Splendor

Splendor jest najlepszą prostą grą rodzinną w jaką grałam w ostatnim roku. Przekonałam się o tym nie po lekturze instrukcji, ani pierwszej rozgrywce, ale dzięki temu co się działo później. Nie do końca potrafię sprecyzować na czym polega fenomen tej gry, co w niej tak uwodzi, ale podzielę się tym co zauważyłam.

Po pierwszej grze…

Po pierwszej rozgrywce, po pytaniu w co gramy, zapadła cisza. Wiecie, to nie problem znaleźć u mnie kolejny tytuł do pogrania. W końcu regał jest maksymalnie (według niektórych ekstremalnie) upchany planszówkami. Po chwili ktoś szepnął: Splendor. Zagraliśmy. Znów i znów. Całe jedno spotkanie planszówkowe upłynęło pod znakiem tej gry. Od tego spotkania Splendor stał się obowiązkową pozycją – dla nowicjuszy i dla bardziej doświadczonych graczy. O Splendor proszą wszyscy planszówkowi goście, a ja sama nigdy nie mam jej dość. Po każdej grze mam te same pozytywne odczucia: dobrze spędzonego czasu, nasycenia i jednocześnie chęci na kolejną rozgrywkę. Krótko mówiąc – wywołuje radość.

Sukces ma wielu ojców…

Splendor wcale nie wygląda na to czym jest. W Splendor trzeba zagrać, by zrozumieć jak wiele małych i prostych elementów wpływa na odbiór gry jako całości. Elementy niby są znane z innych gier, ale tu tworzą świetnie wyważoną mieszankę. Taką ani za skromną, ani za bogatą. Po prostu w sam raz.

Tematyka sięga do ludzkich marzeń o bogactwie, tu wyrażonym poprzez złoto i klejnoty. W grze wydobywamy kamienie szlachetne, transportujemy je i obrabiamy, zdobywamy też trochę złota. Właściwie, dzieje się to w teorii, bo akcje te widzimy tylko na grafikach kart, a nie poprzez elementy mechaniki. W niczym to jednak nie przeszkadza. Piękna oprawa graficzna i duże, ciężkie żetony kamieni szlachetnych budują klimat – gra nim nie ocieka, ale zastosowany klimatyczny minimalizm ma swój urok. Bardzo ważnym elementem są wspomniane przeze mnie żetony. Działają nie tylko na zmysł wzroku (okrągłe żetony kojarzące się z monetami, oraz cieszące oko grafiki przedstawiające kamienie szlachetne), ale uruchamiają zmysł słuchu (wydają przyjemny stukający dźwięk przy układaniu) i zmysł dotyku (poprzez swoją ciężkość). Odbieranie gry planszowej wieloma zmysłami, w dodatku o przyjemnie kojarzącym się zabarwieniu, jest dla graczy magnesem.

Pod względem mechanicznym gra nie zaskakuje żadnym nowym elementem. Przy pomocy różnych akcji zdobywamy żetony kamieni i złota, za które później kupujemy karty dające punkty zwycięstwa i bonusy. Zasady gry są bardzo proste, łatwe do zapamiętania, co ma duże znaczenie dla początkujących, ale nie w tym tkwi siła gry. Istotą są karty: jest ich dużo, są różnorodne (różne wartości punktowe, różny koszt zakupu, różne bonusy), zdobycie ich daje 2 nagrody – na koniec gry w postaci punktów zwycięstwa i w trakcie całej rozgrywki obniżając, poprzez bonusy, koszt zakupu kolejnych kart. Korzyścią posiadania określonych bonusów jest również zdobycie punktowanych płytek arystokratów. Na zdobywanie zasobów nałożone są pewne ograniczenia (maksymalna liczna żetonów to 10, maksymalna liczba zarezerwowanych kart to 3), które zmuszają do wykonywania pewnych działań, ale nie dając przy tym poczucia niemożności realizacji planu. Wszystko jest w tej grze świetnie wyważone i przeliczone.

Gra toczy się do zdobycia przez jednego z graczy 15 punktów zwycięstwa. Pierwsza myśl, jest taka: „Jak to? Już koniec?”. Na koniec gry chciałoby się dalej walczyć o punkty. Te 15 punktów jest również dobrze przemyślane – ani to za mało (trzeba było się napracować, by je zdobyć), ani za dużo (gracze pozostają nienasyceni, ale zadowoleni i chętni na kolejną rozgrywkę). Przekłada się to również na krótki, ale intensywny czas gry (około 30 minut).

Ten limit punktów ma duże znaczenie dla całej rozgrywki. Wymusza na graczach dobrze przemyślane działania. Nie da się kupować byle czego, bo konkurencja jest tuż, tuż. Trzeba mocno kombinować i przeliczać, czego efektem jest zdobywanie żetonów pod konkretne karty, te zaś często pod konkretnego arystokratę (w końcu daje 3 dodatkowe punkty). Gracze uczestniczą tak naprawdę w wyścigu o wszystko. Kart jest bardzo dużo, żetony są w ciągłym ruchu, ale konkurencja nie śpi, czasem nawet blokuje nasze zamiary przytrzymując określone żetony kamieni. Rozgrywka jest dynamiczna i pełna napięcia. Nie ważne w ile osób się gra, jest tyle samo emocji i taka sama jakość.

Wrażenia

Splendor ma w sobie wszystko to, czego oczekuję od gry: proste zasady, dużą regrywalność, napięcie, krótki czas gry, sprawnie funkcjonującą mechanikę, solidne i estetyczne wykonanie. Ciągle pozostawia po sobie pozytywne emocje. To tytuł z kategorii must have dla każdego gracza, czy to niedzielnego, czy zaawansowanego.

Takie obrazy mogłyby wisieć u mnie na ścianie (grafiki pochodzą ze strony wydawcy):

 

9 Udostępnień