Wpisy

Kto z Kim?

Na stole leży grupa kart. Gracze kolejno je odrzucają. Zostają dwie: Tarzan i Schwarzenegger. Tarzana odrzuca współgraczka tłumacząc rozmarzonym głosem, że musi ją odrzucić, bo Arnold Schwarzenegger jest taki męski i dzieci wyszłyby fajne. Na to odezwała się oburzona nastolatka „Powiem tacie!”.

Czytaj więcej

Reiner Knizia dzieciom #2 – małe a cieszy

Dorośli są bardzo tolerancyjni wobec gier dla dzieci… jeśli dzieci posiadają. Jednak są takie tytuły, do których nawet na siłę nie da się ich zaciągnąć. Największy opór stawiają zwykle mężczyźni, siadają do gier, które im się podobają, zaś kobiety, zwykle o łagodnym usposobieniu, potrafią poświęcić się dla swoich pociech i zagrać z nimi we wszystko. Jako mama rozumiem, że mechanika musi być prosta, łatwa do zapamiętania, wykonanie musi być na najwyższym poziomie, tak by przyciągać uwagę odbiorców.

Czytaj więcej

Reiner Knizia dzieciom #1 – małe a cieszy

Reiner Knizia zaprojektował dla najmłodszych graczy ponad 100 tytułów. Tak naprawdę trudno je zliczyć, bo te same mechaniki często pojawiają się w różnych oprawach graficznych i pod zmienionymi nazwami. Wszystkie te gry opierają się na prościutkich mechanikach, choćby technikach zapamiętywania lub rzutach kośćmi. W ogólnym zarysie, mechaniki są bardzo do siebie podobne, różnicują je szczegóły.

Czytaj więcej

Grand Prix – Ostatnia prosta

– Lecimy!
– Dokąd?
– Na GP Wielkiej Brytani!
Pomyślałam: Znowu będę siedziała na trybunach i patrzyła jak bolidy mkną po torze Silverstone. Całe 52 okrążenia ludzie będą się emocjonować, słuchać ryk silników, patrzeć na palone gumy i przeżywać kolizje, będą wymieniać nic mi nie mówiące nazwiska i cieszyć się lub kląć. Nuda. Rzekłam więc na głos:
– Bardzo się cieszę!
Wiecie, jak typowa kobieta – pomyślałam jedno, powiedziałam drugie, a zrobiłam trzecie.
– To co, może kolejna partyjka w Grand Prix Knizii?

Czytaj więcej

Bzzz…Plask!

Bzzzz… Pełna koncentracja… Plask! Sezon na owady uważam za otwarty. Pająki, muchy, komary, osy, szerszenie, trzmiele i inne często naruszają moją prywatność. W większości przypadków pomaga gazeta, którą wyganiam natrętne owady. Jednak czasem trzeba urządzić niezłe polowanie, wystawiając się jako wabik. Bzzzz… Plask! Mam cię! Myślałam, że z taką wprawą, nabytą już w czasach obozów harcerskich, będę mistrzem plaskania. No to się przekonałam z nową grą wydaną przez Egmont. Mowa o Bzzz…. Plask! Reinera Knizii.

Czytaj więcej

Pan tu nie stał! – Knizia a sprawa polska

Dziś będzie nietypowo. Będzie o miłości. O miłości, która powoli dojrzewała i kryła się, czekając na właściwą iskrę. O miłości, która wybuchła w kolejce, tak nagle i niespodziewanie. O miłości, która  jest całkowicie nieodwzajemniona, ale wzbudza pozytywne emocje. O miłości, która… Wreszcie to muszę z siebie wydusić – Kocham Cię dr Knizia! Czytaj więcej

Polowanie na robale – z robalami za pan brat

Podobno w diecie ponad 80 % ludzi ważną pozycję stanowią owady, z których ponad 2000 gatunków uznaje się za jadalne. Można zjeść gąsienice, termity, larwy motyli, poczwarki jedwabnika, larwy chrząszczy, pasikoniki, czerwie pszczół lub mrówki. Owady często zawierają więcej białka, tłuszczów i węglowodanów niż wołowina, oraz dostarczają więcej energii niż rośliny strączkowe, są też wartościowym źródłem mikroelementów i witamin. Przykładowo 100 g suszonych gąsienic to 53 g białka, 15 g tłuszczu i 17 g węglowodanów, zaś wartość energetyczna wynosi 430 kcal. Czas więc zacząć „Polowanie na robale”. Czytaj więcej

Polly Pocket – pozory mylą

Niedawno zastanawiałam się czy gra planszowa bądź karciana, dla dzieci czy też dorosłych, sięgająca do produktów licencyjnych, może być warta choć chwili uwagi? Już tyle razy doznałam rozczarowania w tym względzie, że z kręgu moich zainteresowań recenzenckich od razu wykreśliłam grę „Polly Pocket”, wydaną w 2011 r. przez wydawnictwo Egmont. Nawet  autor mechaniki, Reiner Knizia, nie przyciągnął mnie. Do zmiany zdania przyczynił się drobny wpis na Facebook’u. Ktoś napisał pozytywnie o tej grze. Zaryzykowałam i teraz nie żałuję. Czytaj więcej

Monkey business – press your luck dla dzieci wg dr Knizia

Reiner Knizia ma na koncie setki gier, w tym ponad sto dla dzieci. Przy tak dużej produktywności, w gry wsadza wiele prostych, ale dobrze przemyślanych mechanizmów, łatwych do zapamiętania i dających sporo satysfakcji. Oczywiście zadowolona jest tylko pewna część graczy, przypuszczam, że w większości nie zdająca sobie sprawy kim jest autor. Zaawansowani gracze często zarzucają mu słabe dopasowanie tematu do mechaniki, ogrom matematycznej precyzji, która przytłacza klimat albo nijakość gier. Wielu mawia, że era Reinera już dawno minęła. Ja odnoszę wrażenie, że na naszym rynku dopiero się zaczyna – w obszarze gier dla dzieci. Czytaj więcej

Reiner Knizia – o grach dla dzieci

Niedawno pojawiła się na półkach sklepowych nowa gra dla dzieci wydawnictwa Egmont, pt. „Pluszaki Rozrabiaki – opowieści z podróży”. Jest to gra zaprojektowana przez znanego wszystkim graczom Reinera Knizia, a jej oryginalny tytuł to „Der kleine Sprechdachs”. Polska wersja tej gry oparta jest na marce własnej Egmontu i nawiązuje do serii „Pluszaki Rozrabiaki”. Z okazji pierwszego wydania na naszym rynku zadałam autorowi kilka pytań dotyczących właśnie gier dla dzieci.

Ile zaprojektowałeś gier dla dzieci?
Jak prawdopodobnie wiesz, wydałem ponad 500 różnych gier, wliczając wydania w różnych językach i edycje w poszczególnych krajach – ponad 2000. Spora część moich gier skierowana jest do dzieci, szacuję, że do tej pory wydałem ich ponad 100.

Tego rodzaju gry nie są zbyt złożone – ile czasu potrzebujesz na ich tworzenie?
Złożoność gry planszowej  jest tylko jednym czynnikiem decydujący o długości czasu projektowania. Oczywiście gry z zaawansowaną mechaniką, w które gra się przez kilka godzin, wymagają sporej ilości testów. Jednakże, nie jest poprawne wnioskowanie, iż krótsze i prostsze gry dla dzieci są łatwe do zrobienia. Gry dla każdej grupy docelowej mają własne wyzwania. Gry dla dzieci muszą być szczególnie atrakcyjne pod względem haptycznym (chodzi tu o materiał z jakiego są wykonane) i graficznym. Reguły muszą być bardzo proste, jednakże muszą również pozwolić dzieciom i potencjalnym starszym członkom rodziny na przeprowadzenie interesującej rozgrywki. Wszystko musi być bardzo intuicyjne, w przeciwnym razie nienaturalne reguły zostaną zignorowane. Tworzenie gry dla dzieci może trwać od miesiąca do jednego roku.

W jaki sposób testujesz takie gry?
Testowanie gry jest bardzo istotnym elementem [cyt. the life blood] przy projektowaniu. Niezależnie od tego jak duże doświadczenie ma projektant gier, przyjemności z grania, czyli tego o co w grze chodzi, nie da się oszacować – musi to być sprawdzone. Zwykle mam dwuetapowe podejście do testowanie gier. Po pierwsze, testuję oryginalne projekty w moim wewnętrznym gronie doświadczonych (dorosłych) testerów. Gdy już mamy działający mechanizm i stabilną grę, to testuję ją w grupie docelowej. W przypadku gier dla dzieci oznacza to, że regularnie chodzę do przedszkoli lub szkół i testuję z dziećmi, wszystko po to, by zoptymalizować gry dla grupy docelowej.

Czy podczas projektowania i testowania stosujesz jakieś działy matematyki, choćby kombinatorykę? A może opierasz się na intuicji bardzo dobrego matematyka?
Z mojego punktu widzenia, projektowanie gry i jej rozwijanie nie jest nauką. Nie wierzę w określoną metodologię i ścisłą listę kolejnych kroków, które należy przestrzegać aby ukończyć dobry projekt. Projektowanie gier jest sztuką. Ciągle poszukuję nowych punktów zaczepienia by grę rozwijać, ponieważ wierzę, że zaczynanie w tym samym miejscu i dreptanie po tej samej ścieżce działalności, nie doprowadzi mnie do czegoś nowego. Kiedy mam zacząć z czymś naprawdę nowym, nową technologią, nowymi materiałami, nową licencyjną postacią, albo też nową strategią gry, to wtedy mam największe szanse skończyć z naprawdę innowacyjnym projektem. Jestem matematykiem i myślenie matematyczne pomaga mi w projektowaniu modelów i mechanizmów w grze, jednakże gry nie są o mechanizmach i modelach, służą przede wszystkim zabawie. Tak też dbam o to by nie obrócić siły mojego analitycznego myślenia w słabość, poprzez stawianie matematyki na pierwszym planie.

Co myślisz o nowej wersji Twojej gry „Der kleine Sprechdachs” czyli „Pluszaki rozrabiaki – opowieści z podróży” wydanej przez wydawnictwo Egmont. Czy mógłbyś powiedzieć jak ją stworzyłeś?
Uwielbiam nową edycję „Der kleine Sprechdachs” wydaną przez Egmont. Wierzę, że postać licencyjna pasuje bardzo dobrze do gry, grafika jest bardzo atrakcyjna. W pierwszej niemieckiej edycji, gra była zaprojektowana dla innej postaci – Janoscha. Moim celem było połączyć element pamięciowy z aspektem opowiadania historii. Wierzę, że niektórzy uczą się najlepiej nie poprzez abstrakcyjne zapamiętywanie, ale przez wkładanie materiałów do nauki w dobry kontekst i robienie bogatych skojarzeń. Poprzez zabawę próbuję przedstawić ten aspekt dzieciom, one zaś szybko uświadamiają sobie, że opowiadanie barwnej historii dotyczącej zapamiętywanego elementu, pomoże im w przyszłości lepiej zapamiętywać.

Dziękuję za wywiad.