Krówka w kuchni

Stuk, stuk, stuk! Szszsz, stuk! Szszsz, stuk, stuk!

To nie żaden tajny kod, ani żadna wiadomość nadawana alfabetem Morse’a. To nowa gra w serii „Zagrajmy, mamo” z Naszej Księgarni. Eee, chyba się pani recenzentka pomyliła? Z tego wydawnictwa to są książeczki „Poczytaj mi, mamo”! A są, i to pięknie wydane, między innymi w postaci ksiąg z zebranymi bajeczkami. Ale też są gry nawiązujące do nich. Gry dla maluchów, gry prościutkie i bardzo dobre. Na razie dwie. Przewiduję, że będzie ich znacznie więcej, bo dzieciaki oszaleją na ich punkcie. Tak jak i ja.

Pierwszą grą, o której dziś wam opowiem jest „Krówka w kuchni”. Świetna gra. Nie dość, że bawi, to jeszcze uczy. Pozwala poznawać sylaby czyli wspiera rozwój mowy. Ćwiczy słuch, koncentrację, umiejętność liczenia i koordynację wzrokowo-ruchowo-słuchową. W rewelacyjny sposób.

Co krówka w kuchni znalazła?

Drewnianą łyżkę. To pierwsze co przyniosła mi córka, wymachując z wielkim entuzjazmem i namawiając do wymieszania jajecznicy. Następnym elementem była podkładka z namalowanym garnkiem. Przypomniały mi się kuchenne koncerty córki, właśnie drewnem po garnkach. Cudne, choć hałaśliwe. Mocno zainteresowana grą zajrzałam do pudełka, a w nim znalazłam to, w co większość gier jest zaopatrzonych – tekturowe elementy i karty.

Grę zaczyna się od rozdania ściągawek dźwiękowych. To tekturowa płytka z narysowanymi 4 składnikami i kropkami wskazującymi liczbę sylab z wyrazów: ser, jabł-ko, trus-kaw-ka, wi-no-gro-no. Te składniki znajdują się również na:

  • płytkach – po 3 składniki, w dowolnym układzie i liczbie,
  • kartach – odpowiadają zestawom elementów z płytek.

Są też grasujące po kuchni myszki, a właściwie na płytce i kilku kartach, dzięki którym nie raz usłyszycie w trakcie gry: „Mysz! A kysz!”.

Co krówka ugotowała?

Nie wiem, ale intensywnie mieszała w garnku. Wszystko zaczyna się od tego, że jeden z graczy dostaje łyżkę, podkładkę z garnkiem i dociąga pierwszą kartę z wierzchu stosu. Nie pokazując jej nikomu, wystukuje łyżką liczbę sylab z pierwszego obrazka, a potem z 2 kolejnych, każdorazowo rozdzielając stukanie mieszaniem łyżką w garnku. O tak:

Po wystukaniu ostatniego wyrazu, pozostali gracze jednocześnie wyszukują właściwą płytkę na polu gry i wskazują ją. Za poprawną i najszybszą odpowiedź gracz otrzymuje kartę jako punkt zwycięstwa i łyżkę, stając się tym samym graczem wystukującym sylaby. Gdy na karcie pojawi się myszka, gracz musi krzyknąć: Mysz! A kysz!, a pozostali gracze jak najszybciej wskazują płytkę z myszką. Grając ze starszymi dziećmi można wprowadzić wariant z utratą karty przez dziecko, które jako ostatnie wskaże myszkę. Rozgrywkę wygrywa dziecko, które jako pierwsze zdobędzie 5 punktów.

Dlaczego mama Aga poleca tę kuchnię?

Bo jest niesamowita. Pomysłowa, rozwijająca, pięknie i solidnie wykonana. A co najważniejsze, doskonale bawi. Nauka nie jest na siłę, nauka jest zabawą i przez to bardzo pozytywnie odbierają ją dzieci. I to stukanie takie ciekawe, i liczenie stuków, i mieszanie.

Trzeba w tej grze słuchać, liczyć, łączyć i wyszukiwać. Trzeba też być szybkim, by zdobywać karty. Znowu, z łyżką w rączce, trzeba umieć dobrze wystukać, nie pomylić się, stukać wyraźnie. Żaden mały gracz nie ma łatwo. Dzieci są sprytne, ułatwiają sobie grę: te co słuchają, przykładają palce do rysunków na ściągawce; te co stukają kładą kartę przed sobą, żeby lepiej widzieć… I wiecie, niektóre młodsze dzieci, w ferworze walki, wcale nie widzą TEJ ODSŁONIĘTEJ karty. Dzieciaki są zachwycone, a ja rozbawiona.

Jeszcze wspomnę wam o czymś bardzo ważnym, co znalazłam w instrukcji. Zasady gry zostały wzbogacone o podpowiedź pedagogiczną – przydatne informacje, dzięki którym staniecie się jeszcze lepszymi ekspertami w rozwoju waszych dzieci.

Stuk, stuk! Szszsz, stuk! Szszsz, stuk, stuk!

Liczba graczy: 3-6 (ale z małym dzieckiem w 2 osoby też można grać w ramach ćwiczeń, choć bez emocji); Wiek: 5+