Bitwa o Tortugę

Od roku 1640, mała wyspa na Morzu Karaibskim w pobliżu Hispaniolii, zwana „Żółwiem morskim” (Tortuga del Mar), staje się punktem wypadowym dla bukanierów. Z królewskim zezwoleniem przeprowadzają śmiałe ataki na hiszpańskie statki. Z czasem wyspa staje się główną siedzibą piratów na Karaibach, a u jej wybrzeży toczone są epickie walki. Prawie 400 lat później, splot wydarzeń pokierował mnie na karaibskie wody, by wziąć udział w niejednej bitwie o Tortugę.

Bitwa o Tortugę, nowość z wydawnictwa FoxGames, została zaprojektowana m.in. przez panią Madokę Kitao, autorkę Dobutsu Shogi. Gra pierwotnie opowiadała o koniczynkach i owadach, a w polskiej wersji zmieniła się całkowicie tematyka, zyskując przy tym bardzo atrakcyjną oprawę graficzną. Warto podkreślić pracę zespołu nad tą grą – włożono mnóstwo pracy by bez wydawcy (FoxGames nadal go nie ma) gra ujrzała światło dzienne.

Gra przeznaczona jest dla 2 osób i jest pojedynkiem flot pirackiej z hiszpańską w pobliżu wyspy Tortugi. Gracze dysponują 6 okrętami, po 2: jedno-, dwu- i trzymasztowymi. Okręty poruszają się po 12 polach rozmieszczonych na planszy. Pionki to po prostu dwustronne drewniane bloczki z naklejkami. Jedna strona to okręt, druga to morze. Każdy okręt ma 3 istotne dla gry informacje: kolor określający przynależność do gracza, kierunek ruchu wskazany przy pomocy kropek i wartość punktową okrętu. Oznaczenia są bardzo logiczne, przykładowo: okręt dwumasztowy może poruszać się w 2 kierunkach i przynosi 2 punkty po jego zdobyciu. Logiczny jest też ruch okrętów – dziobem do przodu lub na skos, ale też zwroty o określony kąt. W ruchu pionków ukrywa się klimat.

Przebieg bitwy

Pionki odwraca się stroną z morzem ku górze, miesza i losowo rozkłada na planszy. Gracze na zmianę wykonują 1 z 3 możliwych akcji:

  • Odsłaniają 1 zakryty pionek, układając go obrazkiem okrętu do góry w dowolnym kierunku na tym samym polu gry;
  • Przemieszczają statek o 1 pole w kierunku określonym przez kropki;
  • Obracają pionek w dowolną stronę o 90°.

Statek może wpłynąć na puste pole na planszy lub pionek odwrócony stroną z morzem ku górze. Może też wpłynąć na pole zajęte przez pionek przeciwnika zdobywając go. Wygrywa osoba, która zdobędzie minimum 7 punktów za pokonane okręty przeciwnika. W wariancie zaawansowanym gracz otrzymuje tyle punktów po każdej rundzie (sami określacie liczbę rund), ile wynosi różnica między zwycięzcą i przegranym.

Wynik bitwy wg dzieci

Dzieciom gra bardzo się podoba. Tematyka i oprawa graficzna zapiera im dech w piersiach, szczególnie chłopcom żądnym przygód i pirackiej bijatyki. Podoba się prostota mechaniki, czytelność symboli na pionkach, krótki czas rozgrywki. Podoba się element niepewności podczas odkrywania pionków i analizy z tym związane – czy odkryć blisko swoich okrętów, z dala, czy między okrętami przeciwnika, jak najlepiej ustawić okręt po odkryciu. Podoba się szybkie przeliczanie strat i korzyści związanych z przemieszczaniem bądź obracaniem okrętów. Grałam sporo z moją 6,5 latką i jej szkolną psiapsiółką, razem też grały przeciwko mnie. Zabawa była wyśmienita, a sama gra była dla nich wymagająca. Grałam również z 12 latkami, którzy okazali się słabszymi przeciwnikami, mniej spostrzegawczymi i z brakiem umiejętności analizy ruchów. Jednak, mimo ciągłych przegranych, gra ich wciągnęła.

Wynik bitwy wg dorosłych

Nie znajdziecie tu wiele z Dobutsu shogi, mimo, że takie oczekiwania można mieć patrząc na współautorkę gry. Muszę z przykrością stwierdzić, że gra jest losowa, a jej wynik zależy tylko i wyłącznie od szczęścia przy odkrywaniu okrętów. Przyjemnie się gra jeśli gracze mają mniej więcej równą liczbę odkrytych okrętów. Można wtedy kombinować: jaki okręt poświęcić, by coś zyskać; który nieodkryty pionek zablokować wpływając na niego. Można ustawiać okręty w łańcuch, tak by ewentualna strata była szybko rekompensowana. Te okrutnie losowe wyniki w pewnym stopniu kompensuje zaawansowany sposób punktowania na koniec rund. To jednak dla mnie za mało. Pomysł na grę jest bardzo fajny i mam nadzieję, że znajdą się jakieś tęgie głowy, które opracują ciekawy wariant, ograniczający losowość i czyniący z gry atrakcyjny dla dorosłych, 10 minutowy filler.

Dzieciakom losowość nie przeszkadza i nawet cieszą się z łatwej wygranej, jeśli taka się pojawi. Dla nich gra jest w sama raz, dla nich więc polecam.

Link BGG

  • F.

    Już zaczynam Cię śledzić 🙂 Ja do tej pory nie za wiele miałam kontaktu z planszówkami dla dzieci ale niedługo będę musiała zacząć się wdrażać. Trochę czasu minie nim nasz trzeci player dorośnie do Eclipsa czy Descenta 🙂
    Zapraszam też do siebie:
    http://rozegrana.blogspot.com/