My little Scythe

My little Scythe to gra, która zaprasza do przeżycia niesamowitej przygody w Królestwie Pomme i 7 przyległych doń królestwach. W krainie, gdzie mieszkańcami są przyjazne sobie zwierzęta, rosną nieziemskie jabłonie, a klejnoty magii sprawiają, że wszystko jest możliwe. Jest tu bajecznie, kolorowo, zabawnie, ale też emocjonująco. Szczególnie podczas corocznego turnieju, w którym uczestniczą przedstawiciele królestw. Turnieju, w którym nagrodą jest władza w królestwie Pomme.

Kraina mlekiem i miodem płynąca

Bajeczna kraina to również bajecznie wydana gra. Zachwycisz się już po zdjęciu wieka pudła. Tak jak i ja. Tak jak moja córka. Tak jak każdy, kto miał okazję uczestniczyć w przedpremierowych rozgrywkach. Znajdziesz tu wiele elementów tekturowych i plastikowych. Na stole najpierw rozkładasz planszę, która wymaga sporej przestrzeni. W końcu epicka gra ma swoje wymagania. Plansza przedstawia krainę złożoną z terenu w 6 rodzajach i podzieloną przy pomocy sześciokątnych pól. To właśnie na tych heksach będziesz stawiał figurki swoich bohaterów, toczył walkę na ciasta, zdobywał klejnoty magii czy cudowne jabłka, a nawet rozwiązywał stawiane przed tobą zadania. Plansza pełni też funkcję porządkową – na niej znajdują się tory ciast, przyjaźni, pola zdobytych trofeów czy po prostu wyznaczone miejsca na karty. Tych ostatnich są 3 rodzaje: karty czarów zwiększające moc gracza podczas bitwy na ciasta, karty zadań stawianych przed graczami i karty wzmocnień, występujące w 2 rodzajach, a modyfikujących panel gracza. Mnogość elementów jest imponująca, tak samo jak ich czytelność i dobra jakość wykonania. W rozgrywce w 2-6 osób nie wykorzystuje się jedynie specjalnej talii kart przeznaczonej do rozgrywki solo, tak więc wszystkie elementy będą musiały znaleźć miejsce na stole. Najbardziej epickim elementem są figurki zwierząt, występujące po 2 sztuki w 7 rodzajach. Wielkie, śliczne, solidne, aż proszące się o pomalowanie. Co ciekawe, w pudełku znajduje się wkładka opowiadająca o każdym rodzaju magicznego zwierzątka i nawet proponująca sposób pomalowania poszczególnych figurek.

Czas na wielki turniej

W turnieju zwycięzca może być tylko jeden. Czasem jednak się zdarza, że zwycięstwem trzeba się podzielić. Najważniejsze, byś zdobył 4 trofea w różnych konkurencjach. Nie we wszystkim jesteś wyśmienity, ale zawsze masz wybór. 8 rożnych konkurencji to naprawdę sporo. Wiadomo, że nie wszystko przewidzisz, nie wszystko zaplanujesz, bo los płata figle, bo ktoś okazuje się szybszy, sprytniejszy, bystrzejszy. Mimo tego, jak co roku bawić będziesz się świetnie. A o to w sumie chodzi, choć w głowie kołata marzenie o zwycięstwie.

Zasady działania są proste, sam jednak wybierasz co w swojej turze zrobisz. Możesz wybrać 1 akcję z trzech możliwych, pamiętając, że w następnej turze będziesz musiał wykonać inną akcję. Och, krok po kroku musisz planować, wybiegać myślą choćby o 2 tury do przodu. Oczywiście, wszystko co robisz podporządkowujesz wymyślonym przez siebie celom: dostarczenie jabłek lub klejnotów do zamku, zdobycie odpowiedniego poziomu na torze przyjaźni lub ciast, wygranie pierwszej bitwy na ciasta, zdobycie określonej liczby kart wzmocnień, czarów czy wykonanie określonej liczby zadań. Możesz skorzystać z następujących akcji:

  1. Ruch. Poruszasz się po planszy twoimi figurkami niezależnie od siebie. Każdą wykonujesz sekwencję ruchów. Możesz więc przesunąć się o 1-2 pola, możesz też wziąć ze sobą przedmioty znajdujące się na polu z jakiego ruszasz i przejść o 1 pole w wybranym kierunku. Ta akcja pozwala ci na wiele: przemieścić figurki zwierzątek, przenieść coś, dostarczyć określone dobra do zamku, skorzystać z portalu, a nawet odbyć bitwę na ciasta z przeciwnikiem.
  2. Dostarczenie. To banalnie prosta akcja. Wybierasz 1 z dwóch możliwych układów kości, zależnie od tego czy chcesz na pole gry wprowadzić więcej jabłek czy klejnotów. Turlasz 4 kośćmi i umieszczasz zasoby na polach wskazanych przez wynik rzutu. Te zasoby są bardzo potrzebne do zwycięstwa – są celem i środkiem płatniczym, a więc mocno pożądane, o nie nawet możesz toczyć bitwy.
  3. Tworzenie. To akcja, w której będziesz wydawał zasoby zgromadzone na polach zajmowanych przez twoje figurki. Możesz w zamian zyskać ciasta, karty czarów, karty wzmocnień, a nawet zwiększyć poziom przyjaźni. W tej akcji właśnie wydajesz zasoby (ściągasz je z planszy do puli ogólnej).

Poszczególne akcje obfitują w szereg dodatkowych drobnych zasad, których nie sposób przytoczyć w recenzji. Najważniejsze jednak, byś znał ogólny zarys mechaniki, byś zobaczył, że dasz radę zagrać ze swoimi dzieciakami, mimo, że kojarzysz złożony pierwowzór tej gry, czyli Scythe.

Przesiadka na autokucyka

Zdarza ci się czasem nie mieć chętnych do grania? Na pewno i to nie raz. W takiej sytuacji możesz zagrać w tryb solo. Wierz mi, nie oprzesz się urokowi tych cudownych figurek. Podobnie twoje dziecko, które też może samodzielnie pograć. Tryb autokucyka, bo tak właśnie zwie się wersja solo z My little Scythe, może nie jest tak atrakcyjny jak rozgrywki w kilka osób, ale bardzo przyjemny.

W rozgrywce używasz wszystkich elementów znanych już ci z wersji wieloosobowej, ale również wprowadzasz nowy element czyli talię kart sterującą działanie wirtualnego gracza. Rozgrywkę toczysz podobnie do trybu 2-osobowego czyli grasz na zmianę: raz ty, raz autokucyk, a także wybierasz 2 z 5 możliwych poziomów trudności. Ty działasz zgodnie z podstawowymi zasadami, zaś akcje wykonywane przez autokucyka określa dobrana w jego turze karta. Sposób działania wirtualnego przeciwnika można przedstawić poniższym schematem:

Najpierw sprawdź trofea – jeśli pionki wirtualnego gracza mogą zdobyć trofeum, to odpowiednie znaczniki odkłada się do puli głównej, a na torze trofeów umieszcza się znacznik. Turę rozpoczyna żywy gracz.

Jeśli autokucyk nie zdobywa trofeum to należy odsłonić kartę ze stosu autokucyka i wykonać przedstawione na niej akcje, wśród których znajdują się:

  1. Dodawanie ciasta – przesuń znacznik na odpowiednim torze.
  2. Poszukiwania – umieść znaczniki zasobów na wskazanych polach.
  3. Ruch – przesuń oba pionki wirtualnego gracza zgodnie z zapisem na karcie.

Po wykonaniu tych akcji turę rozpoczyna żywy gracz.

Najbardziej złożonym elementem jest ruch i to on na początku przysporzy ci trochę kłopotu. Musisz się dobrze wczytać w zasady kolejności ruchu poszczególnych pionków. Będziesz przy tym musiał kierować się zasadą kolejności alfabetycznej wskazanych kierunków i dopasować je do określonych pionków. Będziesz też musiał wybierać optymalne dla pionków kierunki czyli zawsze takie, które przyniosą mu najwięcej zasobów (zasoby zbierane są nawet z pól, przez które pionek przechodzi). Karta wskazuje nie tylko kierunek ruchu, ale również liczbę pól, która może zostać zmniejszona tylko ze względu na krawędź planszy, zamek lub pionek zwykłego gracza (pod warunkiem, że autokucyk ma mniej niż 3 ciasta wskazane na torze na planszy). Autokucyk może uczestniczyć w bitwach na ciasta, jednak jego siłę określa sekcja na odsłoniętej na tę okazję karty autokucyka.

I jeszcze więcej atrakcji

W My little Scythe znajdziesz również wariant drużynowy. W tym wariancie tworzysz drużynę 2-3 graczy przeciwko 2-3 autokucykom. Wprowadzono tu kilka obostrzeń dotyczących zdobywania punktów przyjaźni, opłat zasobami, wchodzenia na pola członków własnej drużyny czy używania kart autokucyków. Gra kończy się gdy któraś drużyna zdobędzie wszystkie swoje trofea.

Genialnym pomysłem jest załączenie do gry karty osiągnięć. Nawet nie przypuszczałam jak wielkie ma ona znaczenie dla dzieci. Można na niej zanotować zwycięzcę w danym miesiącu, przy określonej liczbie graczy, w określonym wieku (dobrze, że jest nawet miejsce dla graczy 60+), grających określonym królestwem, z określonymi trofeami lub bez nich, a również wyniki z rozgrywek z autokucykiem. Notowanie wyników ma taki sam skutek jak wyniki zapisywane w grach komputerowych – dzieci chcą poprawić swoje wyniki i to jest dodatkowa (bo gra broni się doskonale mechaniką i wykonaniem) motywacja do rozgrywek w My little Scythe.

Poza tym, w wyprasce na figurki są 2 wolne miejsca. Czyżby szykował się dodatek?

My little, lovely and longed-for game

Niestety, po niedawnych rozgrywkach jest mi bardzo smutno. Bo grę miałam u siebie tylko przez chwilę i już wędruje do wydawcy. Bo musiałam córce wytłumaczyć, że teraz czas, by ktoś inny jeszcze zagrał, a my do gry wrócimy jak tylko pojawi się na półkach sklepowych. Bo koleżanki córki dopytują się o kolejną rozgrywkę, a tu niestety trzeba czekać cierpliwie do października. Te pytania sugerują tylko jedno – gra bardzo się spodobała. Zresztą nie tylko dzieciom, bo my rodzice też z przyjemnością graliśmy.

Atrakcyjność wizualna to ogromny atut tej gry. Zdaję sobie sprawę, że wiele dzieciaków będzie chciało mieć tę grę z powodu figurek. Jednak dla mnie dorosłego są też inne ważne pytania – czy każdy rodzic sobie poradzi z zasadami, jak działa mechanika, czy losowość nie dominuje i jak się gra skaluje?

Instrukcję podsumuję dla 2 grup graczy. Jeśli jesteś graczem z doświadczeniem, to wszystko będzie dla ciebie jasne. W dodatku, jeśli grałeś w Scythe – grę dla geeków, to znajdziesz tu tak wiele analogii, że zasady podstawowe łykniesz podczas 1-krotnego czytania. Jeśli jesteś graczem niedoświadczonym, to musisz się przygotować na przeczytanie kilku stron zasad, w których każde zdanie ma znaczenie. To już nie są zasady, jakie pewnie znasz z typowych gier rodzinnych. Myślę, że będą one dla ciebie wyzwaniem, ale nie zrażaj się ilością tekstu. Przy pierwszej rozgrywce zajrzyj bez wstydu do instrukcji, gdy tylko będziesz miał wątpliwości, wszystko szybko znajdziesz dzięki podziałowi tekstu na sekcje. Jak już przebrniesz przez zasady, to stwierdzisz, że instrukcja do My little Scythe tylko nastraszyła, bowiem w rzeczywistości rozgrywka jest bardzo prosta. Jest też inne rozwiązanie – zaproś znajomego geeka, by nauczył cię grać, albo szukaj w sieci odpowiedniego filmu z zasadami. Owszem, ja też miałam trochę wątpliwości do zasad, część z nich rozwiała się w trakcie rozgrywki, część okazała się być wyjaśniona w instrukcji, a drobnostki wyjaśnili mi chłopcy z Phalanx, dzielnie odpisujący na moje maile. Podsumowując, brakuje mi po prostu większej liczby przykładów – niestety oryginał anglojęzyczny jest równie ubogi, co polskie tłumaczenie.

Pod względem mechanicznym jest tu kilka znanych elementów. Po pierwsze, grid movement, czyli po prostu poruszanie się po polu gry, w tym przypadku zbudowanym z heksów. Sześciokątne pole daje do wyboru sporo kierunków, choć wybór gracza opiera się przede wszystkim na dostępności zasobów na polach. Na początku gry zasoby znajdują się na 3 polach przed figurkami graczy, z czasem przybywa ich,  a także zmieniają swoje położenie, gdy gracz korzysta z akcji ruch z przeniesieniem zasobów (pick-up and deliver). Gracz może wędrować przez pola puste, z zasobami, a nawet wejść w interakcję z przeciwnikiem, próbując mu odebrać posiadane zasoby. Z zajęciem jakiegokolwiek obszaru przy pomocy figurki wiąże się również inna mechanika zwana area control, czyli kontrola obszaru. Przynależność danego fragmentu pola jest co prawda chwilowa, ale ładnie zarysowuje ten rodzaj mechaniki. Te drobne mechaniki są ładnie ze sobą powiązane i łatwe do zrozumienia już dla starszych dzieciaków.

Losowość w tej grze wiąże się z dystrybucją zasobów, zgodną z wynikami rzutu kośćmi. Pamiętaj, że to gra dla dzieci, więc ta losowość musi być. Tata bądź mama geek obruszy się na taki sposób wzbogacania pola gry w zasoby, zaś dla dzieciaków jest to atrakcyjne i emocjonujące. Uda się dołożyć samemu sobie zasoby, a może jakiemuś przeciwnikowi w zamian za punkty przyjaźni? Kości to napięcie, oczekiwania, radość lub rozczarowania. A jak już przestaną się turlać, to dziecko musi zadecydować na jakie pole ze wskazanego rodzaju dołożyć zasób. Patrząc na dzieciaki zgromadzone przy stole okazało się, ze podejmowanie decyzji wcale takie proste nie jest. Ty jako dorosły musisz pogodzić się z tą odrobiną losowości i cieszyć z tego co ci daje.

Na pewno chcesz wiedzieć w ile najlepiej grać osób. Im więcej, tym lepiej. Z prostej przyczyny – już 3 osoby zapewniają ciekawą interakcję. W 4 i 5 grało mi się świetnie (w 6 osób już nie udało mi się zagrać). A co z rozgrywką w 2 osoby? To bardzo pokojowy układ z wyścigiem o trofea, bez większej interakcji między graczami. Bitwa na ciasta należała do rzadkości. W grze solo jest więcej interakcji wynikającej z narzuconego kartami ruchu. Jednak nie przekreślaj wersji 2-osobowej. Z dzieckiem rozegrasz satysfakcjonujące rozgrywki, takie oczywiście na początek, by nauczyć się grać. Potem zaproś do stołu rówieśników twojego dziecka, rodzinę czy sąsiadów. Gra wywoła u was rumieńce. Mimo, że to w założeniu gra dla dzieci i rodzin. Rumiane rzesze graczy sprawiły również, że rok temu My little Scythe zwyciężyło w kategorii Golden Geek Best Print & Play Board Game.

Gra działa bardzo dobrze i co ważne, bardzo zainteresuje i usatysfakcjonuje dorosłą część graczy. Ja polecam z całego serca.

 

Link BGG

Grę zamówicie w sklepie www.planszomania.pl