Słowostworki

Przed nową grą Filipa i Alicji Miłuńskich muszę Was ostrzec. Wciąga, jest zabawna, szybka, emocjonująca, w dodatku na tyle prosta, że już ze znającymi literki dziećmi można rozegrać świetne partyjki. Mowa oczywiście o SłowoStworkach będących kolejnym tytułem w serii wydawniczej Egmontu „dobra gra w dobrej cenie”.

Jest to uproszczona wersja SłowoStworów Filipa Miłuńskiego, nawiązująca do znanej z mojego dzieciństwa gry „Państwa, miasta, rzeki…”. Gry, którą bardzo lubię za lekkość rozgrywki, przy jednoczesnym wysiłku umysłowym. Gry poprawiającej humor i podnoszącej ciśnienie. SłowoStworki dostarczyły mi takich samych emocji, choć reguły są znacznie uproszczone, a w pudełku znajdziemy niewiele elementów. Do dobrej zabawy wystarczy zaledwie talia kart i stosik żetonów z punktami. Są 2 rodzaje kart: z literami alfabetu i jokerem, wszystkimi znanymi z pierwotnej wersji; oraz karty kategorii, które zastąpiły wielkie kości ze SłowoStworów.

Przebieg rozgrywki jest bardzo prosty. Gracze losują po 3 karty kategorii, po czym odrzucają 1. Pierwszy gracz wykłada swoją kartę kategorii, a następnie losowo dobiera kartę z literą. Gracze muszą jak najszybciej znaleźć słowo zaczynające się na daną literę i pasujące do kategorii. Funkcję klepsydry odmierzającej czas pełni gracz, który jako pierwszy poda właściwe słowo. Dana kategoria rozgrywana jest tyle partii ilu jest graczy. Przy wymyślaniu słów trzeba pamiętać również o zasadach, że nie wolno użyć słowa pokazanego na karcie, oraz, że wymyślone słowa nie mogą się powtarzać.

Gra nie jest wierną kopią SłowoStworów. Po pierwsze, prócz znanych kategorii są też i nowe: coś w pobliżu; coś, co można zjeść; coś, co można włożyć; coś, co można powiesić. Są też karty z pustymi chmurkami, w których można wpisać własne kategorie. Lubię gdy gra pozwala na tworzenie własnych elementów, z czym spotkałam się jak do tej pory tylko w grach kooperacyjnych Jima Deacove. Wspominając kategorie przypomniało mi się jeszcze jedno ostrzeżenie – do stołu nie należy zapraszać osób  zdemoralizowanych, żeby nie sprowadzały Waszych dzieci na niewłaściwe ścieżki. W jednej z partyjek pojawiła się najzwyklejsza kombinacja (na zdjęciu). Ktoś z dorosłych wymyślił gorące słowo, nastąpiła chwila konsternacji, czy dzieci nie załapały. Dzieci niestety mają uszy z gumy, więc kochani dorośli, pilnujcie słownictwa i skojarzeń – Minister Zdrowia ostrzega ;-).

Po drugie, inaczej punktowane są udzielone odpowiedzi. W grze po 1 punkcie karnym dostaje gracz, który poda niewłaściwe słowo lub poda je jako ostatni, kwestie sporne odnośnie ostatniego gracza również rozstrzyga się punktami karnymi dla spierających się. Ostatecznie wygrywa gracz z najmniejszą liczbą karnych punktów. Po trzecie, zagrać mogą już dzieciaki 6, 7 letnie znające litery. Nie myślcie jednak, że gra spodoba się tylko dzieciom. Zachwyciła wszystkich moich współgraczy, dużych i małych. Często słyszałam „kto by przypuszczał, że w małym pudełku kryje się tak dużo dobrej zabawy”.

Potwierdzam, małe a cieszy. To po prostu dobra gra w dobrej cenie.

Recenzję pierwotnie opublikowałam na www.gamesfanatic.pl