kosmiczni piraci  (12)

Zagrałam w: Kosmiczni piraci

Reiner Knizia zaprojektował ogromną liczbę gier z prostą mechaniką, przeznaczoną przede wszystkim dla dzieci, rodzin i mało wymagających graczy. Zaprojektował też kilka świetnych tytułów, do których chętnie sięgają zaawansowani gracze np. Legendy Blue Moon, Eufrat i Tygrys, Ra, Samuraj, Zaginione miasta i in. Obserwując polskie wydawnictwa nie mam wątpliwości, że jest lubianym projektantem. Prostota, matematyczna precyzja włożona w mechanikę i wyciskania soków z najbardziej rozpowszechnionych mechanik, a także abstrakcyjność tematyczna (czyli doklejanie tematu na siłę do danej mechaniki) to jego znaki rozpoznawcze.

Jest jeszcze 1 cecha, którą może poszczycić się Knizia – jego gry w odpowiedniej grupie docelowej cieszą się naprawdę sporym powodzeniem. Tak jest właśnie z grą Kosmiczni piraci. Przeznaczona jest przede wszystkim dla starszych dzieci na poziomie szkoły podstawowej i dla gimnazjalistów. Nawet dorośli nie znający wielu planszówek zagrają z dziećmi z przyjemnością.

Grafika w grze jest niesamowita. Klimaty kosmiczne zawsze mi się podobały i nie pogardziłabym plakatem na ścianie z jedną z planet z tej gry, albo choćby tapetą na pulpit komputera. Jakość wykonania elementów nie budzi zastrzeżeń i myślę, że sporo wytrzyma w rękach nastolatków. W grze znajdują się: po 7 kart piratów i 1 karcie teleportu dla każdego gracza, żetony skarbów do zdobycia, 6 planet i plansza przypominająca o kierunku ruchu 2 tekturowych statków kosmicznych. Planety rozstawia się na stole dookoła tej ostatniej planszy, na 2 planetach ustawia się statki handlowy i piracki. Każdą planetę zaopatrza się w odpowiednią liczbę skarbów, które na koniec gry przynoszą punkty zwycięstwa.

Gracze kolejno dokładają po 1 karcie z ręki do dowolnej planety, o której skarby chcą walczyć. Karty kładzie się zakryte (rewersem do góry), a dołożenie kolejnej karty obok skutkuje odkryciem wcześniej położonej karty. Jeśli zostaje odkryta karta leżąca przy planecie ze statkiem, to należy ten statek przesunąć na kolejną planetę w ściśle określonym kierunku. Gdy przynajmniej 1 statek dotrze do swojego portu macierzystego lub gdy graczom skończą się karty następuje przyznawanie skarbów. Gracz z największą siłą (suma wartości kart) na danej planecie i kolejny gracz(e) zdobywają skarby przez nich wybrane. Statek handlowy ma wartość 10 pkt.

Co się w tej grze podobało moim młodym graczom? Prócz wykonania i czytelności instrukcji, przede wszystkim lekkość rozgrywki i spore napięcie wywoływane obecnością statków na planetach. W mechanice są również 2 elementy, którymi można mocno zaszkodzić przeciwnikom, choć też i sobie. Są to karta teleportu (odkrycie jej powoduje usunięcie z gry karty właśnie dokładanej wraz z nią) i statek piracki (na końcu gry to statek zagarnia wszystkie nagrody z planety, na której się znajduje). Te elementy służą niecnym i wrednym zagraniom, określonym dosadnie przez młodzież. O Kosmicznych piratach niektórzy mówią, że to „gra ze świnią” i to się podoba. Może nie wszystkim, bo głosy rozczarowania (cytuję te grzeczniejsze): „tyle zainwestowałem w tę planetę, a ty mi tu pirata podesłałeś?!” lub „OMG taką silną kartę mi teleport wessał”,  też się pojawiały. Widziałam też rozgrywkę, w której gracz poświęcił własne korzyści (wysyłając statek piracki), byle tylko inni nie zyskali tak wielkiego skarbu.

Sporego przeliczania w tej grze nie ma, a co za tym idzie taktyki czy strategii, za to widziałam zadowolenie dzieciaków  i chęć na kolejne kosmiczne potyczki.