Santiago

Santiago to gra nowa i nie nowa. Pierwsza edycja pojawiła się na rynkach zachodnich w 2003 r., sama poznałam ją w 2008 r. Po wielu rozgrywkach 4-osobowych trafiła na prywatną wish listę, jednak na regale znalazła się nie w wydaniu oryginalnym, ale dopiero w świeżutkiej wersji wydawnictwa Trefl.

Ten tytuł nic nie stracił przez te wszystkie lata, nawet nie zaćmiły go moje planszówkowe doświadczenia i kolekcja. Nadal jest tak solidną grą jak wtedy. Nadal mechanika jest płynna i ciekawa. Nadal jest emocjonująca i przynosi wiele przyjemności. Trefl wydał Santiago w nowej serii wydawniczej – Next Step. Serii, która pokazuje nowym graczom, że gry to nie tylko czysta zabawa, jak w grach dla dzieci, ale też doza myślenia i głębia. Serii, która przyciągnie też doświadczonych graczy, którzy z ogromną przyjemnością zasiądą do rozgrywek.

Santiago zostało wydane w zupełnie nowej oprawie graficznej, jak dla mnie bardzo atrakcyjnej i z poczuciem humoru. Tomek Larek ma niesamowitą umiejętność oddawania w grafice emocji powiązanych z grą. Okładka pudełka sugeruje naprawdę bardzo dużo, a po pierwszej rozgrywce (jeśli jeszcze gry nie znacie) okaże się bardzo trafną ilustracją mechaniki. Z estetyką i ładnym wyglądem idzie też w parze jakość elementów – solidne żetony, plansza i mnóstwo drewnianych znaczników, włącznie z drewnianymi palmami. Na uwagę zasługuje również instrukcja. Nowicjuszom wydaje się obszerna, ale wierzcie mi, napisana jest naprawdę bardzo dobrze. Szybko się ją czyta, większość zasad zapamiętuje po 1 czytaniu, a w rozgrywce pomocne są ostatnie strony, będące skrótem zasad.

Jak zostać plantatorem

W Santiago wygrywa gracz, który jest najlepszym plantatorem, czyli zdobędzie na koniec gry najwięcej punktów. Uprawa bananów, papryki, arbuzów, winogron i kokosów wydaje się być łatwa. Ot, kawałek ziemi, sadzonki, trochę wody i rośnie. Problemy zaczynają się jednak już na początku historii plantatorskiej. Konkurencja, przepychanki przy wyborze rodzaju uprawy, ograniczona liczba pieniędzy (escudos), problemy z nawodnieniem, przekupstwo, susza. Człowiek nie nudzi się przy planszy ani minuty.

Każdą rundę rozpoczyna się od walki o rodzaj uprawy. Gracze kolejno licytują o dostępne żetony upraw. Licytacja ma bardzo ciekawy przebieg – nie prowadzi się jej wzrastająco, ale w sposób dowolny – można na uprawę przeznaczyć dowolną kwotę, ale inną niż zadeklarowana przez współgraczy, deklaruje się również tylko raz na rundę. Zwycięzca ma prawo pierwokupu 1 rodzaju uprawy. Najchętniej kupuje się uprawy, które wymagają większej liczby rolników lub te, które pozwolą stworzyć większą plantację (grupa stykających się bokami takich samych upraw, należąca do różnych właścicieli). Możliwość pasowania w trakcie licytacji lub deklarowania niższej kwoty od przeciwników ma dość spore znaczenie strategiczne. Owszem, otrzymuje się ostatni żeton uprawy (czyli nie ma się wpływu na to co zostanie, dodatkowo jeśli gracz spasował musi umieścić o 1 mniej znacznik rolnika), ale otrzymuje się również przywilej budowania kanału. Budowniczy kanału to nie lada fucha!

Gracze układają wylicytowane żetony upraw na dowolnym, pustym miejscu na planszy. Na żetonie umieszczają 1-2 znaczników rolników, ewentualnie palmę jeśli taka jest na wybranym polu. Rozmieszczając uprawy ze znacznikami, gracze dążą do tego, by na koniec gry przyniosły sporo punktów zwycięstwa. Tak więc zabiegają by:

  • uprawy jednego rodzaju stykały się ze sobą bokami, tworząc większą plantację,
  • uprawy były nawodnione – brak wody powoduje suszę a w konsekwencji utratę plantatorów i uprawy.

Kolejnym etapem gry jest budowa kanału nawadniającego. Kanały wychodzą od źródła, tworzą nieprzerwany ciąg i rozdzielają pole gry na kwadraty o wymiarach 2×2 poletka pod uprawy. O budowie kanału decyduje aktualny budowniczy, który albo samodzielnie podejmie decyzję o budowie, uiszczając za to (bywa że) dość sporą kwotę, albo ulega namowom współgraczy. Ci ostatni składają ofertę finansową (czyli dają łapówkę) budowniczemu, samodzielnie lub po połączeniu sił. Nawodnienie ma ogromne znaczenie dla upraw. Jeśli susza dotknie jakąś uprawę, to konsekwencje ponosi właściciel (nie otrzymuje punktów), a nawet współgracze, którym zmniejsza się obszar wspólnej plantacji (im mniejsza plantacja, tym mniejszy mnożnik w punktacji końcowej). Zesłanie suszy na jakiś obszar też może być działaniem zamierzonym, choć wobec tego gracze nie pozostają na łasce losu. Każdy gracz posiada 1 własny kanał, który może wybudować raz na grę.

Rozgrywka trwa 9 lub 11 rund zależnie od liczby graczy i kończy się podliczeniem punktów za:

  • posiadane escudos,
  • posiadane uprawy jako pojedyncze pola lub całe plantacje – gracz dla danej uprawy sumuje swoje znaczniki na niej leżące i mnoży przez liczbę takich samych pól (nawet należących do przeciwników).

Czy zostać plantatorem?

Santiago jest grą przeznaczoną dla 3-5 osób. Jako gra licytacyjna wymaga większej liczby graczy, stąd najwięcej dzieje się właśnie przy 5 osobach. Im mniej graczy, tym mniej emocji i przepychanek, choć mechanika działa jak należy w każdym składzie. W 3 osoby po prostu gra się spokojniej, łatwiej się licytuje, z mniejszymi kwotami, łatwiej założyć plantację i utrzymać ją dzięki nawodnieniu. Grając pierwszy raz w Santiago, zaskoczeniem dla mnie było rozwinięcie licytacji o mechanizm przekupstwa. Oferta finansowa dla budowniczego, w zamian za zbudowanie kanału w określonym miejscu, to źródło nawet niezłego zarobku. Choć czasem i strat. Na tym etapie zawsze ktoś coś zyskuje, a ktoś traci. Zasoby finansowe są więc dość mocno ograniczającym czynnikiem.

Grę zaczyna się z 10 escudos, co rundę uzupełnia o 3 escudos, ale pieniądze momentalnie znikają przy licytacji i budowie kanału. Wydasz dużo na licytację, nie będziesz miał nic do powiedzenia przy budowie kanału, albo też w kolejnej licytacji niewiele będziesz mógł zdziałać. Gracz w każdej rundzie balansuje między koniecznością utrzymania pieniędzy, a wydatkami na plantacje – jej zakup i utrzymanie (jednorazowe nawodnienie). Każda licytacja niesie też ze sobą ryzyko zbyt dużych nakładów z niewielkim efektem.

Nawodnienie to kolejny ciekawy element mechaniki. Zaczynając od miejsca ułożenia źródła na początku gry, a kończąc na stworzeniu sieci kanałów, nie jest to takie łatwe i oczywiste. Budowniczy balansuje między interesem własnym a pozostałych graczy, często też może swoją władzę wykorzystać przeciwko współgraczom i zesłać na nich suszę lub obniżyć liczbę plantatorów. To niewielki element negatywnej interakcji.

Z perspektywy czasu, gra się nie zestarzała, chętnie znów do niej sięgam, moim współgraczom spodobała się bardzo. Trochę liczenia, trochę kombinowania, trochę strategii i spora interakcja. Czy warto zostać plantatorem w Santiago? Jak najbardziej. Pamiętajcie jednak, że choć ma proste zasady, to już typową grą rodzinną nie jest. Trzeba się przy niej trochę wysilić, ale z zadowalającym efektem. Gracze rodzinni śmiało mogą wykonać next step, zaś gracze doświadczeni będą bardzo zadowoleni z rozgrywek.

Santiago to solidna gra licytacyjna, zresztą wielokrotnie nagradzana. Polecam!

Link BGG