Pędzące ślimaki – fotogaleria

Nikt nie przypuszczał, że znane większości graczom genialne Pędzące żółwie to zaledwie początek wyścigowej trylogii. Zeszły rok niespodziewanie przyniósł graczom Pędzące jeże, ten rok Egmont zaczął od kolejnego tytułu z serii – Pędzących ślimaków.

Cała seria ma kilka wspólnych elementów: autora gry – Reinera Knizia, autora grafik – Rolfa Vogta, tematykę – wyścigi zwierzątek, spójną oprawę graficzną i jakość elementów, wspólną grupę docelową – dzieci i rodziny (czemu wcale nie przeszkadza, by w te gry zagrał każdy).

Co w ślimaczym pudle piszczy?

Klasyczne elementy, świetnej jakości. Jest więc plansza z wydzielonymi polami w kształcie liści i grzybków, po których wędrują ślimaki. Są duże, drewniane pionki w kształcie ślimaków. Ruchem sterują kości, k6 w kolorach odpowiadających ślimakom i ze żłobionym ślimakiem na 1 ze ścianek. Są też żetony punktów o wartościach 1, 3, 5 i karty z 2 różnobarwnymi ślimakami na każdej. Całość dopełnia dobrze napisana instrukcja z wieloma przykładami, a również z wariantami gry.

Wyścig na jednej nodze

Jak na porządna grę wyścigową przystało, ktoś musi być zwycięzcą, a ktoś przegranym. W tej grze do samego końca nie wiadomo jak zakończy się wyścig. Napięcie trwa do samego końca rozgrywki. Okazuje się, że ważna jest nie tylko szybkość, wybijanie się na czoło peletonu czy też marudzenie gdzieś na jego końcu (jak na ślimaki przystało), ale też wszystko to co po drodze się dzieje. Gracze przez całą grę zdobywają punkty za:

  • zakończenie ruchu na 1 z 2 grzybków na trasie wyścigu – 1 pkt,
  • przepchnięcie ślimaka(-ów) do tyłu – po 1 pkt. za każdego,
  • za wprowadzenie ślimaka na pole mety – 1 pkt.

Na końcu gry, w chwili gdy 1 ze ślimaków dotrze do mety, punktowane są miejsca 1, 2 i ostatnie. Punkty w liczbie 5, 2, 3 (odpowiednio do wymienionych wcześniej pozycji) przyznawane są graczom, którzy mają odpowiednie ślimaki na posiadanych kartach. Karty te otrzymuje się na początku gry i trzyma w ukryciu przed innymi graczami, co dodatkowo podkręca atmosferę niepewności i podejrzliwości. Zwycięża gracz z największą liczbą punktów.

Ruch ślimaków odbywa się przy użyciu kości. Losowość jest i owszem, ale zarządzanie nią bardzo mi się podoba. W grze, bez względu na liczbę graczy, uczestniczą wszystkie ślimaki i kości im przypisane. Gracz w swojej turze rzuca kośćmi i wybiera 1 z nich. Porusza ślimaka w tym samym kolorze co kość, o liczbę pól wskazanych na jej ściance. Taką kość zachowuje dla siebie, a kolejnemu graczowi przekazuje pozostałe (czyli o 1 mniej). Liczba kości zmniejszana jest do momentu przekazania ostatniej – wtedy gracz zbiera wszystkie odłożone kości i rzuca nimi. Jeśli na kości wypadnie symbol ślimaka, gracz przesuwa pionek o 2 pola do przodu, a kość nie jest odkładana tylko przekazywana z pozostałymi. W przypadku rozgrywki zgodnie z zaproponowanym wariantem gry symbol ślimaka działa odwrotnie – ślimak jest cofany o 2 pola.

Jeśli ślimak zatrzyma się na polu, na którym znajdują się inne ślimaki, następuje przepchnięcie ich o 1 pole do tyłu. Jest to jedyny moment, kiedy żółwie nie poruszają się do przodu. Nie dość, że ważne ze strategicznego punktu widzenia, to jeszcze przynoszące punkty zwycięstwa. Na grzybkach nie ma przepychania ślimaków.

Ślimaki się nie ślimaczą

Wyścig przebiega bardzo sprawnie i jest w nim naprawdę sporo do myślenia. Zarządzanie kośćmi okazało się bardzo mocnym elementem mechaniki, a w połączeniu z koniecznością walki o punkty zwycięstwa, wyścigi ślimaków to już niebanalny tytuł. Trzeba się trochę wytężyć i pokombinować. Gra jest lekka, bardzo przyjemna i spodoba się nie tylko dzieciom czy graczom rodzinnym. Graczom zaawansowanym sprawi naprawdę wiele frajdy.

Link BGG