Wspomnień czar – Phalanx Games/Los Diablos Polacos o Essen 2012

Spiel (potoczne zwany „Essen”) – pielgrzymka do Messe Essen, tzw. „najważniejsza impreza w roku”. Jej odbycie jest obowiązkiem każdego wyznawcy kultu, chyba że z powodów finansowych bądź zdrowotnych wyprawa taka jest niemożliwa. Spiel ma charakter zbiorowy i odbywa się tylko w październiku.

To był już trzeci w historii Diablosów/Phalanxów wypad na Spiel.

W 2010r., podczas pionierskiego wyjazdu, poznawaliśmy temat i promowaliśmy „Carolusa” i „Teutonów” na własnym stoisku – bez tego nie byłoby gdzie rozłożyć gier. Drugim motywem wyjazdu była chęć osobistego poznania ludzi, z którymi dotychczas mieliśmy wyłącznie mailowy kontakt. Nie udało się nam zdobyć dostatecznej ilości zamówień, by wydać „Teutonów”, ale z kolei „umacnianie bratnich więzi” zaowocowało m.in. polską edycją „Świata Dysku”, tak więc obecność na targach przyniosła oczekiwany skutek biznesowy. Do tego koszty wyjazdu zabezpieczyła sprzedaż polskiej edycji „Bożego Igrzyska” – w tym hobby jest naprawdę wielu kolekcjonerów…

W 2011 r. byliśmy na targach w wariancie ekonomicznym – tzn. bez stoiska, ponieważ nie mieliśmy żadnego tytułu do promowania. Wyjazd zakończył się pozyskaniem licencji na międzynarodowe wydanie gry „RRR”, która w zamyśle miała być tanim fillerkiem, uzupełniającym tę lukę w ofercie naszego wydawnictwa. Prace nad tym tytułem doprowadziły do wydania gry „CLASH: Jihad vs. McWorld”, z którą pojechaliśmy na Spiel 2012…

Nasza obecność na Spiel 2012 była więc ponownie działaniem pionierskim, gdyż pierwszy raz jechaliśmy na targi w zasadzie po to by… sprzedawać gotowe gry. W związku z tym duży nacisk położyliśmy na wizualne przygotowanie stoiska, tak by pasowało do tematyki „CLASH’a”. Zabezpieczyliśmy też niemieckojęzyczną obsadę – dzięki naiwności przyjaciół, którzy zgodzili się pojechać z nami na targi i tłumaczyć tam gry po niemiecku, nie wiedząc, w co się dali wrobić… Na szczęście nie odczuliśmy stresu związanego z wyjazdem, ponieważ NajlepszaWPolsceDrukarnia® zadbała o to, byśmy mieli większe problemy (druk gry w ogóle stanął pod znakiem zapytania). Ale nie daliśmy się i w 3 tygodnie udało nam się wydrukować grę gdzie indziej. Podniesieni tym na duchu ruszyliśmy nach westen jedną ze wspaniałych autostrad, która łączy nasze tereny z Niemcami już od lat 30-tych ubiegłego wieku.

Same targi to po prostu ciężka, czterodniowa praca, po której nawet nie chce się łazić po tych niekończących się halach i patrzeć kto tam inny ma aby co ciekawego. Na szczęście „CLASH” ma to do siebie, że zasady tłumaczy się w 5 minut, a gra w kolejnych 5-15. To pozwoliło nam „obsłużyć” w trakcie targów ogromną ilość ludzi, mimo, jednak niełatwej, tematyki gry (nie ma niestety nagrody „Najbardziej niepoprawna politycznie gra roku”, bo jak by była, to byśmy z pewnością ją zgarnęli). Najciekawiej grało się z muzułmanami – „I can play Jihad side! Hell yeah!”

Spiel to nie tylko sprzedaż i promocja, ale także okazja do nawiązania lub odnowienia kontaktów z „wielkimi” planszówkowego świata. Przykładowe ploteczki:

  • Martin Wallace zapowiedział, że wyda w przyszłym roku kolejnej gry z serii Świata Dysku (tym razem będzie o Wiedźmach). Oczywiście wydamy jej polską edycję.
  • Uwe Eickert zaprezentował nowy system gry solo w „Conflict of Heroes” oraz przedstawił założenia serii gier „Fight for the Colours”. Oba pomysły absolutnie miażdżą i na pewno wniosą wiele nowego do mechanik używanych w grach wojennych.

Wielokrotnie musieliśmy też wyjaśniać ludziom z „branży” jak to się stało, że jesteśmy ostatnimi ludźmi z Phalanx’a na tym Spiel (oryginalny Phalanx to 999Games, a Phalanx Germany to Spielworxx), dlatego podczas wyjazdu promowaliśmy nasz nowy/stary brand – Diablos Polacos.

Prezentując „CLASH’a” potencjalnym dystrybutorom mogliśmy dostrzec prawdziwe różnice kulturowe. Amerykanie zwracają największą uwagę na okładkę. Francuzi za to bardzo przejęli się nietypowym oznaczeniem sugerowanego wieku graczy na boku pudełka… Klimat do rozmów biznesowych tworzył nasz orientalny namiot z niskimi stolikami oraz poduszkami. Była to miła odmiana od siedzenia na standardowych krzesełkach z pewnej szwedzkiej sieci handlowej, silnie nadreprezentowanych na targach (czyżby specjalna oferta dla wydawców planszówek?).

Słabą stroną Spiel jest bardzo mała ilość wydawców gier wojennych. UGG, Spielworxx, Histogame, oraz Academy Games i Victory Point Games (na dzielonych stoiskach) to bardzo skromna reprezentacja. Mała ilość wystawców nie służyła zniżce cen, więc nawet nie było też sensu wyciągać portfela. Skusiły nas jednak, jak wszystkich, wyprzedaże w Heidelberger Spieleverlag – prawdziwy hit tegorocznych targów.

Z kolei jasną stroną targów była duża ilość polskich wystawców, wzajemne koleżeńskie relacje, pomoc i wsparcie (szczególnie Granna i Gry Leonardo – dzięki, doceniamy to). Może kiedyś uda się zorganizować „Polski Pawilon”?

Po zakończeniu targów szybko się spakowaliśmy (już wiemy dlaczego „namiot targowy” faktycznie jest „targowy” – „towar zgodny z opisem, 5/5 gwiazdek”) i od razu ruszyliśmy w podróż do domu. Mimo mgły dotarliśmy szybko i szczęśliwie, a niektórzy nawet zdążyli pójść od rana do pracy… Teraz trwa rozliczanie sprzedaży, wydatków i pisanie maili… A jak się z tym uporamy, to ogłosimy plany na 2013 r. Oj, będzie się działo!

O Essen opowiadał Michał „Ozy” Ozon

0 Udostępnień