Ubongo 3D

Grzegorz Rejchtman zadebiutował na rynku gier w 1998 r., ale dopiero w 2003 r. jego nazwisko stało się znane wśród graczy. Nakładem wydawnictwa Kosmos pojawiła się jego pierwsza abstrakcyjna gra – Ubongo. Bazując na tej samej mechanice, dziś na BGG możemy znaleźć 15 tytułów należących do serii, w tym różne wersje gry, dodatki czy uproszczone wersje przeznaczone dla młodszych graczy.

W zeszłym roku ogromną radość sprawiło mi wydawnictwo Egmont, wypuszczając na rynek polską edycję znakomitego Ubongo. Dziś cieszę się jeszcze bardziej, bo w moje ręce wpadł świeżutki egzemplarz Ubongo 3D, również wydany przez Egmont. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mimo nazwy, są to różne wersje tej gry i oba egzemplarze pozostają w mojej kolekcji. O różnicach napiszę na samym końcu teksu.

Sześć lat po sukcesie Ubongo pojawiła się gra Ubongo 3D. Choć nie odniosła takiego sukcesu jak pierwowzór, to może pochwalić się dziś 28 pozycją w rankingu gier abstrakcyjnych oraz 252 pozycją w rankingu gier rodzinnych w serwisie BoardGameGeek. To bardzo wysokie pozycje i cieszy mnie fakt, że gra, mimo wysokiego poziomu trudności, jest lubiana przez graczy.

Znane i nieznane

Wystarczy zajrzeć do pudła, by dostać się do innego wymiaru – zamiast płaskich tekturowych puzzli, jest dużo plastikowych klocków. To właśnie one będą wymagały ogromnej wyobraźni i cierpliwości. Gra przeznaczona jest dla 1-4 osób, liczba klocków przypadających na gracza wynosi 8, stąd sumaryczna ich liczba to 32. Są wykonane solidnie i w 4 różnych kolorach ułatwiających identyfikację. Każdy z 8 klocków ma inny kształt i wielkość, co dobrze ilustruje poniższe zdjęcie:

Ponad połowy klocków, ze względu na kształt, nie da się położyć na płask, czyli same z siebie wymuszają budowę na 2 poziomach, co jest kluczowe w tej grze. Tak otrzymujemy przestrzenne konstrukcje i jednocześnie wyjaśniamy nazwę gry – 3D to przestrzeń.

W pudle znajduje się jeszcze sporo innych elementów znanych z podstawowej wersji gry: klejnoty w 4 kolorach służące jako znaczniki rund i punkty zwycięstwa, tor rund, klepsydra odmierzająca długość rundy, kość z wartościami 1-6 określające numer zadania w danej rundzie i 72 plansze zadań. Wszystko solidne i ładne. Do tego umieszczone w dobrze zaprojektowanej wyprasce.

Zadania

To kluczowy element gry. Na 72 dwustronnych planszach znajduje się łącznie 671 różnych zadań. W tej wersji zostały podzielone na 4 poziomy trudności, łatwo rozpoznawalne dzięki tłu: zielone są najprostsze, kolejne to żółte, pomarańczowe i czerwone. Każda plansza zadania zawiera 2 obszary:

  • Budowy – to pole złożone z 6-8 białych kwadratów, połączonych ze sobą w różny sposób, ale stykających się bokami. Na tym obszarze umieszcza się klocki w taki sposób, by nie wystawały poza obszar gry i tworzyły konstrukcję maksymalnie 2-poziomową, całkowicie zapełnioną. Gdyby klocki podzielić na sześciany, to na karcie zadania takich sześcianów musi być dokładnie 2 razy więcej niż białych pól. Specyficzne kształty klocków sprawiają, że zależnie od boku na jakim je ułożymy, inaczej zapełniają przestrzeń. Składając ze sobą 3-4 klocki uzyskuje się mnóstwo różnych kombinacji. Nasza wyobraźnia podpowiada, że to musi być banalnie proste, a jednak wcale takie nie jest.
  • Klocków – takich pól na karcie jest 2-6, są ponumerowane liczbami 1-6. Rzut kością wyznacza numer pola klocków, które gracz musi użyć w danej rundzie. Określonymi klockami gracz zapełnia obszar budowy.

W danej rundzie każdy rozwiązuje inne zadanie. Wynika to z kształtu obszaru budowy i używanych klocków.

Rozgrywka

Tak jak we wszystkich grach z serii Ubongo, tak i tu zabawa polega na rozwiązywaniu łamigłówek na czas. Zasady gry są bardzo proste – w danej rundzie gracze używają plansz z zadaniami albo na tym samym poziomie trudności, albo na różnych, co wyrównuje szanse w rozgrywkach rodzic-dziecko lub nowicjusz-doświadczony gracz. Każdy gracz otrzymuje 9 plansz, które układa w stos i 8 klocków – każdy innego kształtu. Wybrany gracz rzuca kością i obraca klepsydrę. Gracze jak najszybciej przygotowują klocki wskazane przez kość i próbują rozwiązać zadanie z wierzchniej planszy. Przy układaniu trzeba pamiętać o zasadach budowy: klocki mogą tworzyć tylko 2 warstwy, muszą przykrywać wszystkie białe pola na planszy i nie mogą wystawać poza te pola. Gracz, który jako pierwszy rozwiąże zadanie w czasie wyznaczonym przez klepsydrę krzyczy Ubongo! i otrzymuje w nagrodę niebieski kryształ z toru rund. Drugi w kolejności gracz otrzymuje żółty kryształ z tego samego toru. Dodatkowo, wszyscy gracze, którzy ukończyli swoje zadanie otrzymują losowy kryształ z woreczka. Jeśli czas się skończy i nikt nie rozwiąże zadania, można klepsydrę obrócić jeszcze raz. W nowej rundzie korzysta się z nowej planszy zadania i tak gra biegnie przez 9 rund.

Końcowa punktacja w podstawowej wersji gry opiera się na sumowaniu punktów za zdobyte kryształy. Każdemu przypisana jest inna wartość – żółte dają 1 punkt, zielone 2, niebieskie 3, czerwone 4. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów. Grając rodzinnie stosuję ten wariant punktacji, bo pozwala wygrać nawet tym najwolniejszym graczom. Grając w gronie moich dorosłych przyjaciół stosujemy inną punktację, zaproponowaną również w instrukcji: za pierwsze miejsce czerwony kryształ, a każde kolejne miejsce nagradzane jest kryształem o niższej wartości. To już bardzo sprawiedliwa punktacja i wywołująca nadzwyczajne napięcie w grze.

W Ubongo 3D można grać również solo. Zabawa polega na tym, że gracz wyznacza sobie limit czasu np. 10 minut i w tym czasie próbuje rozwiązać jak najwięcej zadań, zgodnie z zasadami podstawowymi.

Inny wymiar myślenia

Dla większości graczy podział na poziomy trudności jest tylko umowny. Nawet te najprostsze zadania są ogromnym wyzwaniem. Wyobraźnia przestrzenna nie jest naszą mocną stroną. Zresztą, spójrzcie sami, od dzieciństwa bardziej pracujemy w płaszczyźnie niż w przestrzeni, w szkole więcej pracuje się z planimetrią niż stereometrią. Wszystkie zadania z Ubongo 3D da się rozwiązać, jednak presja czasu i gra w czasie rzeczywistym (wszyscy rozwiązują w tym samym czasie) sprawiają, że często mówimy „tego nie da się zrobić!”, „ależ to trudne” itp. Wystarczy jednak samemu pobawić się w układanie klocków, bez żadnej presji i okazuje się, że jesteśmy całkiem dobrzy.

Pomimo kłopotów z wyobraźnią przestrzenną, gra daje bardzo dużo satysfakcji. Zresztą, im więcej będziecie grać, tym lepiej będzie wam szło rozwiązywanie zadań – skróci się czas udzielania odpowiedzi i wyobraźnia w trójwymiarze rozwinie się. Podczas rozwiązywania warto pamiętać, że większe klocki mają ograniczoną liczbę pozycji – nie mogą być ułożone tak, by przewyższały 2 warstwy i przynajmniej 1 wystającym fragmentem muszą dotykać planszy. Zawsze zaczynam właśnie od tych największych klocków i do nich próbuję dopasować pozostałe. W rozwiązywaniu używam przede wszystkim metody prób i błędów, choć też sporo analizuję. Mam w domu jednego młodego gracza, który mimo wszelkich moich wysiłków rozkłada mnie na łopatki. Jak uda mi się rozwiązać zadanie, często jako kolejny gracz, to z rozbawieniem, w towarzystwie tego gracza, dodaję „Sto klepsydr później… Ubongo!”.

Na koniec mam jeszcze dla was porównanie obu posiadanych przeze mnie wersji Ubongo. Klocki są tej samej wielkości, jednak wykonane z innego rodzaju tworzywa sztucznego – te z Egmontu są gładkie i mają ostrzejszą kolorystykę. Mają też inne kształty. W edycji niemieckiej karty zadań są większe i mieszczą po 2 obszary budowy, nie ma toru rund i jest kość k10. To w sumie drobnostki. Najważniejszą różnicą są zadania, są inne. Nie potrafię powiedzieć czy wszystkie, ale nawet patrząc na kształty klocków domyślam się, że większość. W moim odczuciu również stara wersja niemiecka jest dużo trudniejsza, ma jednak coś, czego bardzo brakuje mi w polskiej wersji – kartę z odpowiedziami ;-). Właśnie ze względu na te różne zadania, oba pudła zostawiam w kolekcji.

Wszelkie łamigłówki i gry logiczne sięgające do przestrzeni trójwymiarowej są fascynujące. Jak dla mnie, jest to najciekawsza i jednocześnie najtrudniejsza gra w całej serii, którą bardzo polecam. Grajcie rodzinnie, grajcie z rówieśnikami, bez względu na wiek, choć wykluczyłabym z grupy odbiorców dzieci, które nie mają zbyt dużo cierpliwości do układania klocków zgodnie z wytycznymi. Wersja 3D, jak i zwykła, to świetne gry. Polecam!

Link BGG

Grę kupicie w sklepie www.planszomania.pl

  • Ex Machina

    Czy ta wersja nadaje się dla czteroletniego dziecka czy lepiej ze względu na nie zacząć od wersji dwuwymiarowej? Drugie dziecko ma 8 lat i tu jestem pewny, że wolałoby wersję 3d.

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Myślę, że 4letnie dziecko raczej będzie bawiło się klockami niż grało. Może też pomagać rodzicom, ale na pewno nie jest to gra na jego poziom. Sugerowany wiek 8+.