Bang! Gra kościana

„Bang! Gra kościana” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie tylko mnie, ale wszystkie osoby, z którymi w tę grę grałam. Przeglądając serwis BoardGameGeek  nie było więc dla mnie zaskoczeniem, że zyskała dużo większą popularność niż jej, jakby nie było, świetny karciany pierwowzór „Bang!”. Przeskoczyć oryginał o 200 pozycji na liście najlepszych gier to jest naprawdę spore osiągnięcie, tym bardziej, że podobieństwo między grami jest duże.

Ta wersja opiera się na mechanizmie przerzucania kości, który pojawił się już w wielu grach. Wystarczy wspomnieć rodzimą grę CV Filipa Miłuńskiego czy Potwory w Tokio Garfielda. Kostkowo-losowe gry nie tracą na atrakcyjności, choć trzeba pamiętać, że ich siła nie opiera się tylko na kościach.

Kości są tu mechanizmem napędzającym grę, odpowiadającym za dynamikę rozgrywki i jej niepowtarzalność. Choć kojarzą się z czystą losowością, to możliwość 3 krotnego przerzucania wybranych kości, daje poczucie panowania nad losem. Siła tej gry tkwi właściwie w kilku elementach, ale oś tworzą właśnie kości. W grze jest podział na role, a każda wprowadza inny rodzaj zadania do wypełnienia. Gra osadzona jest w klimacie Dzikiego Zachodu, stąd bohaterami są szeryf, jego pomocnicy, bandyci i renegaci. Można w uproszczeniu powiedzieć, że właściwie każdemu zależy na wyeliminowaniu reszty, a przynajmniej części graczy. Stąd szeryf i jego zastępcy będą walczyli z bandytami i renegatami, i vice versa. Bardzo ciekawą rolę ma w tej grze renegat – z jednej strony walczy z władzą, z drugiej w jego interesie jest również eliminacja bandytów. Ta rola dobrze balansuje grę i jest dość ważna dla jej przebiegu. Wzbogaceniem ról są dobierane losowo karty postaci,  znacznie różniące się między sobą umiejętnościami. Postać określa wytrzymałość gracza, reprezentowaną przez liczbę kul jakie w strzelaninie można otrzymać. Określa też umiejętności specjalne, wykorzystywane przez całą grę, a dotyczące np. manipulacji wynikami rzutów lub punktami życia. Różnorodność tych kart jest kolejnym elementem zachęcającym do rozgrywek.

Celem gry jest eliminacja określonych bohaterów. Rządząca tym mechanika, to nie tylko wzajemne strzelanie do siebie, ale również atak Indian, dotykający każdego gracza. Choć strzały latają znikąd, to wprowadzają sporo napięcia i bywa, że to atak czerwonoskórych określa zwycięzców w grze. Nie raz szeryf padł w trakcie takiego ataku.

Zasady gry są bardzo proste. W swojej turze gracz rzuca 5 kośćmi i określone może przerzucić w sumie 3 razy. Na kościach znajduje się 6 symboli:

  • strzała – za każdą jaka pojawi się po rzucie gracz dobiera żeton strzały. Ten żeton pełni rolę elementu negatywnego, bo w momencie wyczerpania całej puli tych żetonów, gracze tracą tyle punktów życia, ile posiadają strzał.
  • dynamit – to jedyny symbol zamrażający kość, nie można go przerzucić. Dodatkowo wyrzucenie 3 takich symboli powoduję zakończenie tury i utratę punktu życia.
  • 1 i 2 – te symbole określają osobę, do której oddaje się po 1 strzale z rewolweru za każdy taki symbol, gracz wybiera osobę po swojej dowolnej stronie, siedzącą o 1 lub 2 miejsca dalej.
  • piwko – przywraca wybranemu graczowi 1 punkt życia.
  • gatling – symbol uzyskany na 3 kościach odbiera po 1 punkcie życia wszystkim graczom, a dodatkowo osoba rzucająca może odrzucić posiadane indiańskie strzały.

Jak widać są symbole przynoszące efekty pozytywne i negatywne. Jednak to od rzucającego gracza zależy co pozostawi, a co przerzuci i czy wykorzysta posiadaną umiejętność postaci.

Podsumowanie

Gra ma kilka cech zachęcających do grania. Prócz ciekawej mechaniki, prostych zasad, warto wspomnieć o wykonaniu elementów. Jest bardzo dobre. Klimatyczna oprawa graficzna, grube karty, wyraźne symbole na kościach, solidne żetony kul i strzał, karty pomocy, instrukcja wydrukowana na grubym papierze i wypraska utrzymująca porządek w pudełku, zachęcają bardzo do wprowadzenia tej gry do kolekcji. Zagrają w nią wszyscy – początkujący i zaawansowani gracze. Rozgrywka daje satysfakcję i wiele radości. Na dowód przytoczę humor sytuacyjny:

– Od dziś będziesz patrzył na piwo inaczej?
– Ja zawsze tak patrzę, tylko moja żona nie.
Na co żona:
– Uważaj, bo dostaniesz 3 strzały znikąd.

Gra jest krótka (15 minut), dynamiczna i z nagłymi zwrotami akcji. Emocje w grze są do samego końca. Grać należy w większym gronie. W 3 osoby w ogóle mi się nie podobało (są osobne zasady), w 4 umiarkowanie, ale powyżej 4 graczy już świetnie. Po prostu w mniejszym gronie nie ma emocji związanych z niepewnością czy strzela się do przeciwników, czy popleczników (tylko szeryf jest jawnym bohaterem, reszta ukrywa swoją tożsamość).

Polecam jako sympatyczną, lekką i klimatyczną grę imprezową.

  • Munchhausen

    Wygląda fajnie, ale przez “Potwory w Tokio” nie czuję potrzeby kupowania kolejnej turlanki (a jestem fanem westernów).

  • Grałem, gra interesująca ale to taka typowa, szybka imprezówka 🙂