Darmowe próbki

Praca recenzenta nie jest łatwa i przyjemna. Jako to? – zapytacie – Przecież granie jest najlepszym zajęciem na świecie. Wiecie, każdy medal ma dwie strony i dziś napiszę o tej drugiej.

Recenzuję mnóstwo gier dla dzieci i dzięki temu doświadczyłam kilku ciekawych sytuacji. Najczęściej spotykaną jest zdziwienie i niedowierzanie. Gdziekolwiek mówię, że testowanie gier i pisanie recenzji to moje hobby, za które nie dostaję wynagrodzenia, nikt mi nie wierzy. Ja przecież muszę zarabiać na tym wielkie pieniądze. W związku z tym, jeśli chcę pograć z obcymi dziećmi czy w szkole, czy prywatnie, spotykam się ciągle z postawą roszczeniową. Daj nam coś za to! Czasem nie mam wyboru. Deklaruję, że oddam „testerom” gry po napisaniu recenzji. Należę do osób szczodrych i dzielenie się nie jest dla mnie problemem. Zdaję sobie też sprawę, że własne dziecko rośnie, a mieszkanie za nic nie chce ulec samo-powiększeniu. Trzeba będzie kiedyś niektóre gry zamienić na coś innego. Jakby nie było, pisanie to też praca, jakieś korzyści dla mojego życia muszą być. Nawet chciałabym te gry spieniężyć. No i właśnie, kto odkupi ode mnie gry dla dzieci? I to w godziwej cenie? Sprzedać grę dla dużych dzieci (dorosłych), w dodatku na topie, jest nieporównywalnie łatwiej i nie trzeba słuchać tekstów: 20 zł to za dużo jak na grę dla dzieci albo Jak masz tyle na regale, to daj mi coś za darmo!

Są ludzie, którzy nie doceniają mojej pracy, bo jej nie znają. Z tym miałam kiedyś śmieszną sytuację. Jestem w jednej ze szkół, wchodzę do sekretariatu, przedstawiam się i pytam, czy mogę przyjść pograć z dziećmi na świetlicy. Myślałam, że będą się cieszyć, że coś ciekawego zrobię dla dzieci. Nie. Najpierw musiałam się wkupić. Po chwili namysłu sekretarka zarzuciła mnie pytaniami, czy nie mam darmowych próbek. Ależ ja nie jestem akwizytorem tylko recenzentem! Kiedyś inna sekretarka dopadła mnie przy drzwiach wyjściowych ze szkoły z pytaniem, czy nie mogłabym czegoś tak taniej załatwić, bo ona ma chrześniaka itd. O, matko! W innej szkole dostałam nawet niegasnące zaproszenie „Agnieszka, ty wiesz, że do nas możesz przyjść jak w dym”, oczywiście po zostawieniu egzemplarza testowego.

Pewni znajomi usłyszeli, że za testowanie gier w jakiejś instytucji zostawiłam gry dla dzieci. Posypały się zaproszenia, żebym i do ich dzieci przychodziła. Wiadomo o co chodziło. Od tego czasu przestałam znajomym mówić, że daną grę będę recenzować. Po prostu gramy, tak dla przyjemności, a ja bacznie obserwuję i… czasem zmieniam znajomych.

Po takich historiach, raz mi się zdarzyło, że na wstępie wydawcę poprosiłam o dodatkowy egzemplarz dla szkoły. Po wyjaśnieniu sprawy, okazało się, że moje doświadczenie z postawą roszczeniową to jeszcze nic. Skala była nieporównywalna.

Cóż, w życiu nie ma nic za darmo.

 

25 Udostępnień