Kosmiczna misja

Odkrywanie fascynuje dzieci. Nie ważne czy chodzi o robale w mchu, czy ciała niebieskie. Ważne by odbywało się to w sposób atrakcyjny. W serii „Dobra gra w dobrej cenie” pojawiła się gra, która potrafi zafascynować młodsze dzieci. Gra o odkrywaniu planet, o ich zabudowywaniu i przyjaźnie nastawionych kosmitach. Kosmiczna misja. Misja bardzo udana.

Czytaj więcej

Wyprawa do dżungli

Dzieci tak jak dorośli mają własne gusta.  Bywa, że rodzic kupi jakąś grę dla dziecka, a ono nawet na nią nie spojrzy. Czasem też zaczyna się istne szaleństwo. U mnie zapanował stan euforii, którego niespecjalnie się spodziewałam. Przyszły nowe gry z wydawnictwa Egmont, tradycyjnie mała asystentka przyniosła nożyczki, pomagała rozciąć opakowanie, odfoliować 3 pudełka. Potem było oglądanie elementów i pytanie „A jak w to się gra?”.

Czytaj więcej

List Miłosny

16 kart do gry, prosta mechanika i na dzień dzisiejszy 106 pozycja w rankingu BGG. Seiji Kanai, autor gry RRR znanej u nas jako CLASH: Jihad vs. McWorld (implementacja Diablos Polacos), na pewno nie spodziewał się tak dużej popularności Listu Miłosnego. Zresztą ja też nie. Dopóki nie zagrałam.

Pierwsze spotkanie z grą:
– Tylko tyle kart?
– Może wystarczy, skąd wiesz co jest w środku?

Drugie spotkanie z grą:
– Potasowałeś? Odrzuć 3 karty i rozdaj każdemu po 1 z pozostałego stosu.
[Szszsz.. plask]
– Teraz słuchaj zasad, bo jest ich naprawdę bardzo dużo. Dociągasz 1 kartę ze stosu, odrzucasz 1 z 2, które masz teraz na ręku i wykonujesz akcję zapisaną na karcie. Odrzucone układasz przed sobą, by były widoczne.
– A co jest celem?
– Dostarczyć list miłosny do księżniczki czyli po prostu musisz zadbać o to, byś miał na końcu gry kartę o najwyższej wartości.

Rozpoczyna się gra na 2 osoby. Na ręku mam kartę Księżniczki, której nie mogę odrzucić, by nie odpaść z gry. Przeciwnik dociąga kartę i wyrzuca Księcia. Zgodnie z opisem jego karty muszę odrzucić moją. Koniec rozgrywki.

– Ej, co to za durna gra?
– Losowa. 10 sekundowa.
– Nie chcę grać.

Trzecie spotkanie z grą:
– Potasowałaś? Nie zapomnij odrzucić 1 karty.
– Przynieś jeszcze znaczniki. Są w pudełko po kościach do Horror w Arkham.
[Szszsz…plask…sz…sz…sz…sz…] Gramy w 4 osoby. Gracze przygotowani na szybką rozgrywkę szczerzą jeszcze zęby do sernika, kombinując jakby tu wydębić kolejny kawałek. Niełatwo, po łapach dostają za jedzenie w trakcie gry.
– No co, przez żołądek do serca!
– Z pełną gębą się nie gada.

Po pierwszej rundzie zaparło nam dech w piersiach, mimo ogromnej losowości. Było łypanie na przeciwników jaki ruch wykonują przy dobieraniu i odrzucaniu karty, zostawiają to co już mają czy wymieniają? Był blef, ryzykanctwo, złośliwe uśmieszki przy eliminacji gracza. Była analiza kart leżących na stole i szacowanie kto, co ma na ręku. Było bardzo lekko, przyjemnie, odprężająco. Było szybko, nikt się nie nudził czekaniem aż reszta skończy. Całkowite zaskoczenie po losowej wpadce w grze 2 osobowej.

List Miłosny to gra karciana, w której występuje 8 postaci, każda w różnej liczbie. Postacie mają swoje unikalne cechy, które pozwalają chronić lub eliminować gracza, wymieniać i podglądać karty. Gra jest bardzo dynamiczna, nie ma żadnych przestojów. Nie przeszkadza eliminacja graczy (która odbywa się choćby takimi układami kart: Księżniczka-Książę, Baron-cokolwiek o wartości wyższej od 3, Strażniczka-znana karta przeciwnika), ponieważ wpisuje się to w fabułę gry, a dodatkowo czas rozgrywki jest na tyle krótki, że gracze nie nudzą się. Najlepsze są rozgrywki w 4 osoby, im mniej graczy, tym losowość bardziej doskwiera. W 2 osoby też się da zagrać, jednak gra kończy się bardzo szybko i nie ma tylu emocji co przy 4 graczach.

Mała gra a cieszy. Jest warta posiadania w domach początkujących i nawet zaawansowanych graczy.

Grę przekazało wydawnictwo

Asgard

Oto nastąpił dzień bitwy między bogami dobra i zła, dzień w którym zginęły obie strony. Z morza powstała nowa Ziemia, zrodził się nowy, lepszy ład świata. Byłam tam, skryta w gałęziach drzewa Yggdrasil, a to co widziałam dla Was zapisałam.

Czytaj więcej

Łazienki Królewskie

W jednej z recenzji Adam Kałuża napisał: „Zrobienie dobrej gry jest trudnym zadaniem. Zrobienie dobrej gry, która w nienachalny sposób czegoś uczy, jest jeszcze trudniejsze”. Jest kilka gier na rynku o dużych walorach edukacyjnych, które są zrobione naprawdę bardzo dobrze. Nie dość, że uczą, to sama rozgrywka jest bardzo przyjemna. Mam na myśli Faunę i Faunę Junior, Pastiche, oraz najnowszą grę duetu Filip Miłuński i Marcin Krupiński – Łazienki Królewskie.

Czytaj więcej

Kto z Kim?

Na stole leży grupa kart. Gracze kolejno je odrzucają. Zostają dwie: Tarzan i Schwarzenegger. Tarzana odrzuca współgraczka tłumacząc rozmarzonym głosem, że musi ją odrzucić, bo Arnold Schwarzenegger jest taki męski i dzieci wyszłyby fajne. Na to odezwała się oburzona nastolatka „Powiem tacie!”.

Czytaj więcej

Historia Polski: 111

Babciu, opowiedz jak to było za czasów gdy byłaś młoda? Do dziś pamiętam te wieczorne opowieści snute po ciemku gdy leżeliśmy w łóżkach. Były różne, ale z nich poznałam czasy II Wojny Światowej. Babcia opowiadała o bombardowaniu Trzebini w 1939 r., o tym jak musieli uciekać, chaosie, strachu, głodzie; o tym jak kryła męża pod płaszczem w kamieniołomie, by go Niemcy nie aresztowali; o radiu, które nielegalnie słuchali i kłopotach z donosami. Żywa lekcja historii.

Czytaj więcej

Maskarada

Znad stołu dało się słyszeć „Jestem wieśniakiem! Znaczy nie jestem, ale jestem. Czy ktoś jeszcze jest wieśniakiem? No, przyznać się!”. Kilka chwil później barczysty mężczyzna odzywa się cienki głosem „Jestem królową!”, „A nie błaznem?” ktoś skontrował. To Maskarada.

Czytaj więcej

Gringo

Do tej pory Egmont był mistrzem w upiększaniu i ulepszaniu gier planszowych. Nowy temat, nowe grafiki, nawet poprawa zasad. Ale… Niedawno dostałam przesyłkę z Granny. Grę, o której wiedziałam od dawna z przecieku, jaki wyłowiłam w mediach. Podpytałam i obiecałam milczeć na jej temat, sama zaś niecierpliwie czekałam na jej wydanie. Grę, z którą Granna poszła o krok dalej niż Egmont.

Czytaj więcej

Old Town Solo

Zaprojektowanie miasteczka na Dzikim Zachodzie wydawało mi się  bardzo proste. Zgłosiłam się do lokalnego szeryfa ze szkicownikiem i zostałam bez wstępnych rozmów przyjęta do pracy. Dziwne, że nie było innych chętnych na to stanowisko. Po podpisaniu umów zasiadłam przy stoliku w biurze szeryfa. Czytaj więcej