Obcym gier nie pożyczam

Lubię grać. Lubię nosić gry na zajęcia z obcymi ludźmi. Lubię tłumaczyć zasady i patrzeć jak rozgrywki sprawiają ludziom radość. Jednak jest coś czego nie lubię. Tego w jakim stanie wracają niektóre moje gry. Moje ukochane pudła. Moje wypielęgnowane gry, których nigdy nikt z domowników czy przyjaciół nie zniszczył. Nawet mam zaufanie do mojej 4,5 latki, która, choć ćwiczyła ząbki na kartonikach z gry Rodzinki Granny, nigdy nic nie zniszczyła. Zaś obcy…

Obcy potrafią wywołać we mnie strach. Obcy, którzy nie mają bladego pojęcia ile takie cacka kosztują. Obcy uważający, że im się wszystko należy i nie wiedzą co to poszanowanie cudzej własności. Nie wszyscy, ale w każdej grupie znajdą się tacy straszni obcy, nawet straszni znajomi. Skończyłam pożyczanie gier, gdy wróciło do mnie kilka rozerwanych pudeł, elementy nosiły ślady … zębów, a instrukcje czy inne elementy tajemniczo znikały. Przyznać się do zniszczeń? Powiedzieć, że coś zgubiłem? To bardzo trudne. Lepiej wcisnąć, że przecież nie było polskiej instrukcji, to nie my zniszczyliśmy itd. Zaufanie zniszczyli dorośli.

Na zajęciach z obcymi dziećmi strach ma inny wymiar. Jestem nastawiona psychicznie na to, że gry moje i mojego dziecka będą miały sporo „wypadków”. Gdy dzieci grają z rodzicami, wypadków jest mniej. Gdy do gry siadają dzieci bez nadzoru, już 7 latki – bywa różnie. Największe nieszczęście spada w tej grupie na karty. To, że są miętoszone przez nerwowe dłonie, jest rzeczą normalną, ale za nic nie mogę zrozumieć zamiłowania wszelkich ust do papieru. Przykładanie do ust, całowanie, obślinianie to jeszcze nic z momentem gdy trafiają do buzi. Tak, dzieci z pasją obgryzają karty. Jak człowiek nie zdąży, to trafiają w jego ręce rozmamłane kawałki papieru. Dobra, wiem, że dzieci lubią papier, choć im zawsze powtarzam „Wierzcie mi, papier nie jest smaczny”. Z tym też się liczę i ze spokojem podchodzę do problemu.

Jednak jest coś co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Karty w rękach dzieci, nawet tych powyżej 10 lat, które są łamane, składane a nawet rzucane we współgraczy. Niestety nie mam oczu dookoła głowy i często takie sytuacje zauważam zbyt późno. Targa mnie, tak jak po dzisiejszych zajęciach z dziećmi. Gdy sama dbam o gry, tego wymagam od innych. Niech noszą ślady użytkowania, ale niech gracze nie pastwią się nad grami.

Obcym już gier nie pożyczam.

0 Udostępnień