmy sporo czasu na przygotowania. Spokojne poszukiwania hotelu, przegląd techniczny samochodu, wcześniej zaplanowane urlopy – mimo, iż czas do targów upływał szybko, to nie odczuliśmy bardzo dużego stresu związanego z przygotowaniami. Na bieżąco śledziliśmy najnowsze doniesienia wydawnicze związane z premierami oraz przebiegiem samych targów. Rzeczywistość jednak i tak nas zaskoczyła.

Jakie było Wasze pierwsze wrażenie po wejściu na hale?

Pierwsze wrażenie było niezwykle pozytywne. Nasze oczekiwania bazujące głównie na spostrzeżenia z rokrocznych relacji ze Spiel całkowicie pokryły się z tym, jednak ogrom targów nas zaskoczył. Stoiska wystawców były kolorowe, różnorodne, bogato zaaranżowane i profesjonalnie przygotowane.
Często bywamy na targach branżowych, tak więc sama idea wystaw jest nam dobrze znana. Targi w Essen wyglądają dość podobnie (stoiska, prezentacje, akredytacja), jednakże Spiel rządzi się swoimi niepowtarzalnymi prawami. Po pierwsze, liczba uczestników była naprawdę porażająca. Niezwykle rzadko widzi się takie zainteresowanie tematem i tyle osób w jednym miejscu. Ścisk, jaki panował w piątek i sobotę był ogromy. Po drugie, inaczej niż na większości targów, targi w Essen polegają przede wszystkim na zakupach. Prezentacje produktów były bardzo rozbudowane –  co ważne – w każdą niemal grę można było pograć (oczywiście odczekując swoje w kolejce). W odróżnieniu jednak od typowych targów technicznych czy medycznych, celem wystawców nie jest jedynie prezentacja produktu lecz przede wszystkim jego sprzedaż (detaliczna, hurtowa).

Jak wyglądał typowy dzień geeka w trakcie targów?

Nastawialiśmy się głównie na obserwowanie trendów aktualnych na rynku gier planszowych, jak i śledzenie poczynań europejskich wydawnictw. Widać, że rynek planszówek w Europie jest silny i różny od tego w Polsce. Co prawda trend w u nas zmierza w dobrym kierunku (rośnie liczba sklepów, wydarzeń tematycznych, wydawnictw, tytułów polskich autorów), jednakże jeszcze dużo partii  w Agricoli musi zostać rozegranych, nim będziemy mogli porównać się do Zachodu.
Dużą część czasu zajmował nam tzw. hunting. Chcieliśmy także obalić mit związany z pozorną atrakcyjnością cen na targach. Mitu nie udało się obalić. Ceny były faktycznie rewelacyjne, a stoiska i niskie kwoty kusiły by nie tylko oglądać, ale i kupować.
Mieliśmy także okazję porozmawiać z polskimi wydawcami, wszyscy polscy wystawcy, bez wyjątku byli zadowoleni z przebiegu targów. Ogólnie rzecz ujmując, 30 godzin na targach zleciało bardzo szybko i nie było ani jednej godziny, w której byśmy się nudzili.

Czy małe wydawnictwa są widoczne na targach?

W tym roku (podobno inaczej, niż w latach poprzednich), targi Spiel zajmowały 3 największe hale wystawiennicze kompleksu Messe Essen. Najbardziej obszerna hala (numer 3) okupowana była przez największych graczy na rynku (Repos, Days of Wonder, Queen Games, Pegasus Spiele, Mattel, Eggertspiele, Schmidt, Gigamic). W drugiej hali można było spotkać równie liczne stoiska mniejszych wydawnictw, a w trzeciej co do wielkości hali można było natknąć się na wydawnictwa z branży gier planszowych, jak i pozostałych wystawców (równocześnie z targami planszówek odbywały się targi Comic Action skupiające miłośników popkultury o zabarwieniu fantastycznym). Jednakże wbrew temu podziałowi, wszystkie stoiska były na wyciągnięcie ręki. Dobre oznakowanie stoisk, informacja on-line, liczne reklamy, przyciągające wzrok gadżety (np. suknia panny młodej na stoisku Granny) pozwalały w głowie ułożyć mapę targów – po pierwszym dniu można było spokojnie się rozeznać, gdzie szukać interesującego wydawnictwa, aczkolwiek – co niesamowite – jeszcze w niedzielę udało nam się trafić na wystawców, których nie widzieliśmy w poprzednich dniach. Mimo kolosalnego ścisku, nie można powiedzieć, że organizacja targów jak i pomysły wystawców były chybione. Wręcz przeciwnie, tak ogromne tłumy przy większej powierzchni wystawienniczej niż w poprzednich latach, to dobra prognoza na kolejne lata. Boom na gry planszowe trwa w najlepsze.

Jak prezentowały się polskie wydawnictwa?

Tu przeżyliśmy największe pozytywne zaskoczenie. Polskich wydawnictw było rzeczywiście sporo, a rodzimy język można było usłyszeć nie tylko wśród wystawców, ale także wśród zwiedzających. Największym stoiskiem mogło pochwalić się konińskie wydawnictwo G3, które z prawdziwą pompą urządziło się w samym sercu hali nr 1, stając się jednym z bardziej obleganych punktów. Polacy z G3, ubrani w różowe koszulki (świetny wybór dzięki któremu łatwo dało się wyróżnić naszych rodaków z tłumów), mieli pełne ręce roboty przy 14 stolikach, non-stop zajętych przez graczy. Wszystkie tytuły (7 dni Westerplatte, Enclave, Craftsmen) cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Jak na debiutanta na Essen – bardzo profesjonalna robota. Pozostałe polskie wydawnictwa zaprezentowały się równie dobrze. Axel z Heroes of Might and Magic (poprawiona edycja angielska) sprzedał już w piątek wszystkie egzemplarze gry! Trzewik i ekipa z Portalu w pocie czoła wydawali kupującym kolejne egzemplarze Dziedzictwa i Tezeusza. Chłopaki z Fabryki Gier Historycznych tłumaczyli zainteresowanym zawiłości Sigismundusa (bardzo pozytywnie przyjętego) jak i nowej wersji Teomachii, a Uiek z brygadą z Galakty raz po raz tłumaczyli zasady Metallum czy King&Assasin.
Wyliczanka polskiej reprezentacji jest naprawdę imponująca. W tym miejscu należy wspomnieć również o innych rodzimych wystawcach (np. Titan Forge, Luzodajnia), którzy wzmocnili naszą obecność w Essen. Można śmiało powiedzieć, że tegoroczne targi miały swoją bardzo silną polską reprezentację. Jesteśmy pewni, że w następnym roku lista polskich wydawnictw i tytułów jeszcze się powiększy.

Nastawialiście się przede wszystkim na starsze tytuły – udało się Wam zdobyć jakieś perełki? Nie kusiły Was nowości?

U podstaw naszych planów nabycia starszych tytułów leżały zarówno pogłoski na temat wyprzedaży w antykwariatach (wiadomo, dusze kolekcjonerów) jak i bardzo atrakcyjne ceny (wiadomo, dusze Krakusów). Plany zostały zrewidowane na miejscu. Największym naszym zainteresowaniem cieszyło się stoisko Huch & Friends, gdzie pełnoprawne tytuły (czytaj standardowe pudla z grami wielkości Ticket to Ride) można było nabyć za 6 EUR, jak i duże stoisko Heidelberger Spieleverlag – jednego z największych niemieckich wydawców, gdzie niektóre starsze tytuły można było nabyć za symboliczne 1 EUR. Perełką, którą udało nam się kupić jest z pewnością Gingkopolis  Xaviera Georgesa, jak i Phoenicia  Thomasa Lehmanna. Wraz z nami do kraju przyjechało łącznie 18 pudełek 😉
Choć szukaliśmy głównie gier wydanych przed kilkoma laty, sporo czasu poświęciliśmy również na rozegranie partii w nowe tytuły. Tak zwane ‘nowości’ (np. Amerigo, Legendy Krainy Andor, Hanabi, Nauticus) kusiły zarówno swoją zawartością, jak i intensywnością ich promocji i sprzedaży, i choć powstrzymywaliśmy się przed zakupem najświeższych tytułów to z pewnością będziemy mieli jeszcze okazję, by nadrobić zaległości.

Mieliście jakieś ciekawe zdarzenia?

Mieliśmy okazję oglądać z bliska Cthulhu Wars – bestseller kickstarterowy – grę opartą na pomyśle innej planszówki – Chaos w Starym Świecie. W grze wcielamy się w jedno ze stronnictw Starszych Bogów i próbujemy zawładnąć światem. Rozgrywkę prowadził sam autor gry, Sandy Petersen, a na stoisku rządził H. Cody Hallett.  Już krótka pogawędka ukazała przed nami ciekawe fakty odkrywając, że nasz rozmówca jest zięciem samego Sandy’ego Petersena, a jego dziadek był Polakiem (przybył do Stanów z miejscowości Dobry Las). 15 minut przeuroczej rozmowy na stoisku z Chtulhu Wars to zdecydowanie najbardziej zapadające w pamięć zdarzenie.
Dużym rozczarowaniem (i chyba jedynym na całych targach) była prezentacja gry Berserk rosyjskiego wydawnictwa Hobby World. Mimo przepięknych grafik i niezwykłego wykonania, sama rozgrywka jest sucha, płytka i zupełnie pozbawiona dynamiki. Lepiej potasować talię kart i zagrać w wojnę.

Zaprojektowaliście kilka gier, prototypy czekają na doszlifowanie – czy taki wyjazd do Essen jest motywacją do dalszej pracy?

Zdecydowanie tak. Wyjazd do Essen pomógł nam rozwinąć kilka pomysłów, o które można by wzbogacić prototypy naszych gier. Zobaczyliśmy gry w szerszym kontekście społecznym. Na zachodzie gra się całymi rodzinami, nie inaczej było w Essen. Ludzie lubią tę formę rozrywki i kultywują ją poprzez pokolenia. Można z całym przekonaniem powiedzieć, że gry stanowią spoiwo naszych nadwyrężonych relacji rodzinnych, bo nad planszą zasiadają wspólnie małe dzieci, ich rodzice i dziadkowie. Trzeba iść w tym kierunku, tworząc gry które sprostają kompleksowym oczekiwaniom graczy w  różnym wieku. Wyjazd do Essen niewątpliwie dał nam silną motywację i stanowi inspirację do dalszej pracy. Obecność na targach zaowocowała wieloma pomysłami do dalszego przetestowania i doszlifowania. Targi w Essen oferują  możliwość prezentowania swoich prototypów (specjalnie wydzielona część w jednej z hal) dając twórcom szansę przetestowania gier, rozmowy z wydawnictwami, czy recenzentami (tu pozdrowienia kierujemy do autorów Piwnego Imperium spotkanych na Essen). Jednym słowem tu na targach rodzą się nowi autorzy gier i nowe tytuły.

W przyszłym roku też pojedziecie?

Nie możemy sobie wyobrazić sytuacji, by nas tam zabrakło. Być może to nie będzie już 4-dniowy pobyt, zwłaszcza w charakterze odwiedzających targi, ale z pewnością końcówka października 2014 zarezerwowana zostanie na największe święto planszówkomaniaków na świecie.

Dziękuję.

Na koniec kilka zdjęć wykonanych przez Violę i Marcina: