ROAR! – Łap potwora

Jedną z pierwszych moich nowoczesnych planszówek była gra Scotland Yard. Gra, w której 1 z graczy wcielał się w postać Mr. X, uciekającego przed detektywami. Akcja toczyła się w Londynie, gracze poruszali się po planszy z narysowaną mapą miasta, a sama gra trzymała w napięciu do samego końca. Świetny tytuł i do dziś mam go w kolekcji. To dobre wspomnienie przyciągnęło mnie jak magnes do gry dla dzieci ROAR! – Łap potwora. Do gry, w której ktoś ucieka, ktoś goni, a akcja dzieje się w mieście przedstawionym w postaci mapy.

Czym jest ROAR?

To gra hybrydowa. To połączenie gry planszowej z aplikacją na komórki/tablety dla systemów operacyjnych Android i iOS. Aplikacja ma określone minimalne wymagania, dlatego nie będzie działać na każdym sprzęcie. Jeśli już wymagania zostaną spełnione, to wierzcie mi, gra zachwyci Wasze dzieci. Aplikację obsługuje tylko 1 z graczy, który wciela się w postać potwora uciekającego przed naukowcami i zajmuje się techniczną stroną rozgrywki. Reszta graczy próbuje tego potwora namierzyć i złapać, poruszając pionami naukowców po planszy. W grę może grać 2-4 osób, a ponieważ jest to gra kooperacyjna (naukowcy kontra potwór), przy planszy może znajdować się więcej osób.

Moja przygoda z ROAR zaczęła się źle. Pierwsze testy gry zaplanowałam na wakacyjne spotkanie z gimnazjalistami. Plansza na stole, komórka w dłoni i ciągłe problemy techniczne. Telefon przegrzany, aplikacja nie odczytywała pozycji żetonów, mnóstwo różnych problemików. Wypróbowałam różne oświetlenia, różne pomieszczenia, różne ustawienia obiektywu komórki. Wszystko zgodnie z wytycznymi z instrukcji. Frustracja sięgała zenitu. Ech… Zgłosiłam wydawcy problemy. Pojechałam na urlop, a w tym czasie aplikacja została usprawniona. Po urlopie testy zaczęły wypadać bardzo pomyślnie. Tak bardzo, że dziś z przyjemnością zachęcę Was do tej gry.

Jak grać?

Po przygotowaniu gry uruchamia się aplikację, w której gracz ją obsługujący wybiera: rodzaj misji (obecnie 5 do wyboru) i 1 z 3 dostępnych potworów. Kolejnym krokiem jest sczytanie z planszy położenia naukowców. Każdy ma na zewnętrznej krawędzi specjalny kod, który umożliwia rozpoznanie rodzaju naukowca, aplikacja zapamiętuje również ich lokalizację. Następnie wyświetlana jest liczba rund, cele do jakich ma dojść potwór (stałe cele dla każdej misji) oraz początkowe położenie potwora na planszy (zmienne). Kolejność akcji jest następująca:

  • ruch potwora – gracz przesuwa go w aplikacji o maksymalnie 3 pola w wybranym kierunku, po zatrzymaniu się we wskazanej lokalizacji gracze przez chwilę słyszą 4 dźwięki adekwatne do miejsc w sąsiedztwie pola, na którym jest potwór;
  • ruch naukowców – o ile nie wykonują akcji specjalnej, to pozostali gracze odnotowują na planszetkach dźwięku to, co słyszeli, a następnie przesuwają piony naukowców na planszy o 1-2 pola.

Akcje wykonywane są do momentów aż naukowcy złapią potwora lub potwór osiągnie wszystkie wyznaczone dla niego cele wędrówki. Odpowiednio wygrywają albo gracze sterujący naukowcami, albo gracz wcielający się w potwora.

Dlaczego polecam ROAR?

Powodów jest kilka:

  1. Jest to nowoczesna gra planszowa, bardzo nowoczesna, bo wykorzystująca zdobycze techniki. Właśnie te zdobycze przyciągają dzieci i młodzież. Komórka czy tablet to już właściwie powszedniość. Niestety widzę też, że codziennością staje się brak społecznej integracji, samotność w sieci, itp. Ot, obrazek ze zwykłej przerwy w gimnazjum. Nikt nie rozmawia ze sobą, mimo, że siedzą obok siebie na szkolnym korytarzu. Każdy jest wgapiony w wyświetlacz telefonu. Nie zabierając dzieciom (już od wieku wczesnoszkolnego) tej zabawki, można pokazać inny świat. Taki wśród ludzi, przy jednym stole, żywy, pełen energii, śmiechu, rozmów, myślenia. Gra hybrydowa w tym pomaga. ROAR w tym pomaga. Świetne narzędzie łączące tradycję z nowoczesnością. Świetne narzędzie do zauważenia zalet tradycji. Myślę, że hybrydowa planszówka jest bardzo ciekawym narzędziem rozwoju dzieci i młodzieży na różnych płaszczyznach, w tym i społecznych.
  2. Jak już młodzi gracze zainteresują się hybrydą, to docenią jakość wykonania. Choć pudło jest zbyt wielkie (marketing większości wydawnictw niestety nie uwzględnia problemów zagospodarowania przestrzennego u odbiorców), to łatwo je zauważyć. Piękne grafiki, przede wszystkim Tomka Larka, dodają tej grze uroku. Ciekawa plansza, sympatyczne potwory, szaleni naukowcy. Wysokiej jakości elementy pozwolą tą grą długo się cieszyć. Aplikacja jest czytelna, dobrze przemyślana, elegancka, pracująca bez (jak do tej pory) bugów. Muzyka cieszy ucho, kluczowe dla rozgrywki dźwięki są dobrze wkomponowane w grę. Dla lepszej nauki dźwięków miasta, stworzono w menu dział pozwalający zapoznać się z ich rodzajami (dźwięki połączone są z odpowiednimi grafikami miejsc).
  3. Szaleni naukowcy łapiący potwory trafiają w gusta dzieciaków. Może to tematyka trochę bajkowa, ale to nie dorośli mają grać, tylko dzieci. W relacjach z rozgrywek zwracały uwagę na humorystyczność postaci, trochę tajemniczości, emocje związane z ucieczką i pościgiem po niespotykanym mieście. Tematyka utkwiła w pamięci i była przyczynkiem do rozmów.
  4. Postaci w grze mają przypisane umiejętności specjalne, które można wykorzystać w trakcie rozgrywki. Jedna postać ma 1 umiejętność. Przykładowo: potwory mogą dodawać jeszcze jedne dźwięk, podróżować kanalizacją miejską (teleportacja), przeskakiwać nad naukowcami generując inny rodzaj dźwięku; naukowcy mogą podróżować ambulansem (teleportacja), blokować określone pola, namierzać potwora. Umiejętności te dodatkowo uatrakcyjniają rozgrywkę, choć nie są kluczowe, nie wpływają mocno na jakość rozgrywki.
  5. W grze wykorzystano zmysł słuchu, co jest rzadko spotykane w grach planszowych. W dodatku jest to kluczowy element dla przebiegu rozgrywki. Ważne jest by w trakcie gry nie przeszkadzały inne dźwięki – trzeba wybierać miejsce spokojne i ciche, chyba, że możecie podłączyć komórkę/tablet do głośników. Podczas pierwszych rozgrywek nawet dorośli mają problem z identyfikacją niektórych dźwięków, a dzieciaki bardzo często się mylą (po prostu brak u nich odpowiedniej koncentracji). Wiele przy tym jest śmiechu albo sprzeczek – ktoś jednak musi mieć rację i trzeba się dogadać. Te dźwięki uczą też młodych graczy, że w odpowiednim momencie potrzebna jest cisza i koncentracja.
  6. Zasady gry są bardzo proste, w nauce pomaga też samouczek zawarty w aplikacji. Zasady nie wzbudzają żadnych wątpliwości, szybko się je tłumaczy. Prostota zasad nie świadczy o banalności rozgrywki. Może taka wyda się dorosłym, ale dzieciom czy młodzieży już nie. W grze jest dostępnych 5 misji, każda ma ograniczony czas trwania, są różne miejsca startowe potworów i choć dla danej misji są ściśle określone cele, to wygrana zależy tylko od graczy. Sprytny potwór nie da się tak łatwo złapać albo w ogóle. Sprytni naukowcy będą przeliczać i przewidywać ruchy potwora. Jest w grze co robić.
  7. Gra w swojej obecnej formie wywołuje same pozytywne emocje. Dzieci cieszą się, angażują w rozgrywkę, umawiają na kolejną. Przyjemnie i pożytecznie spędzają czas ze sobą.
  8. Aplikacja i gra jest tak pomyślana, że można ją dalej rozwijać. Może pojawią się nowe misje, nowi naukowcy czy potwory z ciekawymi umiejętnościami. Kto wie, co szykuje dla graczy wydawca i autor? Trzymam kciuki za dalszy rozwój projektu.

No to rodzicu – ROAR! i namów dzieci na łapanie potwora.

Do planszówkowych geeków

Gra jest przeznaczona dla dzieci i młodzieży, na rodzinne granie. Wiem, że zachwyca się nią wiele osób, ale gra nie jest ideałem. Nie znajdziecie w niej skomplikowania, większych trudności, nie będziecie nad nią myśleć ani analizować. To jest bardzo, bardzo uproszczona wersja Scotland Yard (a pewnie i kilku innych gier tego typu) i o tym pamiętajcie.

  • Aleksandra Żywińska

    Świetna i szczera recenzja! Gra wygląda wciągająco i faktycznie aspekt wpływu na rozwój dziecka jest niezmiernie ważny! Must have tego roku! 😉

  • Pan Koliber

    A ja kilka godzin wcześniej trzymałem ją w ręce. W markecie, co spowodowało, że poza “o! Coś nowego!” nie wykrzesałem z siebie nic ponadto.

  • Matchieya

    Wcale nie jest taka łatwa… Choć przyznaje nie jest to nic ciężkiego.