Tydzień z Egmontem: Ganges

Rocznie przez Ganges przepływają zwłoki i prochy dziesiątek tysięcy Hindusów. Znajdziecie w niej zwierzęta, śmieci, ścieki czy toksyczne odpady z fabryk. Mimo tego, bakterie giną tu 3 razy szybciej niż w innych wodach, a poziom tlenu jest 25 razy wyższy niż w innych rzekach. Hindusi kąpią się w niej, piją ją, używają do gotowania i nie chorują. To rzeka życia. Choć w prawdziwym Gangesie nie miałabym odwagi się zanurzyć, to z przyjemnością zanurzyłam się w ten z gry planszowej.

#1

Gra przenosi nas do XVII w. do Imperium Mogolskiego. Do czasów kiedy to imperium było w okresie rozkwitu terytorialnego, społecznego i kulturowego. Z tego okresu pochodzi bogate dziedzictwo poezji, malarstwa czy architektury. Odwołania do tejże kultury znajdziemy w elementach gry, co jest szczególnie widoczne na bardzo kolorowej i pełnej szczegółów planszy. Również na samym końcu instrukcji znajdziecie Leksykon mogolski – kilka ciekawostek dotyczących postaci i najbardziej charakterystycznych symboli, dodatkowo wprowadzających graczy w  tematykę gry. Atrakcyjna tematyka, piękna oprawa graficzna i solidność elementów to pierwszy atut tej gry.

#2

Rozgrywkę toczy się w 2 miejscach: na wspólnej planszy i na planszach prowincji graczy. Te miejsca, odpowiednio wykorzystane, przynoszą graczom 2 rodzaje punktów zwycięstwa. To mechaniczna nowość, która się podoba za klarowność zasad punktacji, właściwe działanie, sprytne wyznaczanie końca gry i ustalanie zwycięzcy. Do oznaczania punktów zwycięstwa służą 2 tory, z wartościami liczbowymi wzrastającymi w przeciwnych kierunkach. Znaczniki obu punktacji któregoś z graczy w pewnym momencie gry spotkają się lub miną i właśnie to moment zakończenia gry. Długość rozgrywki zależy więc od graczy, od tego co i w jakim tempie będą rozwijać. Kolejna ciekawostka mechaniczna torów punktacji – na torze wpływów wartości tylko wzrastają w miarę upływu czasu, na torze pieniędzy przyrost nie jest oczywisty, bowiem w grze trzeba te pieniądze również wydawać, a w związku z tym znacznik idzie do przodu lub cofa się. Punkty z obu torów zdobywa się z trudem. Dodatkowo, na obu torach znajdują się pola, które w miarę upływu czasu zostają odblokowane, dając graczom bonusy usprawniające rozgrywkę. Zdobywanie punktów jest już nie tylko konsekwencją, ale również fragmentem mechaniki. To innowacyjne podejście jest drugim atutem Gangesu.

#3

Patrząc na samą planszę, przy pierwszym poznaniu, przytłacza liczba szczegółów. Są one konieczne i nie chodzi o to, by to było dzieło sztuki, ale świetnie zagospodarowana płaszczyzna, już samym wyglądem podkreślająca mnogość opcji jakie stoją przed graczami. Zamiast setki kart i kolejnej setki żetonów gracze wszystko jak na dłoni znajdą na środku stołu. To właśnie tu dzieje się większa część akcji, to tu gracze wysyłają swoich pracowników, aby móc korzystać z przygotowanych dla nich dobrodziejstw. No właśnie, główna mechanika gry to najzwyklejszy worker placement. W swojej turze gracz po prostu ustawia swój pionek na wybranym polu i wykonuje przypisaną do niego akcję. Ta mechanika jest bardzo prosta i bardzo lubiana przez graczy, zaczynając od tych początkujących, aż po doświadczonych. Prostota mechaniczna to trzeci atut.

#4

Drugą mechaniką zastosowaną w grze jest dice rolling. W grze znajduje się mnóstwo kości, które są walutą. Obrót kośćmi jest ogromny – w sensie mechanicznym i ekonomicznym. Bez kości o określonych wartościach lub określonym kolorze nic nie da się zrobić. To dobro niezbędne. Kości kojarzą się niezmiennie z losowością. W końcu od gracza nie zależy co mu wypadnie po rzucie. Gdyby w istocie gra opierała się na tym losie, to świat graczy nie pisałby peanów na cześć Gangesu. Musi więc być jakiś twist w mechanice, który ujarzmia losowość. Tak dochodzimy do czwartego atutu czyli zarządzania kośćmi. Gracz decyduje o tym jaki kolor kości dobierze, jak je pozamienia w specjalnych akcjach, czy je przerzuci, czy skorzysta z akcji obrotu na przeciwległą ściankę, a w końcu jak je będzie dystrybuował. Losowe wyniki rzutu są, non stop, ale w grze tak wiele można z kośćmi lub ich wynikami zrobić, że ta losowość nie doskwiera. Nie mówię, że jej nie ma, są momenty w grze, że boli wynik rzutu, że gracz musi zrezygnować z wymarzonej akcji, na rzecz innej. Na ten ból sama często reaguję wybierając akcje, które pozwalają mi dostać nowe kości, rzucić nimi i mieć nadzieję, że będzie lepiej. Mimo wszystko, ta losowość jest akceptowalna i sprzyja regrywalności tytułu. Nadaje grze łagodny charakter, zapraszając do siebie nawet doświadczonych graczy rodzinnych.

#5

W grze od samego początku dostępna jest bardzo duża liczba akcji. Dla zaawansowanych graczy to nic wielkiego, ale już średniozaawansowany gracz będzie na początku odczuwał przytłoczenie. No dobra, jak już się wprosiłem do grania, to trzeba wziąć byka za rogi i ogarnąć pole gry. Z mechaniką prostą jak cep i drobnym wsparciem w sprawie wyjaśnienia symboli akcji (instrukcja, współgracze), już w 3 turze gracz zaczyna być dumny, że się nie poddał. Nie potrzeba wiele czasu do poznania wszystkich elementów planszy. Symbole moża wyjaśniać na bieżąco i działa to bardzo dobrze. Dla poznania gry lepiej też grać w 2 osoby, bo nie ma zbyt dużej presji, nie odczuwa się ciasnoty na planszy, co daje duży komfort psychiczny. Piątym atutem jest więc pozorne przytłoczenie wielością akcji i szybko pojawiająca się satysfakcja ze świadomego poruszania się po planszy.

#6

Świadomość sprowadza się do celu gry, czyli zdobywania 2 rodzajów punktów zwycięstwa. Gdy gracz chce wysłać pracownika na jakieś pole planszy, to swój wybór opiera właśnie o chęć zdobycia punktów. Która akcja przyniesie mi sławę, a która pieniądze? Czy tego pola nikt jeszcze nie zajął? Czy mam odpowiednie kości, by tę akcję wykonać? O, nie spełniam warunków pola, muszę najpierw zdobyć kość. W Gangesie nie ma jednej metody zdobywania punktów, opcji jest wiele. Na początku gry każdy posiada tylko 3 pionki, oznacza to tylko 3 akcje w rundzie. Mało, a chciałoby się więcej. Gra daje możliwość powiększenia puli pionków. Nie jest to łatwe i oczywiste, trzeba się trochę natrudzić i nakombinować, by zdobyć 2 dodatkowe pionki. Co więcej, gracz podejmuje decyzję skąd te pionki zdobyć, wybierając między trzema miejscami: torem pieniędzy, torem sławy i mostem na rzece. Te dwa pierwsze wydają się oczywiste, dla mnie są najbezpieczniejsze, ten trzeci – jeśli zbyt szybko popłynę po rzece dla tego 1 pionka, to stracę bardzo ciekawe i przydatne bonusy. W rundzie gracz chciałby zrobić dużo, ale nie może, ograniczony liczbą pionków, ale też liczbą posiadanych kości. Skrzydła rozwija się przy czwartym pionku, przy piątym leci się z dużą pewnością siebie. Nie można też dopuścić do różnicy w liczbie pionków – każdy dodatkowy ruch to przewaga. Początkowe ograniczenie liczby ruchów, perspektywa polepszenia sytuacji i uczucie ulgi niesie dużo pozytywnych emocji, to właśnie szósty atut.

#7

Siódmym atutem jest pomysł na plansze prowincji. To coś, co daje graczowi poczucie własności, poletka, na które nikt się nie wepcha i które samodzielnie będzie się rozbudowywać. Ta plansza jest źródłem dochodu w postaci pieniędzy i punktów prestiżu, ale daje też kości. Prowincję rozbudowuje się dzięki akcji w kamieniołomie na planszy. Rozbudowa jest kosztowna, ale zyski są też imponujące. Gracze zdobywają kafelki z drogami, przy których znajdują się budynki i targi generujące oba rodzaje PZ. Drogi zaś mają różny kształt: proste, skrzyżowania, rozwidlenia lub zwykły zakręt. To ważna uwaga, bowiem gracze muszą wybudować przejezdne połączenia między rezydencją, a punktami dającymi bonusy. Budowa dróg zawsze cieszy (czuję w tym klimat rodem z gry Karuba), bo jest to logiczna układanka, choć tu mocno zaplanowana i przemyślana, bez grama losowości. Ganges jest grą taktyczną, ale właśnie ta plansza daje minimalne poczucie budowy silniczka, jak na gry strategiczne przystało. Ukrywa się to w straganach, choć wspominając różne rozgrywki, większość moich graczy marginalizowało obecność straganów i rzadko korzystało z ich potencjału.

#8

Gra zapewnia wiele atrakcji. W postaci: dwustronnej planszy dopasowanej do liczby graczy, dwustronnej planszy Kali z różną liczbą miejsc na kości, dwustronnej planszy prowincji z różna liczbą i wielkością nagród. W postaci 3 wariantów. Pierwszy dopasowuje elementy gry (plansza prowincji i Kali) do umiejętności graczy. Drugi modyfikuje pola bonusów na rzece. Trzeci zwiększa liczbę pracowników, zmniejsza liczbę możliwych do zdobycia kości, rozgrywany jest na trudniejszych stronach plansz prowincji i Kali, wprowadza też specjalne żetony. Możliwość modyfikacji to ostatni prezentowany przeze mnie atut, choć pewnie znaleźć ich w tej grze można więcej.

A czy ta gra ma jakieś wady? Wszystko zależy od waszych potrzeb. Jednemu graczowi nie będzie pasować losowość rzutów kośćmi, innemu brak strategiczności, kolejnemu, że to nie jest mózgożerna gra (w opisanej wczoraj Antarktydzie naprawdę się napociłam w trakcie rozgrywek, a ta jest dla mnie lekka). Ktoś jeszcze dopowie po trzeciej partii – ależ tu nic nowego się nie dzieje. A jednak, sięgniecie do tej gry i będziecie o niej dobrze mówić, zachwalać i polecać. To jest naprawdę bardzo dobra gra średniej ciężkości. Ganges w końcu świętą rzeką jest i dla oczyszczenia trzeba zanurzyć się w niej.

 

Link BGG

Grę kupicie w sklepie www.planszomania.pl