Tata miś – fotogaleria

Jeśli szukacie gry dla dzieciaków od 5 roku życia to warto zainteresować się Tatą misiem – nowością wydawnictwa Egmont. Grą z niesamowicie sympatycznym tytułem, atrakcyjną tematyką i prostymi zasadami. Grą, w którą dzieciaki zagrają z wypiekami na twarzy. Grą, która w 2005 r. została nominowana do nagrody Kinderspiel des Jahres w Niemczech oraz Best Childgame w Japonii.

Kraina skuta lodem

Bohaterami gry są tata miś i zgraja niedźwiadków polarnych. Maluchy spieszą się do kąpieli i zwycięża ten, który jako pierwszy dotrze do wanny. 6 drewnianych misiów wraz z dużym drewnianym niedźwiedziem, 16 kafelków w kształcie kier (l.mn. od kra), układanych w trasę wyścigu, oraz 6 drewnianych niebieskich kostek z krami na niektórych ściankach, to ogromna wizualna atrakcja dla dzieci. Jakość elementów jest również bardzo dobra.

Hop z kry na krę!

Trasę wyścigu tworzy się układając kry jedna za drugą, pamiętając o umieszczeniu popękanych kier w określonych miejscach. Kry to pola, po których poruszają się pionki misiów. Gracz w swojej turze rzuca 6 kośćmi. Po rzucie odkłada wszystkie z krami, przesuwa tatę misia o zgodną liczbę pól i decyduje czy rzuca ponownie pozostałymi kośćmi. Ten element mechaniki uczy dzieci zarządzania ryzykiem. Przy kolejnym rzucie, jeśli przynajmniej na 1 kości nie wypadnie kra, gracz traci kolejkę, a tata miś wędruje do następnego gracza. Jeśli gracz po każdym rzucie może odłożyć co najmniej 1 kość z krą, to kontynuuje rzuty tak długo jak chce. Udane rzuty pozwalają przesunąć małego misia gracza na pole z tatą misiem. Na graczu wymuszone są ponowne rzuty jeśli: tata miś stanie na niebezpiecznym polu z popękaną krą lub gdy odłoży 6 kości z krami.

Mechaniczną ciekawostką jest wydłużanie trasy wyścigu. Jeśli za misiem znajdującym się na ostatniej pozycji jest więcej niż 1 kra, to 1 kafelek odrzuca się do pudełka, a pozostałe układa między wanną a resztą kafelków (wanna jest odsuwana). Dzięki temu wyścig nie kończy się tak szybko i często oddala zwycięstwo od szczęśliwców z dobrymi rzutami kośćmi.

Co dzieci na to?

Moje wczorajsze współgraczki, Julka i Ola, były bardzo zadowolone. Mechanicznie prosta gra okazała się dla nich nie lada atrakcją. Ja ubawiłam się setnie obserwując dziewczyny w trakcie gry. Chuchanie na kości, modły i inne sposoby zaklinania kostek by dały szczęście, w wykonaniu 7-latek, nie zawsze pomagało, ale humory dziewczynom dopisywały. Dla młodszych dzieci to doskonała nauka liczenia, gra również uczy je czym jest ryzyko i jakie mogą być konsekwencje podejmowania decyzji. Mnie się gra spodobała i z chęcią usłyszę też Wasze opinie ;-).

Link BGG