Misja

Panie, panowie, graczki i gracze. Nie ulega wątpliwości – mamy misję. Misję nawracania ludu na nasze hobby. Mamy więc w domach kilka tytułów typu gateway, którymi karmimy świeżynki. Gry, które zawsze się sprawdzały i pochwyciły w swoje szpony większość naszych gości. A my, z triumfem wypisanym na twarzy zacieramy ręce, że misja została spełniona, rybki złapane i będziemy mieli kolejnych przyjaciół znad planszy.

Zaraz, zaraz, ale kim są ci goście? To przecież nie Kowalscy zgarnięci z ulicy. To ludzie, których skądś znamy, o jakimś już wyrobionym poziomie umiejętności wchłaniania kultury. Bo planszówki to przecież kultura! Gram z różnymi ludźmi i wiem jeszcze coś o potencjalnych graczach, o czym my Gracze, przez duże G, ciągle zapominamy. Są ludzie, jest ich naprawdę bardzo dużo, dużo więcej niż nas, ludzie, którzy nie wyjdą poza poziom gier typu Grzybobranie, Wojna, Chińczyk, Monopoly, Ryzyko. W takich przypadkach – mission failed. Po prostu jak z czytaniem książek, są tacy co czytają i tacy co znają litery, ale ich do czytania nie ciągnie. Nie i już.

Krytykować gry proste? Drwić z nich? Naśmiewać to, w co wielu ludzi gra? To tak jakby drwić z tych co nie czytają, nie chodzą do kina, teatru, tylko żyją sobie spokojnie z telenowelami czy sitcomami. Jeśli zaś już tacy przeciętni Kowalscy sięgną po jakąś prostą grę, to stają się grupą docelową. Dla nich właśnie są projektowane proste gry. Choć z ich punktu widzenia nie muszą być wcale takie proste. Najważniejsze jednak by takie gry nie były zepsute, by mechanika w nich dobrze działała, a wykonanie nie było żenująco niskie. Takich gier nie musimy się wstydzić, to dobra promocja naszego hobby.

Nie jestem wielką optymistką w nawracaniu przeciętnego Kowalskiego, zaś w doborowym towarzystwie tychże, można nawet zostać zmuszonym do apostazji. Można się załamać, gdy towarzystwo nie potrafi samodzielnie przebrnąć przez instrukcje gier typu Hobbit M.Wallace’a (wyd.Egmont), kilku prościutkich nowości z FoxGames, czy innych równie prostych gier. Można się załamać, gdy tłumaczenie reguł i pokaz gry niewiele daje.

Rzeki kijem się nie zawróci, więc o prostych grach też trzeba dobrze mówić. Takich ciut ciekawszych niż Wojna i Grzybobranie. Może dzięki nim jakiś Kowalski nawróci się?

0 Udostępnień