Szaolin panda

Do niedawna myślałam, że ciała elektryzuje się przez potarcie lub indukcję. Dziś już wiem, że elektryzować może też mieszanka 3 wyrazów: panda, Shaolin i Knizia. No, może nie na wszystkich tak działa, ale na mnie na pewno. Zapowiedź gry Szaolin panda Egmontu pobudziła moją wyobraźnię – będzie bajecznie, walecznie i  kniziowato. Nie pomyliłam się.


Bajeczność. Tytuł gry przywodzi mi na myśl film animowany z 2008 r. Kung Fu Panda, który zapadł mi w pamięć przez kilka scen i do dziś z sympatią go wspominam. Z sympatią patrzę też na oprawę graficzną tej małej gry karcianej, w której jednym z bohaterów jest waleczna panda. 50 kart szaolin ma co prawda powtarzające się motywy, ale różniące się na tyle kolorystyką lub szczegółami, że stwarza to wrażenie różnorodności każdej z kart. Grafiki są bardzo atrakcyjne. Kolejnym ciekawie zrobionym elementem gry są żetony białe i czarne, które po złożeniu dają pyszczek pandy, zaś po obróceniu klasyczny symbol równowagi jin-jang (co nawet przekłada się na część mechaniki tej gry). W porównaniu z poprzednimi wersjami gry, polskie wydanie jest rewelacyjne.

Waleczność. Na szczęście z instrukcją do gry Szaolin panda nie trzeba walczyć, jest zwięzła, czytelna, po kilku minutach wiadomo jest jak grać. Za to mechanika wymusza na graczach ciągłą walkę o zminimalizowanie punktów karnych. Walka odbywa się przy pomocy kart szaolin, o wartościach 1-50. W każdej rundzie, zależnej od liczby graczy, każdy posiada 9 losowo dobranych kart szaolin. Runda składa się więc z 9 tur rozgrywanych jednocześnie. Na początku tury odsłaniana jest karta punktacji, na której są 2 wartości liczbowe, mówiące ile białych lub czarnych żetonów karnych zdobywają gracze. Takich kart, o różnych parach liczb, jest 10. Gracze wybierają z ręki 1 kartę i zgodnie z kolejnością wykładają odkrytą na środek stołu. Zasada zdobywania punktów karnych jest następująca:

  • gracz z najniższą wyłożoną wartością zdobywa białe żetony, w liczbie wskazanej na karcie punktacji;
  • gracz z najwyższą wyłożoną wartością zdobywa czarne żetony, od niego również zaczyna się w następnej turze ta nietypowa licytacja.

Na koniec każdej rundy zdobyte żetony przynoszą punkty karne. Jak więc grać, by nie przegrać? Po pierwsze, trzeba obserwować co wykładają współgracze, o ile nie jest się pierwszym graczem. Po drugie, pomocna jest również zasada wzajemnego znoszenia się żetonów – każda para czarny-biały znosi się wzajemnie i jest odrzucana z puli gracza. Zdobyte żetony w 1 kolorze można więc zredukować zdobywając kolor przeciwny. Tak więc grą nie tylko rządzi losowy dobór kart, ale też chwilowa potrzeba graczy: redukcja własnych punktów ujemnych lub nawet uniemożliwienie redukcji przeciwnikom. Walka trwa całą grę, a kto będzie miał najmniejszą liczbę punktów karnych, ten wygra.

Kniziowatość. Szaolin panda to typowa gra Knizii. Proste zasady, szybka rozgrywka, matematyczna precyzja i interesujące decyzje do podjęcia. Jest to również, jak na tego autora przystało, gra sucha, bez klimatu, w której temat dopasowano na siłę. Żadnemu z moich współgraczy jednak to w ogóle nie przeszkadzało. Liczyła się dynamika rozgrywki i napięcie związane z wykładanymi kartami. Grało się bardzo przyjemnie i w dodatku tak samo dobrze w każdym składzie osobowym. Jest to w mojej opinii bardzo fajna gra rodzinna. Wypróbujcie!

Głębia przez przypadek. Jako, że w młodości ćwiczyłam intensywnie Tai Chi Chuan styl Yang, pojęcie wielkiej równowagi z filozofii taoistycznej nie jest mi obce. Już po pierwszej rozgrywce poczułam wielką sympatię do tej gry przez obecność żetonów tworzących na rewersie symbol tejże równowagi jin-jang. Mechanika gry pokazuje, że tak jak w życiu nie jest dobrze mieć ani nadmiar jin (kolor czarny, oznaczający m.in. żeńskość, pasywny aspekt rzeczywistości ), ani jang (kolor biały, oznaczający m.in. męskość, aspekt dominujący) i trzeba dążyć do równowagi między siłami przeciwstawnymi (co w grze jest reprezentowane przez wzajemne znoszenie się żetonów). Knizia filozofem nie jest i chyba tyko przez przypadek pojawiła się głębia w jego grze, albo i ja się doszukałam czegoś na wyrost.