Władca Pierścieni – Bitwa o Śródziemie

Gry dla całkowicie początkujących graczy to bardzo ważny rodzaj gier w naszym hobby i nie ma się co wstydzić, gdy zaawansowany gracz od czasu do czasu w nie zagra. Zauważyłam nawet, że działa to jak dodatkowa zachęta dla nowicjuszy. Tak więc gram, by zachęcić, nauczyć, poznać, nawet dla przyjemności. Odrobina dobrego nastawienia i można zagrać nawet we Władcę Pierścieni – Bitwa o Śródziemie czy Asy Przestworzy. O tej pierwszej grze Wam opowiem, ta druga to już całkiem inna historia.

Tematyka gry jest dla zwykłego odbiorcy bardzo atrakcyjna. Choć świat wykreowany przez Tolkiena wyeksploatowano współcześnie do granic możliwości, to i tak przyciąga. W grze stojąc po stronie dobra gracze walczą z siłami Mordoru, sterowanym mechaniką gry. Mechanika jest na tyle abstrakcyjna, że można ją połączyć z dowolną tematyką. Tak też klimat tej karcianki tworzy oprawa graficzna – zresztą bardzo ładna (no może prócz wierzchu pudełka) i co warte podkreślenia, zawierająca różne postaci znane z książek Tolkiena. Solidność wydania oraz naprawdę świetnie napisana i zilustrowana instrukcja jest dodatkową zachętą.

Mechanika gry to prosty pasjans. Sprowadza się ona do specyficznego wykładania kart z ręki, tak by dopasować ich symbole do symboli kart wrogów, których należy pokonać. W grze funkcjonują 2 talie:

  • karty wrogów, którym przypisano wartości punktowe 1, 3, 6, 10 oraz odpowiednią liczbę i kombinację kolorowych symboli. O te karty gracze będą w grze walczyć między sobą, by zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa. Nie wszystkie trafią do graczy, co wynika z mechaniki gry;
  • karty Pierścienia zawierające 31 kart towarzyszy, których gracze przypisują do drużyn walczących z wrogiem, oraz 12 kart Mordoru, uprzykrzających graczom rozgrywkę.

Gracz w swojej turze może dociągnąć kartę ze stosu kart Pierścienia lub wyłożyć 1 kartę z ręki do drużyny i przeprowadzić atak na wroga. Atak polega na przypisaniu 1 drużyny do odsłoniętej 1 lub kilku kart wroga. Jeśli symbole na kartach drużyny są takie same jak na karcie wroga, pojedynek uważa się za wygrany. Gracz odrzuca drużynę i zdobywa kartę wroga. Podczas dociągania kart pojawiają się karty Mordoru. Trzecia taka karta powoduje kontratak sił zła – można stracić kartę z ręki, z drużyny lub zdobytą kartę wroga. Dodatkową atrakcją w mechanice jest wprowadzenie cech specjalnych na kartach bohaterów (jest ich 10) i karty z symbolem jokera.

Pomimo losowości, w grze jest trochę decyzyjności. Dla początkujących graczy i dzieci jest to wystarczający poziom – ani się nie nudzą, ani nie przegrzewają od intensywnego myślenia. Decyzje dotyczą: podejmowania akcji, wystawiania kart np. momentu wyłożenia jokera, tworzenia drużyn, dopasowywania sposobu gry do widocznych kart Mordoru, wyboru karty, którą trzeba odrzucić, oraz którą chce się zdobyć. Chcąc zdobyć dużą liczbę punktów trzeba być szybszym od innych i wykorzystać każdą okazję.

Mechanika gry uczy nowicjuszy bardzo dużo: jak czytać instrukcję, jak zarządzać kartami, jak stosować specjalne zdolności kart i minimalizować straty, jak być szybszym i sprytniejszym od współgraczy, jak mechanicznie operować odkrytymi kartami leżącymi na stole. Dobrze się gra w każdym składzie osobowym, choć przy 4 graczach jest większa konkurencja i zajadłość w walce o punkty. Rozgrywka jest szybka, dynamiczna i bardzo przyjemna. Dla nowicjuszy w sam raz. Dla zaawansowanych graczy, o ile nie grają z dziećmi jest to raczej zbyt prosta gra.