Ognisty podmuch

Noc. Przeglądam pytania egzaminacyjne do Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej. Chemia i fizyka spędziły sen z powiek niejednemu kandydatowi. Mam do rozwiązania sporo zadań z kilku ostatnich lat. Tylko po co wymagana jest znajomość równania Schrödingera, opisującego czysty stan kwantowy cząstki? Ze zmęczenia zamknęłam na chwilę oczy…

Noc. Dzwoni telefon. Ratunku! Pali się! Krakowska 23! Argh! Chwilę później byliśmy wozem strażackim na miejscu. Przez szyby było widać czerwony żar, kłęby dymu wydostawały się na zewnątrz. Prawa strona domu paliła się. Trzeba było dostać się do środka. Tam na pewno ktoś jest. Ekipa weszła przez okno. Rozpoznanie. Nagle huk. Wybuch wysadził zamknięte drzwi i mnie ogłuszył…

Noc. Zaplanowałam walkę z ogniem. 4 ochotników wstąpiło do straży. Rozłożyłam planszę. Dom, kilka pomieszczeń, kilka drzwi, te w środku zamknięte. Dym, ogień, ofiary. Mieliśmy prosty schemat działania: idź, gaś, ratuj. Ostatni element był najważniejszy, w końcu chodziło o życie ludzkie a nawet zwierzęcia. Początkowo wydawało się nam, że uratowanie 7 ofiar jest bardzo proste. Trzeba było tylko dobrze zużywać 4 punkty akcji dostępne w turze każdego gracza. Pierwsza runda pokazała, że tak prosto nie jest, mimo wariantu rodzinnego. W grze za wszystko trzeba płacić: za ruch na puste lub zadymione, palące się pola; za rąbanie ścian, otwieranie lub zamykanie drzwi, gaszenie ognia, tłumienie dymu, przenoszenie ofiar. Dotarcie do ofiar nie jest więc ani szybkie, ani proste. Czasem też okazuje się, że rzekoma ofiara okazuje się fałszywym alarmem, a pożar szaleje. I to bardzo! Po turze każdego gracza następuje proces rozprzestrzeniania się płomieni. Bardzo specyficzny, bo w sposób losowy (rzuty kośćmi) ustala się miejsce pojawienia się dymu, przeradzającego się często w ogień, lub wywołującego eksplozję. Fala uderzeniowa potrafi uszkodzić ściany, wysadzić drzwi, ogłuszyć strażaków i zabić ofiary. Jest niebezpiecznie.

Moja drużyna strażacka dziarsko wkroczyła do akcji. Jednak nawet wariant rodzinny pokazał nam, że z ogniem nie ma żartów. Ogień to żywioł i trzeba nie tylko dobrze planować, ale też mieć sporo szczęścia, by wygrać. Gaszenie pożaru to również wyścig z czasem. Udało się uratować kilka osób! W trakcie wynoszenia ostatniej ofiary nastąpiła eksplozja, budynek się zawalił grzebiąc żywcem całą ekipę…

Noc. Otworzyłam oczy zlana zimnym potem. Na stole palił się tealight unosząc w powietrze olejek eukaliptusowy. Katar przyćmiewał umysł. Zasnęłam studiując zaawansowane zasady gry. Kilka zmian utrudniających rozgrywkę, kilka urozmaicających. Postanowiłam przetestować tę wersję solo. Wybrałam najtrudniejszy z 3 możliwych wariantów – Heros to dla mnie będzie pestka. Przygotowanie planszy zajęło mi sporo czasu. Najpierw rozpatrzyłam 4 eksplozje i rozmieściłam materiały niebezpieczne. Wszystko w określony sposób przy użyciu 2 kości. Potem rozmieściłam punkty zapalne, wybrałam dla siebie 2 bohaterów: Technika wizualizacji i Wszechstronnego. Tym razem czekała mnie bardzo trudna rozgrywka, pożar szalał a było tylko 2 strażaków. Mission impossible. Nie pomogło korzystanie z działka wodnego z wozu strażackiego, nie pomogło wzywanie ambulansu w odpowiednim momencie. Los był okrutny. Szybko uśmierciłam 4 ofiary i przegrałam z kretesem. Zdruzgotana poszłam spać.

Noc. Wiele nocy spędziliśmy nad planszą. Najwięcej w wariancie zaawansowanym, z różnymi modyfikacjami zasad, bo ta gra jest bardzo elastyczna. Wiele razy przegraliśmy, ale też wiele razy wygraliśmy, choć nigdy nie było łatwo. No może poza przypadkiem grania w 6 osób, ale los też był dla nas wtedy bardzo łaskawy. Paskudna ta losowość, ale w tej grze ma swój urok i sprzyja klimatowi. W końcu dym przedostaje się wszelkimi szczelinami, nigdy nie wiadomo gdzie wystrzeli płomieniami, gdzie przepełznie by niszczyć. Ta losowość jest w tej grze konieczna, choć często denerwująca. Mimo to, uważam, że wszystkie rozgrywki, nawet te przegrane były warte rozegrania. Uwielbiam w tej grze tematykę, życiową, sięgającą gdzieś w czasy dziecięcych marzeń – wielu przecież chciało zostać strażakiem. Jest to gra kooperacyjna, więc wszyscy gracze jednocześnie odczuwają tę presję czasu, poczucie obowiązku, wspólny trud, moralne dylematy, którą ofiarę poświęcić albo czy wszystko się zrobiło, by kogoś uratować. Wspólne historie, które można sobie dopowiedzieć nad planszą o bohaterstwie i ofierze, to poczucie realizmu i celowości. Nie jest to gra ideał, czasem nawet denerwuje prostotą, losowością i nawet mechaniczną powtarzalnością, ale mimo to wciąga.

Noc. Cisza i spokój. Dobieram kolejne gry na czas świąteczny, na tę kilkudniową labę wolną od obowiązków. Na listę trafił Ognisty podmuch. Chłopaki ze mną na pewno zagrają.