Grota Hobolda

Miłość do gier planszowych objawia się na różne sposoby. Wspólne granie z rodziną i przyjaciółmi, czytanie tekstów o grach, oglądanie video recenzji i słuchanie podcastów, tworzenie tego wszystkiego, organizowanie spotkań, konwentów itd. Ulepszanie gier to też norma: home rules, malowanie figurek, czy wykonywanie własnego pomysłu wyprasek czy podajników. A co powiecie na lepienie figurek?

Tym właśnie zajmuje się Tomek vel Hobold, którego wielu z Was już zna. Jego figurki są naprawdę bardzo atrakcyjne i upiększają niejedną grę. Zapraszam do Groty Hobolda.

Jakim jesteś graczem?
Jestem marnym graczem, chorobliwie poszukującym emocji w grach, które mogłyby choć po części zrekompensować brak sesji rpg. Dlatego z łatwością padam ofiarą szarlatanów, prawiących o niezmierzonych pokładach klimatu, wylewającego się z ich najnowszych dzieł – uwielbiam to i z radością ulegam. Jest tak, że dopatruję się klimatu w nawet najbardziej suchych eurograch.

Jesteś też graczem-artystą…
Jestem graczem – rzemieślnikiem robiącym dodatki do swoich ulubionych planszówek z masy plastycznej, kupionej w sklepie z artykułami szkolnymi.

Kiedy wpadłeś na pomysł zastąpienia elementów gier czymś niesztampowym?
Desperacko szukałem sposobu, by zainteresować najstarszego syna planszówkami. Trudne to zadanie, gdy pojawiły się pierwsze objawy uzależnienia od konsoli i komputera. Figurki trochę pomogły, ale spodobały się nie tylko w domu. Zrobiłem kilka miniaturek znajomym i tak się zaczęło. Oczywiście pierwszym impulsem były galerie na BGG, tam dziwaków radośnie ulepszających swoje gry nie brakuje.

Możesz nam troszkę opowiedzieć o tym jak tworzysz te elementy, ile czasu zajmuje Ci cały proces?
Z modeliną jest jak w podstawówce na zajęciach z prac ręcznych. Trochę cierpliwości, kilka prób i każdy wystarczająco uparty osobnik ulepi np. rolników do Agricoli: wałek + kulka i na koniec to co najfajniejsze w tej zabawie – detale. Nigdy nie liczyłem dokładnie ile czasu spędzam przy stole. Prawie zawsze robię więcej niż jeden zestaw na raz, więc ciężko dokładnie policzyć. Najbardziej pracochłonne były figurki do King of Tokyo, około 45 godzin.

Do ilu gier i do jakich wykonałeś już figurki własnego pomysłu?
Na blogu naliczyłem jedenaście zmodelinowanych tytułów. Agricola, Robinson, Tzolk’in, Space Alert, Escape, Stone Age, Carcassonne, Le Havre, King of Tokyo. Będzie więcej – każda figurka znacznie podnosi mój poziom endorfin, to uzależnienie w czystej postaci.

Czy są jakieś gry, do których nie chciałeś wykonać figurek?
Pewien pan napisał do mnie, że jego ulubioną grą jest „Mice and Mystics” i w związku z tym, czy mogę zrobić dla niego figurki do tej gry, bo te oryginalne są takie bure…. Odmówiłem oczywiście, nie mógłbym oglądać moich gniotów, mając w pamięci te przepiękne figurki. Poleciłem panu znalezienie w okolicy zdolnego malarza figurek.

Odmówiłem też wykonania figurek do Krosmaster: Arena… tych bonusowych, które można było kupić tylko w przedsprzedaży. Pan zamówił grę w wersji ekonomicznej i po rozłożeniu na stole pożałował. Możliwe, że udało by się ulepić coś przyzwoitego, ale to byłaby przecież kradzież.

Ile jeszcze masz pomysłów? Albo niepublikowanych prototypów?
Czytam większość recenzji, wiadomości o nowościach, Waszych tekstów w ZnadPlanszy i niestety lista gier, które chcę mieć na półce ciągle się powiększa i jest tylko minimalnie dłuższa od listy gier, do których mam ochotę coś ulepić. Bez planszy na stole ciężko jest dopasować elementy z modeliny, poza tym frajda z takiej pracy jest mniejsza i jest to podstawowe ograniczenie. Nie powiem co w tej chwili ugniatam, bo zapeszę i nie wyjdzie.

Masz jakieś marzenie jako gracz?
Moje marzenie gracza jest bardzo przyziemne – chcę znaleźć sposób na stałe zainteresowanie mojej drugiej połowy planszówkami. Za każdym razem kiedy widzę światełko w tunelu następuje regres i mi żona od stołu ucieka – to jest straszne!

Dziękuję.

Kilka grafik zaczerpniętych z bloga autora:

  • Hobold rządzi 🙂 Nawet w Japonii! Dzięki jeszcze raz za modele dla mnie 🙂