Przypadek Williama H.

Chcąc nie chcąc, moja działalność recenzencka została zauważona aż w Belgii. Dowiedziałam się o tym przypadkiem. Historia zaczęła się dokładnie wczoraj, podczas oglądania wideorecenzji jednego z bardziej znanych i lubianych przez was recenzentów.

W pewnym momencie zobaczyłam moje zdjęcia pochodzące z jednej z recenzji. Jak to? Przypomniał mi się od razu przypadek z czasów recenzowania na łamach gamesfanatic.pl. Do jednej z recenzji potrzebowałam ładnego zdjęcia, bo ja od wielu lat fotografuje tylko aparatem z telefonu komórkowego. Skoczyłam więc na BGG i bezmyślnie skopiowałam zdjęcie. Po publikacji zaczęła się burza. Okazało się, że zamieściłam zdjęcie z BGG, które było wykonane przez recenzenta z „konkurencyjnego” polskiego bloga. Mea culpa. Zdjęcie wykasowałam.

Dziś od rana poszłam po nitce do kłębka. Na BGG odkryłam, że 2 moje zdjęcia jakie wczoraj widziałam w recenzji, zostały zamieszczone na BGG. Hmmm… od kilku lat nie zamieszczam tam zdjęć. Drążyłam dalej. I znalazłam.

Pan William H. zamieścił setki zdjęć z moich recenzji ze swojego profilu BGG, nie podając nawet ich źródła. Pomijając fakt, że zdobywał za to jakieś BGGowe profity punktowe i w monetach, to okazał się godnym swojego nazwiska (tłum. polować). Upolował dobre źródełko materiałów o grach.

O tak, powinnam mu być wdzięczna, bo zdjęcia kiepskiej jakości, strzelane komórką, powiększyły bazę danych o grach planszowych. O tak, stałam się anonimową sławą ;-).

Przeglądam zdjęcia jakie dodał i wiecie… Są też i wasze drodzy koledzy po fachu, znaczy te bez znaku wodnego.

Na razie kopiuję adresy moich zdjęć, a to robota na wiele dni. Administrator tak mi zalecił. Pan William straci je ze swojej bazy i podobno to co na nich na BGG zarobił. Jednak czy mój czas wart jest tego? Raczej nie przejrzę 15278 dodanych przez niego zdjęć.

EPILOG

Sprawa zakończyła się szybką decyzją strony amerykańskiej – użytkownik z całą zawartością konta został usunięty, o czym 23 sierpnia powiadomiono mnie mailowo. Domyślam się, że przy takiej decyzji administratorów problemem było nie tylko tych kilkaset moich zdjęć.

  • Martin

    Czy to nie trochę “burza w szklance wody”? O ile wiem za GeekGoldy niczego kupić się nie da, poza fanowską ikonką pod swoim awatarem na BGG…Myślę, że wystarczyłoby do Willa napisać pocztą wewnętrzną BGG, aby poprawił to i owo…

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Poprawił? Wow. On też mógł do mnie na BGG napisac 😆 szacunkowo kilkaset razy. Moje zdjęcia, moja praca, moja własność.
      Tak jak praca i własność innych polskich recenzentów.

      • Martin

        OK, rozumiem ten punkt widzenia, ale z drugiej strony jestem niepoprawnym fanem BGG i o ile się orientuję, Will to tylko zwykły gracz, weteran BGG, który rzeczywiście wiele komentuje i wiele plików dodaje do serwisu, ale bynajmniej na tym nie zarabia i wierzę, że nie miał złych intencji, chociaż byłoby rzeczywiście OK, gdyby podał w opisie autora, jak to jest ogólnie przyjęte. Nie dziwię się, że on sam się nie skontaktował, bo wrzucanie filmów i zdjęć o najnowszych grach to na BGG tak popularna praktyka, że nikt chyba nigdy nie pomyślał o jakiś prawach autorskich i nie znam przypadku, aby ktokolwiek, kiedykolwiek zgłosił jakieś zastrzeżenia. Nowelizacja rodzimego prawa autorskiego z 2015 r. dopuszcza cytowanie zdjęć, niemniej problem jest bardziej skomplikowany, bo Willa obowiązuje w tym temacie prawo belgijskie. Administratorów nie radzę słuchać, bo w kwestii praw autorskich to oni boją się własnego cienia, myślę, że każdy prawnik powie Ci, że gra jest niewarta świeczki…

    • Paweł Kajak

      Za GeekGoldy można uczestniczyć w wielu konkursach na BGG, w których można wygrać naprawdę solidne tytuły.

      • Martin

        Hmmm, mam trochę znajomych na “Zachodzie” :), takie konkursy to dla nich zabawa, nie jakiś zarobek. Jak ja ciułam na “D-day at Omaha” to oni taką kasę wydają w każdy weekend w pubie a potem i tak kupują co chcą, nawet “Gloomhaven”, więc to nie jest dla mnie żaden argument. Jestem fanem tego bloga, ale tego artykułu akurat nie rozumiem. Nawet dziecko wie, że jak się coś wrzuci do Internetu, to będzie tam na wieki, albo przynajmniej do najbliższej wojny atomowej 🙂 I jak się tego kroku żałuje, to na pewno nie należy faktu nagłaśniać, bo wtedy życzliwi powielą te pliki na setkach serwerów, więc lepiej się po prostu dogadać. Jak wynika z artykułu, Will, kimkolwiek jest, honoruje jednak cyfrowe znaki wodne, więc nie jest chyba aż takim “niegodziwcem” jak się wydaje. Przypominam sobie też orzeczenie Sądu Okręgowego w Kaliszu, w nieco innej ale jednak powiązanej sprawie. Powódka pozwała Bibliotekę Miejską o bezprawne wykorzystanie jej zdjęć zamieszczonych w Internecie, sprawę przegrała, a oto wspomniane orzeczenie bazujące na braku cyfrowego zabezpieczenia zdjęć:
        “Całokształt okoliczności sprawy wskazuje, że powódka świadomie wykorzystuje brak jednoznacznej i wyraźnej informacji o swoim autorstwie utworów fotograficznych zamieszczonych w Internecie, które nie są dostatecznie zabezpieczone technicznie przed rozpowszechnianiem bez jej wiedzy i zgody, co można oceniać w kategorii nadużycia prawa podmiotowego z art. 5 k.c. Skoro bowiem powódka zdecydowała się na upublicznianie fotografii jej autorstwa bez opisania każdorazowo każdego zdjęcia swoim imieniem i nazwiskiem, czyli anonimowo, to powinna chociażby dołożyć należytej staranności w zabezpieczeniu tych zdjęć przed niekontrolowanym powielaniem”. I chociaż prawnicy określili ten wyrok jako kontrowersyjny to jednak pozostaje prawomocny.

        • scheherazadeZnadPlanszy

          A widzisz co jest na dole strony? © Prawa autorskie 😉 możesz sobie nie rozumieć artykułu. Masz prawo. A ja mam prawo wyrazić moje niezadowolenie z faktu kradzieży zdjęć. Do sądu pana Hunta nie podaję. Podaję tylko fakty. I może ktoś się nad tym zastanowi. Nawet zagorzały fan BGG i obrońca pana Hunta.

          • Martin

            Ja artykuł rozumiem, lubię też Twoje recenzje, gdybym nie lubił to bym tu teraz nie pisał, ale prawo jest prawem. Przejrzyj swoje recenzje, czy gdzieś opatrzyłaś swoje zdjęcia przynajmniej takim tekstem: “autor Agnieszka Weidemann”? Albo znakiem wodnym? Jeżeli nie, to nie miej pretensji, że ktoś je wykorzystał bez Twojej zgody. Przeczytaj ze zrozumieniem tekst orzeczenia, które przytoczyłem, nie ja je wydałem tylko Sąd Rzeczypospolitej Polskiej. Z artykułu wynika, że chcesz jednak podjąć jakieś kroki, bo kopiujesz adresy tych stron i “Pan William straci je ze swojej bazy i podobno to co na nich na BGG zarobił”. Po prostu odradzam, nie jestem obrońcą pana Hunta 🙂 ani go nawet prywatnie nie znam. Możesz wykasować moje komentarze, to Twój blog.

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Co zrobią admini BGG to ich sprawa, mają swoje przepisy https://www.boardgamegeek.com/terms

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Martin – dlaczego skasowałeś swoje komentarze?

          • Martin

            Przepraszam, były niepotrzebne. Czasem zapominam, że planszówki to ma być przede wszystkim relaks i zabawa.