Łazienki Królewskie

W jednej z recenzji Adam Kałuża napisał: „Zrobienie dobrej gry jest trudnym zadaniem. Zrobienie dobrej gry, która w nienachalny sposób czegoś uczy, jest jeszcze trudniejsze”. Jest kilka gier na rynku o dużych walorach edukacyjnych, które są zrobione naprawdę bardzo dobrze. Nie dość, że uczą, to sama rozgrywka jest bardzo przyjemna. Mam na myśli Faunę i Faunę Junior, Pastiche, oraz najnowszą grę duetu Filip Miłuński i Marcin Krupiński – Łazienki Królewskie.

Jest to gra rodzinna opowiadająca o rozwoju kultury i sztuki za panowania króla Stanisława II Augusta Poniatowskiego. Gra o jego letniej rezydencji, zgromadzonych tam zbiorach i artystach. Gra nienachalna, sympatyczna i co najważniejsze niebanalna.

Gracze wcielają się w XVIII wiecznych twórców: Marcello Bacciarelli, Andre Le Brun, Jean Martin, których zadaniem jest zaprezentowanie królowi nowych dzieł: obrazów, rzeźb i kosztowności. Króla ciężko złapać, jeśli zaś sam król natknie się na artystę, to nie ma zmiłuj się i artysta musi gnać do swojej pracowni. Artyści rozpoczynają grę w różnych miejscach Łazienek Królewskich i do nich wracają po każdym spotkaniu z królem, zamierzonym bądź niezamierzonym. Gracze poruszają pionki artystów przy pomocy kart ruchu. Jedna karta przesuwa pionek zawsze na najbliższe pole przez nią wskazane. Są więc karty, które poruszają konkretnego artystę i takie, które pozwalają przesunąć dowolnego artystę, ale na konkretne pole. W swojej turze gracz może: wykonać dowolną liczbę ruchów, pod warunkiem, że zagrywa odpowiednie karty; poruszyć 1 lub kilkoma artystami; zdobyć karty ruchu. Konsekwencją ruchu jest: zdobycie karty dzieła przypisanego do danego artysty, jeśli ten spotka króla (a nie król jego) lub zdobycie profitów z niektórych pól na planszy, jeśli zakończy się ruch na takim polu. Raz poruszony w turze gracza artysta nie może być więcej przesuwany, ale można wykorzystać to co zdobył. Na koniec gry punktowane są dzieła zdobyte przez graczy: zdobywa się punkty za 3 rodzaje dzieł, za każde dzieło danego gatunku i kartę pierwszego gracza. W grze występują również karty dzieł zagranicznych działające jako jokery, dokładane do grup dzieł w celu podniesienia punktacji.

W pierwszej rozgrywce ruch pionów, zgodnie z siecią dróg na planszy, wydał mi się bardzo dziwny: król biega dookoła parku sterowany kością, artyści wybiegają mu naprzeciw, a potem wracają na miejsca startowe. W drugiej rozgrywce odnalazłam sens tego ruchu. Jest to gra rodzinna, która daje jednakowe szanse każdemu graczowi. Niebanalność rozgrywki polega na sporej decyzyjności i niewielkiej losowości jak na grę rodzinną i edukacyjną. Kim poruszyć i w jakiej kolejności, o ile pól, ile kart zagrać w danej turze, na jakim polu zakończyć – czy biec do króla, czy skorzystać z profitów innych pól (to wymusza na graczach również wędrówkę po trasie króla), jakie karty ruchu dobrać z banku kart? Cokolwiek się zrobi, zawsze są jakieś dobre efekty, dzięki czemu mało grające osoby nie będą się denerwowały z powodu nieumiejętności grania. W grze jest sporo szczegółów, które utrwalają się w kolejnych rozgrywkach, ale nawet gra nie do końca prawidłowa daje ogromną przyjemność.

Jak dla mnie, tematyka jest bardzo ciekawa a rozgrywka zajmująca. Do tego na końcu reguł krótko opisano postaci, dzieła i miejsca przedstawione w grze, a jednocześnie to co można znaleźć w Łazienkach Królewskich. Rodzinie gra się spodobała i myślę, że jest to dobry tytuł na wprowadzanie w świat gier. Miałam tylko 1 przypadek, że młody gracz płci męskiej rozwalił całą rozgrywkę, bo mu się gra nie podobała od samego początku, bo on nie wiedział o co chodzi, bez jakiegokolwiek starania się. Widocznie sztuka nie do każdego przemawia.

  • GRAFIKA: 5/5

    Na każdej karcie unikalne dzieła, solidna plansza, kostka dobrze turlająca się (wiele gier dla dzieci ma zbyt lekkie kości)

  • TRUDNOŚĆ: 2/5

    Dobrze napisana instrukcja, trochę szczegółów do zapamiętania

  • OCENA: 5/5

    Przyjemna gra dla starszych dzieci i rodzin, w dodatku o walorach edukacyjnych, sporo wyborów

 

 

  • lacki2000

    no tak, bezłokciową rękę pana Szymanowicza widać już z daleka. Ja tam nie wiem jak inni ale już jestem przejedzony tym stylem, no ale to flagowy artysta Egmontu.