Bankrut

Jeśli szukacie prostej gry negocjacyjnej, w kompaktowym wydaniu, ale pełnej krzyków i emocji, to koniecznie zainteresujcie się ostatnią nowością miesiąca lutego, wprost z Naszej Księgarni. Mówię o grze Bankrut, zaprojektowanej przez Reinera Knizię.

Historycznie gra sięga roku 1903, kiedy to pojawiła się gra Pit. Na bazie tej mechaniki Knizia stworzył w 2002 r. grę czasu rzeczywistego Wheedle, opartą na talii 61 kart. W porównaniu z pierwowzorem grafika Bankruta jest naprawdę świetna. Gra została wydana w zgrabnym pudełeczku, z okładką  świetnie oddającą przebieg rozgrywki. Karty mają ładne ilustracje i wyraźne ikony towarów, co jest bardzo istotne, gdy gracze mają ich sporo na ręku. W pudełku znajduje się również notes do punktacji i ołówek – elementy, których nie było w Wheedle.

Karty zawierają 3 wartości liczbowe 5, 7 i 9, w ramach których występują różne towary: cegły, zboże, drewno (karty o wartości 5); owce, ryby, prosiaki, kawa (karty o wartości 7); zioła, złoto (karty o wartości 9). Liczba kart każdego rodzaju w talii jest równa wartości wskazanej na karcie (czyli 5, 7 lub 9). Jeśli mowa o rodzajach kart i wartościach liczbowych, to wiadomo, że mechanika gry będzie abstrakcyjna. Choć w przypadku Bankruta ta abstrakcyjność  nie jest równoznaczna z suchością. Wręcz przeciwnie – gra jest bardzo soczysta.

Soczystość to zasługa mechaniki zdobywania kart i graczy, dla których mechanika jest napędem do działania. Karty zdobywa się w celu uzyskania określonych układów przynoszących punkty na koniec gry. Układy te są najprostsze z możliwych – by zdobyć punkty trzeba mieć albo wszystkie karty tego samego towaru (każda daje wtedy po 2 punkty), albo więcej niż połowę kart tego samego towaru (każda daje wtedy po 1 punkcie). Można też zdobyć ujemne punkty za każdą kartę towaru odpowiadającego karcie leżącej na środku stołu. Gracze rozgrywają tyle rund, ile osób gra w Bankruta. Osoba z największą liczbą punktów zwycięża.

Rozkręcamy biznes

W zależności od liczby graczy, ręka może zawierać 20-10 kart. Im więcej graczy, tym mniej kart na ręku. 1 karta pozostaje na stole i ona wskazuje towar, który może przynieść punkty ujemne. Wszyscy gracze równocześnie dokonują:

  • wymiany karty leżącej na stole – tak zmienia się towar przynoszący punkty ujemne,
  • wymiany kart pomiędzy sobą – można składać dowolne oferty, nawet dać coś za darmo.

Wymiany dokonuje się dowolną ilość razy, z dowolnymi graczami lub ze stołem. Koniec rundy ogłasza dowolny gracz krzycząc „Stop!”, jeśli posiada na ręku wyłącznie karty stanowiące większość z danego rodzaju. To przynosi mu dodatkowe 5 punktów. Po tym gracze podliczają punkty.

Zaraz, zaraz, to tyle zasad? Tylko wymiana? Tylko punktacja?

Oddam ryby za złoto!

Wszystko się zgadza. Nie trzeba wielu zasad do świetnej zabawy. W tej prostocie kryje się głębia. Istotę stanowią: składanie przemyślanych ofert, umiejętne korzystanie z okazji, ale też szybkość i spryt. Istotę tworzą tylko gracze. Wynika z tego, że niestety ta gra nie jest dla każdego. Nie każdy potrafi odnaleźć się w tych negocjacjach. Nie każdy jest mocny w przekrzykiwaniu konkurencji. Choć z drugiej strony – może warto spróbować nauczyć się walczyć o swoje z pomocą Bankruta?

Wygrana w Bankrucie nie jest oczywista. Właściwie to jest całkowitym zaskoczeniem. Po pierwsze, dlatego, że nie da się przewidzieć kiedy ktoś krzyknie Stop! Wymusza to na graczach szybkie i zdecydowane działanie. Po drugie, zwycięstwo zależy od sumy punktów pochodzącej ze wszystkich rozegranych rund. Jedno cząstkowe zwycięstwo nie przesądza o wygranej. Nie da się też przewidzieć czy daną rundę się wygra. Nawet gracz nie jest w stanie przewidzieć z iloma kartami na ręku zakończy rozgrywkę. Można co najwyżej oszacować. Można co najwyżej zaplanować walkę o określone karty. W grze nie ma losowości, prócz początkowego rozdania kart, cała reszta zależy tylko od graczy.

Jednym z elementów wprowadzającym duże napięcie jest karta leżąca na środku stołu. Każda taka karta w ręku gracza oznacza dla niego punkty ujemne. Gracze co jakiś czas podmieniają ją, więc trzeba być przygotowanym do sytuacji, w której to, co powinno dać punkty dodatnie, w rzeczywistości da ujemne. Szczególnie wielkie wzburzenie słychać, gdy w tym samym czasie ktoś krzyknie Stop! A nawet ten sam gracz. Tej karty nie można lekceważyć, a gracze często nie doceniają jej strategicznego znaczenia.

Im mniej osób przy stole, tym mniejszy hałas i bardziej przewidywalny przepływ kart. Im więcej osób, tym trudniejsze negocjacje, bardziej skomplikowany poziom wymiany. Jest pewna niedogodność w tej grze – liczba posiadanych kart na ręku. Początkowe 20 dla gracza w rozgrywce 3-osobowej jest dużym utrudnieniem. Tym bardziej, że karty muszą być w ręku, by nie ułatwiać przeciwnikom zadania – niech się męczą i zgadują na co się wymienić, niech się meczą i przewidują, co zbierają przeciwnicy. To też ważny element gry – wiedzieć na co polują przeciwnicy, ale element możliwy do zastosowania tylko przy małej liczbie graczy (3-4 osoby).

Jeden raz zagrałam nawet z moją 8-latką. Chciałam sprawdzić jak sobie dziecko radzi z grą negocjacyjną. Okazało się, że negocjatorem i kombinatorem jest niezłym, ale problemem było: zrozumienie ile to jest więcej niż połowa kart i utrzymanie tak dużej liczby kart w ręku. Pierwszy problem rozwiązała na korkach z matmy ze mną przed grą, drugi – rozkładając karty na stole. Trzeba było niestety grać w jawne karty, przez co gra utraciła odrobinę smaczku.

Bankrut, mimo swojej prostoty, jest atrakcyjną grą. Ja za każdym razem świetnie przy niej spędzam czas. Polecam jako grę pełną emocji i kupieckiego zgiełku.

Link BGG

Grę można kupić w sklepie www.planszomania.pl