Skup żywca

Skup żywca. Gorąca premiera tego roku, okazała się sympatyczną grą rodziną. Losową, a jakże, bo kości trzeba turlać, ale niesamowicie wciągającą. Szybki przebieg rozgrywki pozostawiał każdorazowo poczucie niedosytu i jednocześnie chęci na kolejną rozgrywkę! Tak, tak, grały i dzieci, te które potrafią liczyć i dorośli, rodzice a nawet dziadkowie. Ludzie, których w planszówki dopiero wciągam i tacy, którzy śmigają ze mną w poważne eurogry czy wypasione ameritrashe.

Każdy chciał poznać ten gorący tytuł. Grę, którą grupa rozemocjonowanych ludzi oskarżyła o niesienie złych treści. O przedmiotowe traktowanie zwierząt. Grę, której wartość spłycono do własnej interpretacji tytułu i grafiki. Ars non habet osorem nisi ignorantem. Na szczęście moi znajomi doskonale wiedzą gdzie istniej granica między fikcją a rzeczywistością, znają charakterystyczną i zabawną kreskę ilustratora, wiedzą czym są gry planszowe i jaką formę spędzania wolnego czasu przynoszą. Wiedzą też, ile dobrego granie w planszówki daje.

Jednak, każdy z nich sam ocenił grę, czy mu się podoba mechanika, czy trafia w jego gusta, czy będzie przydatna w domowej kolekcji. Każdy ma wybór i każdy zachowuje go dla siebie. Mój wybór to granie w Skup żywca. Mój wybór to niniejsza recenzja.

Zasady

Instrukcja jest napisana czytelnie, ale są w niej pewne niedopowiedzenia, które postaram się wyjaśnić. Niedopowiedzenia wyniknęły z sytuacji jakie pojawiły się w trakcie rozgrywek. Każdy gracz dysponuje zestawem 4 kości pieniędzy (2 niebieskie, zielona i czerwona), planszą punktacji i torem liczby posiadanych 4 gatunków zwierząt (owca, krowa, świnia, kura). W swojej turze gracz może wykonać 2 akcje: wymiany z bankiem 1 określonej kości z kością w takim samym kolorze (akcja nieobowiązkowa) i zakup zwierząt dostępnym na rynku (akcja obowiązkowa). Kolejność wykonania tych akcji jest dowolna. Oznacza to, że wymianę z bankiem można dokonać przed, w trakcie, po zakupie zwierząt. Zakup zwierząt odbywa się przy pomocy posiadanych kości pieniędzy, a dokładniej wyrzuconych na kościach wartości. Niebieskie kości mają wartości 0-5, zielone: 0, 3, 6, 9, 12, 15 (wielokrotności liczby 3); czerwone 0, 2, 4, 6, 8, 10 (wielokrotności liczby 2). Na planszy głównej (na targu) znajdują się 4 kości, każda zawierająca 2 ścianki z rolnikami, a na pozostałych są różne zwierzęta, którym przypisano różny koszt zakupu. Gracz w swojej turze może kupić dowolną liczbę dostępnych zwierząt pod warunkiem, że posiada odpowiednią liczbę pieniędzy oraz kupuje kolejno (a nie wszystkie na raz). Jeśli gracz zapłaci za dane zwierzę dokładną kwotę, to może kontynuować zakupy. Jeśli zakupi za kwotę wyższą – nie dostaje reszty i nie może kontynuować zakupów. Liczbę zakupionych zwierząt oznacza się na planszy gracza.

Wykorzystane kości pieniędzy, ewentualnie kość po wymianie w banku należy 1 raz przerzucić (gdy wypadnie zero należy rzucić ponownie). Będzie to kapitał początkowy w następnej turze gracza. Kości zakupionych zwierząt również przerzuca się. Jeśli podczas tej czynności wypadnie rolnik, to należy przesunąć go o 1 pole na głównej planszy, na torze upływającego czasu. Taką kość przerzuca się następnie do momentu wypadnięcia zwierzęcia. Kolejne kości zakupionych zwierząt również przerzuca się, zgodnie z powyższym. Wynika z tego, że rolnik może przesunąć się o tyle pól ile było zakupionych kości ze zwierzętami, maksymalnie o 4 pola (pechowcom dziękujemy ;-)).

W trakcie gry punktuje się zakupione zwierzęta 3 razy. 2 razy gdy na torze upływającego czasu pionek stanie na podobiźnie rolnika. Wtedy grę należy natychmiast przerwać i przyznać punkty graczom, którzy mają przewagę w liczbie posiadanych zwierząt danego gatunku (lub remisującym). Są 2 rodzaje punktacji: za zwierzęta widniejące na wszystkich 4 kościach na planszy głównej (wariant podstawowy), za wszystkie zwierzęta (wariant mniej losowy). Gdy pionek dojdzie do ostatniego pola na torze upływu czasu następuje koniec gry. Zanim jednak nastąpi podliczanie punktów, wszyscy gracze muszą ukończyć swoje tury (muszą rozegrać jednakową liczbę tur). Punktacja na koniec gry jest inna niż w jej trakcie. Gracz otrzymuje liczbę punktów równą wartości najmniej licznego zwierzęcia na jego planszy pomnożoną przez 5. Tak się uzyska komplety, o których mowa w instrukcji, a których nie potrafiliśmy na początku się doliczyć.

Podsumowanie

O wrażeniach estetycznych można było posłuchać przy okazji prezentowania fotogalerii z unboxingu gry. Wykonanie jest bardzo solidne, oprawa graficzna, szczególnie kości ze zwierzętami, bardzo się wszystkim podoba. Jako gracz mogę tylko narzekać na zbyt duże pudło i może trochę zbyt duże kości ze zwierzętami (trudno się nimi rzuca i trzeba trochę miejsca na stole, by się dobrze turlały). Tematyka gry w odczuciu moich znajomych jest bardzo sympatyczna. Po prostu kupuje się zwierzątka na targu, bez żadnych podtekstów. Tak jak w większości gier planszowych, w których używa się zwierzątek (choćby w znanym na całym świecie SuperFarmerze wymyślonym w czasie II W.Ś.).

Odnośnie mechaniki – jest to gra losowa i od rzutu kośćmi zależy bardzo wiele. Nie jest to jednak zwykłe turlanie. Gra wymaga umiejętności szacowania. Co mogę kupić za własne kości, w jakiej kolejności by kupić więcej, czy opłaca się zamienić jakąś kość z bankiem (szokiem dla niektórych graczy była opłacalność wymiany dużej wartości na małą), jak rozdzielić kości pieniędzy dla optymalnych zakupów. Dla graczy rodzinnych i dzieci jest nad czym myśleć, jest sporo wyboru. Grę mogę nawet określić jako matematyczną i uważam za świetne narzędzie zachęcające do zabawy z liczbami (dodawanie, szacowanie, porównywanie). Podoba mi się sprytny mechanizm cofania o jedno pole znacznika zwierzęcia u gracza, który dostał za nie punkty. Wyklucza to zdobycie nadmiernej przewagi nad innymi graczami. Podoba mi się wprowadzenie dodatkowych wariantów, tak by dopasować je do umiejętności graczy. Osobiście najbardziej lubię wersję mniej losową przy punktacji w trakcie rozgrywki.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że losowość potrafi w tej grze dokuczyć. Od rzutów kośćmi zależy bardzo wiele – nie tylko co kupimy i za ile, ale też czas gry (zależny w końcu od rolnika pojawiającego się na kościach ze zwierzętami) i moment punktacji. Miałam takie rozgrywki, w których pojawiały się skrajne sytuacje: choćby jedno ze zwierząt do końca gry nie pojawiło się ani razu i nie uzyskaliśmy punktów na koniec gry za komplety zwierząt; albo pionek rolnika tak gnał do przodu na torze punktacji, że też niewiele punktów udało się zdobyć (i w konsekwencji czas gry był bardzo krótki). Na takie sytuacje jest tylko 1 rozwiązanie – zagrać ponownie, a pech zostawić za progiem domu ;-).

Jest wiele napięcia w tej grze, wynikającego z wyścigu o punkty. Choć interakcji nie ma w tej grze, to obserwacja toru przeciwników podpowiada jakie dokonać wybory (choćby kupić tylko 1 zwierzę, by nie dać punktów przeciwnikowi). Napięcie wzrasta gdy pionek na torze czasu zbliża się do symbolu z rolnikiem lub do końca toru. Trzymanie kciuków za dobre rzuty leży w interesie wszystkich graczy.

Dla kogo jest ta gra? Gracze doświadczeni zagrają raczej tylko ze swoimi dziećmi lub niegrającą rodziną. Dla nich Skup żywca będzie bardzo losową grą, z niewielkimi wyborami. Na drugim biegunie są gracze rodzinni, nowi gracze, starsze dzieci i młodzież – ci bardzo chętnie zagrają. Bo to w końcu gra lekka, przyjemna, szybka i dynamiczna. A do tego dobrze się gra w każdym składzie osobowym (2-4 graczy). Na podstawie mojego doświadczenia polecam!

  • Świetna recenzja jak zawsze! Chętnie zagram z Klarą jeśli będzie okazja. Niech dziecko wie, skąd się bierze mięsko na jej talerzu 😉

    • scheherazadeZnadPlanszy

      A ja z takim napięciem 😉 zaglądnęłam co to za komentarz i czy znowu poradnictwo na temat wychowania mojego dziecka albo śmiech pana street-workera, który wie więcej o życiu niż ja 😉 Ufff… Dzięki za dobre słowo 😀

  • kapitan_red

    “Dla nich Skup żywca będzie bardzo losową grą” taaa… Zapewne Ci sportowi brydżyści to cieniasy. Przecież to taka losowa gra, że nie wspomnę o pokerze i Black Jacku bo to kicha. Kto by w to chciał grać? Chyba tylko dzieci.

    Co do “Żywca” może być to fajna gra.
    S. zjechałaś kiedyś jakąś grę bo co czytam Twoją recenzję to ci się gra podoba. A może wybieramy takie same tytuły?

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Tak, zjechałam kilka gier, ale nigdy ich nie targałam, nie rzucałam nimi ani nie paliłam 😉

      • kapitan_red

        A ja mam ochotę czasami spalić na stosie tych co ustalają ceny gier. Np. są tacy co sprzedają “Myszki w opałach” po 70 – 89 PLN. (Oczywiście nie szanujemy ich) Za co? Zawartość pudła zmieściła by się mojej dłoni.

        • scheherazadeZnadPlanszy

          Spójrz na to tak. Markowe jeansy to cena np 300 PLN, po 3 miesiącach są przetarte i musisz kupić nowe. Za co tyle kasy? Myślę, że cena to sprawa indywidualnego podejścia. Ja jeansów markowych nie kupuję. Wolę wydać te pieniądze na planszówki. Na cenę gier składa się wiele czynników, choćby licencja – ta potrafi być mocno wygórowana i stąd choćby wydawca chciał w Polsce to gry nie wyda. Wiesz, umieszczenie zwykłego znaczka Spiel des Jahres na każdym pudełku to są koszty często zbyt duże i przekładają się na cenę jednostkową.

          • kapitan_red

            To bardzo pięknie i rzeczowo uargumentowana riposta ale przy rozpiętości cen tej samej gry np. 62-89 wypada blado.
            Muszę iść na “Maleństwo i przyjaciele” bo “wczoraj nie widziałeś”

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Teraz mówisz o rozpiętości cen ze sklepów – widocznie jednym opłaca się być tanimi, innym drogimi – sklep każdy wybiera sam 😉