Z wizytą w przedszkolu w Yamanasi

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Pierwsze zajęcia z Dobutsu shogi w dwóch grupach przedszkolnych już za mną i na pewno nie pozwolę Wam zapomnieć o moim wolontariacie. Na początek mam nie lada gratkę. Relację Wojtka Jedynaka, wrocławskiego shogisty, z odwiedzin w jednym z przedszkoli w Japonii.

„We wrześniu 2014 roku odwiedziliśmy razem z Karoliną Styczyńską japońskie przedszkole w Sakaori w prefekturze Yamanashi (około 1.5h pociągiem ekspresowym z Tokio).

Kadra przyjęła nas bardzo serdecznie i była bardzo zainteresowana tym czy shogi jest popularne w Polsce i sukcesami Karoliny. Na pewno dużą zasługę miał w tym fakt, że Karolina odwiedziła to przedszkole wcześniej i wiele dzieci mówiło, że pamięta to poprzednie spotkanie. Samo przedszkole zrobiło na nas duże wrażenie, było zaopatrzone m.in. w kryty basen i czytelnię.

Zajęcia prowadziliśmy przez dwa dni, łącznie nauczyliśmy grać 6 klas, trzy pięciolatków i trzy czterolatków. Korzystając z dużej planszy demonstracyjnej tłumaczyliśmy naszym łamanym japońskim zasady gry i graliśmy partię pokazową, naśladując przy tym metodę nauczania Madoki Kitao. Duże wrażenie na japońskich przedszkolankach zrobił fakt, że jako obcokrajowcy podkreślaliśmy rolę tradycyjnych japońskich zwrotów grzecznościowych: onegai shimasu i arigatou gozaimashita (zn. miłej gry i dziękuję za grę). Po partii pokazowej, dzieci grały ze sobą korzystając z własnoręcznie przygotowanych zestawów do doubutsu shogi. Aby zachęcić dzieci do dalszej nauki, w każdej klasie najlepszy z uczniów dostawał szansę gry z mistrzynią Europy – Karoliną – która jako twardy nauczyciel pokazywała im, że zawsze jest ktoś silniejszy.

Po lekcjach zostaliśmy zaproszeni do zjedzenia obiadu razem z dziećmi. Dla dzieci było to okazja żeby dowiedzieć się czegoś o Polsce, dla nas była to szansa posłuchać japońskiego używanego przez dzieci i nauczyć się czym one się interesują (lubią dinozaury i pociągi). Dzieci z dużym zapałem pytały o to jak po polsku nazywają się różne zwierzęta i owoce, nie brakowało też pytań o sam kraj.

Uczenie doubutsu shogi w obcym języku i obcym kraju to niełatwe zadanie, ale dzięki niesamowitemu entuzjazmowi dzieci i kadry nie tylko jakoś daliśmy radę, ale jeszcze mieliśmy z tego wielką przyjemność. Na pamiątkę dostaliśmy wykonane przez dzieci polskie flagi i zostaliśmy pożegnani niesamowicie ciepło – czuliśmy się jak gwiazdy, gdy każde z dzieci chciało się z nami przybić piątkę. Na koniec obiecaliśmy, że jeszcze kiedyś odwiedzimy przedszkole w Yamanasi. Zobaczymy, czy do tego czasu nasi mali przyjaciele będą się pilnie uczyć dobutsu shogi i następnym razem pokonają jednego z nas.”

 

 

Zdjęcia pochodzą z japońskiego bloga