Ekspedycja

Gry rodzinne wciąż mnie bawią. Wciąż z błyszczącymi oczyma opowiadam o nich, rozkładam na stole i gram. Moje dziecko weszło w etap, w którym gra planszowa musi zająć cały stół. Ma być wszystkiego dużo, ma być kolorowo, ma się wiele dziać. Zaś z racji częstego zapraszania do planszy rówieśników albo dziadków, musi też być w miarę prosto i klarownie. W teraźniejsze zapotrzebowanie doskonale wpisała się gra Ekspedycja wydawnictwa Rebel.pl.

Uczta dla oczu

Jak na grę rodzinną ze stajni Queen Games przystało, wszystkiego jest dużo, jest barwnie, estetycznie i w dobrej jakości. Ogromna ilość tekturowych elementów od plansz, przez planszetki, karty, żetony, po pionki zachwyca graczy rodzinnych. Do tego sympatyczna i klimatyczna oprawa graficzna przywołuje graczy do stołu. Atrakcyjność wydania podkreślają jeszcze żłobione kości, co zostało od razu zauważone przez dzieci – „A co to? Nie ma naklejek?”. Kolejną atrakcją jest brak wielkiej planszy, którą zastąpiono 3 mniejszymi planszami: obozu, wykopalisk i wypraw, podkreślającymi różne rozmieszczenie obszarów w terenie. Można je więc ułożyć w dowolnych miejscach i w dowolnej kolejności. Dzieci zachwycone, choć roboty przy rozkładaniu jest sporo. Pionki też bardzo cieszą, bo nie dość, że każdy gracz ma inny zestaw 3 postaci, to jeszcze różnią się między sobą. Chwała, że nie tego samego kształtu i nie plastikowe. Wabik na dzieci i ich rodziców jest.

Cel ekspedycji

Pierwsza reakcja na elementy gry jest bardzo pozytywna, ale potem przychodzi myśl „Tyle elementów! To musi być bardzo skomplikowane!”. Po 1 rundzie okazuje się, że strach ma wielkie oczy. Najważniejsze by gracze wiedzieli o co walczą – o punkty zwycięstwa odnotowywane na torze punktacji i za co je dostają. Tu trzeba na chwilę się zatrzymać. Gracze otrzymują punkty w trakcie gry i na jej końcu. W trakcie gry za:

  • niektóre pola na planszach wypraw,
  • zdobycie artefaktów,
  • spełnienie warunków ze zdobytych i aktywowanych kart wyposażenia.

Na koniec gry za:

  • karty skarabeuszy, pojedyncze lub w układzie przód-tył ciała,
  • z wypełnionych zadań ze zdobytych map skarbów.

Ekspedycja

W swojej turze gracz rozmieszcza 3 swoje pionki poszukiwaczy na wybranych polach 1-3 obszarów. Może postawić tylko 1 pionek na planszy wyprawy, zaś na planszach wykopalisk i obozu dowolną ich liczbę. To forma wysyłania pracowników w celu zdobycia zasobów, jednak bez żadnej presji znanej graczom doświadczonym z gier z mechaniką worker placement. Za każdym razem dostępne zasoby są tak atrakcyjne dla gracza i jest ich taki wybór, że swoją turę zaczyna się bez specjalnego napięcia. Gra sprzyja po prostu rozgrywkom rodzin z dziećmi.

Po rozstawieniu pionków gracz jednokrotnie rzuca 4 kośćmi, a ich wyniki dopasowuje do wymagań pól, które oznaczył swoimi pionkami. Wyniki z poszczególnych kości można zmienić na korzystne dla gracza przy pomocy żetonów zegara, zdobywanych podczas gry. Zwykle graczowi brakuje odpowiedniej liczby kości a często i odpowiednich wyników rzutów, by zdobyć wszystkie żetony i karty, przy których umieścił swoje pionki. Trzeba więc dokonać wyboru, albo wspomóc się wirtualnymi kośćmi – symbolami kości znajdującymi się na wcześniej zdobytych kartach wyposażenia. Po zdobyciu elementów, gracz uzupełnia pola plansz nowymi żetonami bądź kartami dla kolejnego gracza.

Jak widzicie, mechanicznie gra jest bardzo prostym zbieraniem zestawów elementów. Jedyna trudność w rozumieniu zasad leży w powiązaniu ze sobą poszczególnych żetonów. Co trzeba do aktywacji, kiedy dostaje się bonusy, jak spełnić wymagania map skarbów? Tego gracze dopiero się nauczą po 1 rozgrywce i niestety nie jest to intuicyjne. Przez to właśnie pierwsza rozgrywka jest pełna dylematów – co zbierać, po co, kiedy użyć, jak aktywować. Dajcie więc sobie luz w tej pierwszej ekspedycji i zbierajcie co się da, a reszta przyjdzie z czasem. Najważniejsze byście pamiętali, że:

  • karty wyposażenia (zdobywane na planszy obozu) z symbolem aktywacji – aktywuje się tylko raz przy pomocy zdobytego żetonu zagadkowego artefaktu lub artefaktu i dla jasności warto go położyć na karcie (zostaje tam do końca gry);
  • mapy skarbów (zdobywane z plansz wypraw) – są realizowane przy pomocy obu rodzajów artefaktów, nawet przypisanych już do kart wyposażenia;
  • poszczególne aktywne karty wyposażenia dają bonusy TYLKO w momencie: zdobywania artefaktu z plansz wykopalisk danego rodzaju, wskazanego na karcie wyposażenia.

Wrażenia z ekspedycji

Ekspedycja jest grą typowo familijną. Nie ma w niej negatywnej interakcji, gracze nie przeszkadzają sobie, zasobów jest dużo i nie czuć wzajemnego podbierania ich sobie, jedyne współzawodnictwo widać na torze punktacji. Losowość jest bardzo duża, ale nie zwalnia to graczy z myślenia, trzeba balansować między potrzebnymi elementami punktującej układanki, podejmować proste decyzje odnośnie bieżących strat i korzyści wynikających z rozdysponowania symboli z kości, wirtualnych kości i użycia zegarów. Lekkość tej gry to również brak potrzeby analizowania ruchów przeciwników i wchodzenie w swoją turę bez większego napięcia. Mechanika jest tak pomyślana, że tury graczy przebiegają w większości przypadków błyskawicznie i gra w żadnym momencie się nie dłuży. Zbieranie jest dla dzieci i graczy rodzinnych bardzo wciągające.

Sposób zakończenia gry też jest ciekawy i w sumie zależny od graczy. Gra może zakończyć się na 3 sposoby: wyczerpie się stos kart wykopalisk na dowolnej planszy, wyczerpie się stos kart wyposażenia, zakończono trasę drugiej wyprawy (druga plansza). Ten ostatni sposób jest chyba najszybszą metodą zakończenia gry i dlatego właśnie tym elementem najłatwiej graczom manipulować: albo grają dłużej i skupiają się na spokojnym zbieraniu elementów, albo grają szybko i maksymalnie optymalizują ruchy, by uzyskać większą niż rywale liczbę punktów w krótkim czasie.

Podsumowując, Ekspedycja to pięknie wydana gra planszowa dla (niegeekowskich) rodzin ze starszymi dziećmi, gra dla ludzi lubiących kości, spokojną rozgrywkę i proste zasady.

Link BGG