Omnibus

Zdarzało się Wam być świadkiem focha strzelonego nad planszą? Albo być takiegoż autorem? Pamiętam kilka takich dziwnych historii. Bo mąż żonie nie pomógł, bo narzeczona miała wynik końcowy 2 razy większy, bo ktoś twierdził, że mu coś źle wytłumaczono i przez to wynik był słaby. Były też jęki, zawodzenia, ciche przekleństwa, rwanie włosów na głowie w chwilach gdy gracz orientował się jaki popełnił błąd i nie wygra. Różni ludzie, różne reakcje.

Historię mam całkiem świeżą. Niespodziewanie od wydawcy przyszła gra. Mała, po której nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego. Quiz. Omnibus w wersji podróżnej. Pierwsza moja reakcja – to pomyłka? Oddać? Przekazać do jakiejś świetlicy? Wydawca jednak poprosił o recenzję. „Mama, kiedy idziesz do pani K.?” – zawołałam z kuchni – „Mam coś dla Was”.

Kilka dni później 3 starsze panie patrzyły na mnie podejrzliwie, czy aby na pewno przyszłam zakłócić ich ploteczki przy kawie. Tak, nie pomyliły się. Wyciągnęłam stosik kart i sporo żetonów. Przetasowałam, wyjaśniłam zasady. Zaczęła się gra. 12 rund, 12 pytań w wariancie klasycznym. Spodobało się. Zachęciłam więc do wariantu podstawowego i… „Nie gram więcej z twoją mamą!”. Jedna z pań wstała od stołu po rozgrywce i trzasnęła drzwiami.

W grze liczyła się nie tylko wiedza, ale też i refleks. Panie trochę powalczyły między sobą o wysoko punktujące żetony. No i tak nieszczęśliwie się zdarzyło, że akurat moja mama była ciągle najszybsza, w prawidłowych odpowiedziach i w łapaniu żetonów. Foch trwa do dziś 😉

Pograliśmy w domu jeszcze kilka razy, w wariant właśnie podstawowy, najbardziej emocjonujący. Okazało się, że zwykły quiz nie musi wiać nudą, że wciąga, podoba się. A na czym on polega? Spośród 45 kart, czyli 45 kategorii losowo dobiera się 12 kart. Przed rozgrywką ustala się numer pytania, który będzie obowiązywał całą grę. 1 osoba czyta pytanie z wierzchniej karty, a pozostali gracze muszą chwycić odpowiedni żeton odpowiedzi: TAK lub NIE, w zależności od tego jaka wg nich będzie odpowiedź. Żetony odpowiedzi nie tylko dzielą się na 2 kategorie, ale mają też różne wartości punktowe: dodatnie (1,2,3) i ujemne (-1,-2). Jeśli gracz poda nieprawidłową odpowiedź i chwycił żetony o wartościach 2 lub 3 to dostaje punkty ujemne. Rozgrywka trwa 12 rund i co rundę zmienia się osoba pytająca. W wariancie klasycznym punkty zdobywa się bez pośpiechu, czyli wszystkie żetony odpowiedzi dają po 1 punkcie i nie traci się punktów w przypadku pomyłki.

Podoba się nam dobór kategorii i postawione tam pytania. Każda karta to 12 pytań, co daje w sumie 540 pytań. Każda karta zawiera na rewersie odpowiedzi tak/nie, choć w przypadku tej drugiej – zawsze z wyjaśnieniem. Poziom trudności pytań jest różny, ale też różnie są odbierane przez ludzi. Jednym sprawiają trudność, innym nie, zależy to też od kategorii. Jeśli się nie wie, zawsze można strzelić odpowiedź i ewentualnie stracić kilka punktów.

Omnibus zaskoczył mnie bardzo pozytywnie jak na grę typu trivia. Okazało się, że nawet nieźle się można przy tym bawić i to wiele razy. Zaś z taką liczbą pytań w pudełku na pewno starczy na wiele, wiele wspólnych rozgrywek.

Epilog: Ja się tylko zastanawiam, skąd moja mama tyle wie, albo czy ma takie szczęście? Nie gram więcej z moją mamą! Foch 😉