Serrrki!

Po zapoznaniu się z zasadami i pierwszej rozgrywce w Serrrki pomyślałam, że mechanika działa świetnie i jest bardzo wciągająca. Kolejne pozytywne zaskoczenie. Przy porządkowaniu gry, rzuciłam okiem na wieczko pudełka i zobaczyłam znane nazwisko, które wszystko mi wyjaśniło. Reiner Knizia.

Graczom nie muszę tłumaczyć kim jest Knizia. Innym czytelnikom już tak. Autor gry jest doktorem matematyki, a do tego zawodowym projektantem gier planszowych. Zaprojektował ponad 500 gier, które działają bardzo sprawnie. Mimo abstrakcyjności jego gier (do mechaniki można po prostu dołożyć dowolny temat), mechaniki działają bez zarzutu, są świetnie przeliczone, opracowane, wyszlifowane. W grach dla dzieci są przede wszystkim bardzo proste, ale też mocno wciągające dla małych graczy.

Serrrki to gra, w której dzieci wcielają się w myszki polujące na ser. Wielkim plusem jest wykonanie gry, bo działa mocno na wyobraźnię. Jest wielka tekturowa plansza w kształcie okrągłego sera. Są też małe tekturowe plansze przedstawiające talerzyki. Oba elementy są klimatycznie nadgryzione przez myszki. Największy zachwyt wzbudza jednak coś innego. Ser. Duże kawałki sera, w dodatku z dziurkami, wykonane z drewna. O zachwycie świadczy również wykorzystanie tych ślicznych, żółtych cząstek do innych zabaw – w sklep, kawiarnię, przyjęcie serowo-urodzinowe (myślę, że niektóre domowe pluszaki już nie mogą patrzeć na ser).

W zasadach znajdują się 3 warianty gry, różniące się nieznacznie między sobą, jednak wymagające różnych umiejętności od dzieci. W każdym wariancie myszki zdobywają ser przy pomocy rzutu 2 kośćmi. W zależności od uzyskanego wyniku:

  • zabiera się ser ze środka planszy, jeśli pojawi się na kości symbol sera;
  • zabiera się ser od innego gracza (lub ze środka planszy), jeśli pojawi się na kości symbol myszy ;
  • kończy się ruchu, jeśli na obu kościach wypadną ścianki bez symbolu.

Wyniki z obu kości są kumulatywne, co oznacza, że w 1 rzucie można uzyskać maksymalnie 2 serki. Wygrywa gracz, który na końcu gry będzie miał najwięcej zebranych serków.

Warianty gry stopniowo zwiększają poziom ryzyka. Pierwszy wariant jest przeznaczony dla najmłodszych graczy, nie potrafiących ocenić swoich szans i zagrożeń wynikających z rzutów kośćmi. Dziecko rzuca kośćmi i zdobywa serki do momentu aż na obu wypadną 2 puste ścianki. W zależności od szczęścia kolejnych graczy, czas oczekiwania na swoją kolejkę może się bardzo dłużyć. Wiadomo, że dzieci są niecierpliwe, stąd by nie uciekły od planszy albo trzeba je angażować w analizę wyników rzutu kośćmi przez przeciwników, albo grać w małym gronie (max. 3 osoby). Ten wariant uczy dzieci analizy wyników i łączenia ich z określoną akcją. Pod koniec gry, pozwala również na ćwiczenie umiejętności liczenia. Drugi wariant wprowadza już w tajniki zarządzania ryzykiem. Gracz w swojej kolejce może zdobyć maksymalnie 4 serki, które po zdobyciu przekłada z talerzyka przed siebie. Gracz sam podejmuje decyzję czy przerwie rzuty kośćmi przed zdobyciem 4 serków, czy gra do końca swojej tury. Niestety, jeśli przed zdobyciem wszystkich serków wypadną na obu kościach puste ścianki, to gracz musi oddać serki ze swojego talerzyka na środek dużej planszy. W trzecim wariancie gry (przypominającym mi inną grę dla dzieci, tego samego autora – Monkey business) nie ma limitu zdobywanych serków w turze gracza i podobnie jak w poprzednim wariancie, dzieci uczą się zarządzania ryzykiem. Napięcie jest już dość spore.

Podsumowanie

W większości przypadków, dzieci w grze idą na żywioł, nie mają wyczucia umiaru. Tą grą w ciekawy sposób można dzieciom pokazać czym jest ryzyko, że czasem lepiej małymi kroczkami dochodzić do celu niż, szybko zyskać i równie szybko stracić. Z punktu widzenia dorosłego bardzo przyjemnie grało mi się w wariant 2 i 3. Serrrki!, jak na dzieło Knizii, są nadzwyczaj udaną grą – mechanika zdobywania, gromadzenia i utraty ładnie komponuje się z tematyką i wykonaniem. Dzieci świetnie się bawią, a dorośli nie nudzą. Polecam!

  • Te kawałki sera wyglądają dość apetycznie 😀