Misja: Kolonizacja – Dr Knizia poleca

Jest kosmos, jest misja, jest kolonizacja, świetna grafika na okładce. Będzie fajna gra! – myślę sobie – Trzeba spróbować. Otwieram pudełko i…

W moje ręce wpada 55 kosmicznych kamieni, o wartościach 1, 2, 5, 10, zdobywanych w trakcie gry i będących punktami zwycięstwa. Jest też 96 płytek planety, po 24 dla każdego gracza. Na płytkach tych znajdują się 3 obszary: kosmiczny las, promieniotwórcza łąka, bulgoczące bagno. Dodatkowymi elementami, mającymi znaczenie dla rozgrywki są kosmonauci w kolorach graczy, ufoludki i lasery w 2 kolorach.

Każdy gracz trzyma swoje kafelki w zasłoniętym stosie. W swojej turze odsłania wierzchni kafelek i dokłada go do tych już leżących na stole, trzymając się pewnych zasad:

  • kafelki muszą stykać się bokiem,
  • różne rodzaje obszarów muszą być rozdzielone laserami,
  • te same rodzaje obszarów mogą się stykać ze sobą bez ograniczeń.

Gdy gracz dołoży kafelek w taki sposób, że zamknie laserem jakiś obszar (cały obszar otoczony jest laserami), to następuje podliczanie punktów. Punkty otrzymuje gracz, który ma najwięcej astronautów w swoim kolorze na danym obszarze. W razie remisu gracze dzielą się punktami zwycięstwa po równo. Punkty zwycięstwa z danego obszaru przydziela się za:

  • liczbę kafelków z zamkniętego obszaru,
  • każdego ufoludka na tym obszarze (3 pkt),
  • sąsiadujące obszary, do których jest dostęp dzięki zielonemu laserowi: liczy się liczbę kafelków z obszaru i ufoludki.

Wyłożenie 1 kafelka kończy turę gracza. Gra kończy się, gdy w stosach graczy pozostaną 2 kafelki. Jeśli na nich znajdują się astronauci lub ufoludki, to również przynoszą punkty zwycięstwa. Gracz z ich największą liczbą zwycięża.

Choć kafelki dobiera się losowo, to im większy obszar, tym więcej jest możliwości na jego dołożenie do pola gry. Z czasem pole to mocno się rozrasta, co szczególnie jest odczuwalne przy 3-4 graczach. W grze walczy się o punkty zwycięstwa, więc gracz układa kafelek albo po to by powiększyć obszar, którym jest zainteresowany, albo po to by ograniczyć obszar, który punktów mu nie przyniesie. Przeciwnikom nie pozwala się piąć w stronę zwycięstwa. Konsekwencją coraz większej liczby kafelków jest również generowanie dużej liczby punktów z sąsiadujących obszarów. Można się mało napracować i zostać zwycięzcą, bo akurat los podesłał dobry kafelek – raz, drugi, trzeci.

Po kilku dniach ważenia słów

Wybacz Treflu, ale nie mogę tego w sobie trzymać. Znam mnóstwo Waszych produktów. Są solidne, ładne, ciekawe. Jak mogliście wypuścić na rynek coś takiego? Nad grą pracuje przecież cały zespół ludzi, prawda? Kafelki są paskudne, tło fatalne, pomysł z laserami kiepsko zrealizowany. Źle się patrzy na tworzone obszary, nieprzyjazne to wszystko. Z taką oprawą graficzną nawet świetna mechanika nie pomoże. Problemem jest również to, że mechanika wcale świetna nie jest.

Tak negatywnego odbioru gry nigdy w sobie nie miałam. Nie tylko ja. Dzieciaki nawet nie dotrwały do końca pierwszej rozgrywki. Te dzieci nie chciały ze mną grać, ale nie generalizuję, pewnie inne zagrają z wypiekami na twarzy. Gra mnie na tyle zniechęciła, że nie postaram się o inną grupę badawczą. Zagrałam też na siłę z dorosłymi. Potrzebowałam wiedzieć coś na temat mechaniki. Jest nudna, bez emocji, zbieranie punktów nie odbywa się w pocie czoła, a jedynie zależy od losu. Ta gra wygląda jakby była robiona na kolanie. Przez Knizię i przez Was. Szkoda, bo okładka gry obiecuje świetną grę dla rodzin i dzieci.