Jak wściekłe psy

Nie da się mówić o grze Jak wściekłe psy bez wspomnienia debiutu kinowego Quentina Tarantino z 1992 r. Wściekłe psy otworzyły mu drzwi do Hollywood. To film z historią opowiedzianą w sposób niebanalny, z akcją skupioną w zaledwie kilku miejscach, nasyconą ogromem dialogów i czarnym humorem. To opowieść o skoku na jubilera, w której istotne są wydarzenia po nim. Charakterni bohaterowie o pseudonimach pan Blue, pan Pink itp. giną na różne sposoby: w trakcie ucieczki z akcji czy z rąk kolegów podejrzewających ich o zdradę.

Kto za kim?

W 2016 r. wydana została gra Jak wściekłe psy, która zawarła w sobie całą esencję filmu Tarantino. To gracze są w niej najważniejsi, ich dyskusje i podjęte decyzje. Grając czułam się za każdym razem jak w magazynie z filmu, gdzie toczyła się większa część akcji. Do tego pseudonimy graczy znane z filmu i wzajemna eliminacja przeciwników. Jedyna różnica to walka o złoto a nie o diamenty.

Historia jakich wiele

Wszyscy gracze otrzymali zestaw kart: ze swoim pseudonimem np. pan Brown, który umieścili w plastikowej podstawce; z pseudonimami pozostałych graczy (w sumie 6-12 osób) i kartę zasadzka. Rozpoczyna się pierwsza runda. W ciągu 90 sekund gracze ze sobą negocjowali, namawiali się kogo wyeliminować. Mrugali, wskazywali kiwnięciem głowy, słali smsy, zawierali sojusze, choć nie wiadomo czy trwałe.

W końcu każdy wyłożył z ręki zakrytą kartę wskazującą osobę do odstrzału. Wszyscy jednocześnie odsłonili te karty. Zaczęła się prawdziwa rzeźnia. Zginął gracz, który otrzymał najwięcej głosów. Zginęli wszyscy gracze, którzy nie zagłosowali właśnie na tę osobę. Trzeba wiedzieć z kim zawrzeć sojusz…

Zostało niewielu żywych. Czuć było nerwową atmosferę. Zaczęła się kolejna runda i kolejne negocjacje, w większości niewerbalne. Pan Orange coś wyczuł. Znów gracze wyłożyli zakryte karty do głosowania. Celem okazał się pan Orange. Zaśmiał się. Odsłonił kartę zasadzka i tak uratował swój tyłek. W odwecie wyeliminował jednego z graczy głosujących przeciwko niemu.

Powtórka z rozrywki. Napięcie coraz większe, nikt nikomu nie ufał. Tym razem celem była pani Yellow, pani Blue założyła sama na siebie zasadzkę i też zginęła, wraz z nią kilka innych postaci. Został pan Orange i zdobył łup – 4 losowo dobrane karty sztabek złota. To jeszcze nie była ostateczna wygrana. Do sztabek przypisane są wartości punktowe. Zdobycie 25 lub więcej punktów to dopiero ostateczne zwycięstwo, a do tego czasu wszystko mogło się zdarzyć.

Kto przeciw komu?

Mechanika sprowadza się do negocjacji i eliminacji. Dla dobrej rozgrywki trzeba zwrócić uwagę na kilka szczegółów. Pierwszy istotny element mechaniki to eliminacja graczy:

  • Ginie osoba, która uzyskała najwięcej głosów i osoby, które na nią nie głosowały.
  • W przypadku remisu giną wszystkie osoby.
  • Zastosowanie karty zasadzka przez osobę, która otrzymała najwięcej głosów chroni ją, ale ofiarą jest ktoś spośród głosujących na nią.
  • Niewłaściwe zastosowanie karty zasadzka powoduje eliminację osoby, która ją zagrała.

Drugi istotny element to podział łupów:

  • Gdy w grze pozostaje 1 gracz, to zdobywa 4 kart ze sztabkami złota.
  • Gdy wszyscy zginą, nikt nie dostaje sztabek ze środka stołu, ale po 1 losowej sztabce dostają gracze nie biorący udziału w ostatniej eliminacji.
  • Gdy zostanie 2 graczy, to dokonują podziału łupu. Na negocjacje mają dokładnie 30 sekund. Patrząc sobie głęboko w oczy ustalają w jaki sposób się podzielą. Potem zagrywają po 1 zakrytej karcie: pół na pół, kradzież lub bierz złoto i w nogi. I po ich odkryciu okazuje się co komu w głowie siedzi. 3 rodzaje kart przy 2 graczach dają w sumie 6 możliwych kombinacji podziału łupu, co daje zysk od 0 do 4 kart sztabek.

Wreszcie wiem z kim mam do czynienia

Jak wściekłe psy to gra imprezowa mocno zależna od graczy. Jednak w porównaniu z Podejrzanymi, nikt nigdy mi przy tej grze nie marudził. Jest pełna emocji i wciąga. Pozwala wczuwać się w swoje role i wygrzebuje zdolności negocjacyjne oraz aktorskie nawet od najbardziej opornych graczy. Wszystkie rozgrywki, w których uczestniczyłam z moją młodzieżą były świetne. Uwielbiałam patrzeć na te momenty, w której negocjacje brały w łeb. I ty Brutusie przeciwko mnie? – kołatało się w głowie, w wersji niecenzuralnej. Jak mogłaś! – padały okrzyki. Zastrzeliłaś mamuśkę, nie ma kolacji! W tych rozgrywkach było mnóstwo napięcia, ale też i humoru. Momentami pękaliśmy ze śmiechu.

Ta gra jest bardzo prosta mechanicznie, a jednocześnie trudna w rozgrywce. Ograniczony czas na negocjacje mocno psuł zamysły graczy i trzeba było używać naprawdę mocnych argumentów lub wyraźnych sygnałów. Najbardziej było to odczuwalne w większym gronie (8-12 osób). Trzeba być też elastycznym i czasem przymknąć oko na upływający czas. Jak wściekłe psy to gra blefu, negatywnej interakcji i czarnego humoru, która bardzo się graczom podoba. Całkiem zasłużona jest też nominacja do Najlepszej Gry Imprezowej Golden Geek 2016 r. Polecam!

 

Link BGG