Dinopody

Cenię sobie gry, które można opisać takim zdaniem: „Małe a cieszy”. To gry o prostych zasadach, dynamiczne i dające mnóstwo zabawy. To gry, którymi z łatwością przyciąga się dzieci, młodzież a nawet dorosłych. Począwszy od ludzi, którzy nigdy nie grali w planszówki, a skończywszy na tych, którym granie zapełnia część życia. Dinopody wpisują się w tę kategorię doskonale.

Dinopody to gra karciana, w której celem jest pozbycie się wszystkich kart z ręki. Pozbywa się je umiejętnie blefując i wciskając je innym graczom, pozbywa się też doprowadzając gatunki do wymarcia. W grze występuje 8 gatunków zwierząt o różnej liczebności (2-9), są tu m.in. króliki długouche, gigantyczne myszy czy łosie olbrzymie. Zwierzęta dobiera się też w zależności od liczby graczy – im jest ich mniej, tym mniej gatunków.

Zasady gry są bardzo proste. Określony gracz tworzy stado (1-4 kart) wykładając zakryte karty na stół, po czym określa jaki to gatunek. Już w tym momencie zaczyna się prawdziwa zabawa. Gracz nie musi mieć w wyłożonych kartach żadnego zwierzątka z gatunku jaki obwieścił. W końcu w prehistorii lornetek nie znano i wzrok mógł mylić. Kolejny gracz albo podejmuje wyzwanie – sprawdza przeciwnika, albo dokłada kolejne zwierzęta (1-4 kart) powiększając stado. Bywa, że np. populacja mamutów gwałtownie wzrasta z 2 osobników do kilkunastu! Udany blef jest nagradzany otarciem czoła z potu i radością, że kart w ręku jest mniej, a inny gracz powiększył swoją pulę. Nieudany blef to powrót kart do właściciela, często z innymi kartami dołożonymi przez przeciwników. Rozpoczęcie każdej akcji ma poprzedzić odpowiedni okrzyk: „stado w zasięgu wzroku”, „mylisz się”, „jest ich więcej”. Trzeba też obwieścić, że dany gatunek wymarł. Okrzyki są atrakcyjną częścią gry, bo nie jeden raz mogą być upiększone dzikimi, prehistorycznymi dźwiękami.

Rozgrywkę urozmaicają karty Dinopodów, które wprowadzają sporo niepewności odnośnie końcowego wyniku. Tych kart jest 5 i każda ma unikatowe cechy zwiększające interakcję między graczami. Jeśli podczas sprawdzania przeciwnika gracz odkryje kartę Dinopoda to staje się Naczelnym Łowcą, czyli osobą wypatrującą stado, oraz wprowadza efekt danej karty. Każda z nich wskazuje kto stanie się właścicielem kart ze stosu, nawet może je dostać osoba, która właśnie odkryła Dinopoda. Bat można przez przypadek ukręcić na samego siebie. Karty te działają słabo przy grze w 2 osoby. Dodatkowy Dinopod – Tyranozaur będący kartą promocyjną – ma bardzo ciekawą właściwość. Zjadając stado uniemożliwia wymarcie niektórych gatunków. Tym samym utrudnia, a bywa, że i trochę wydłuża grę. Odnośnie wymierania gatunków – dzieje się tak, gdy w ręku gracza znajdą się wszystkie osobniki danego gatunku. Wymarły gatunek ogranicza liczbę nazw zwierząt używanych w trakcie blefowania, skraca rozgrywkę i podnosi napięcie wśród graczy.

Blef, dynamika, dobra zabawa – wystarczy Wam taka rekomendacja? Dinopody spodobały się wszystkim moim współgraczom. Małe a cieszy, choć trzeba pamiętać, że im więcej graczy tym  ciekawsza rozgrywka.

  • Rafał

    Brakuje mi tu istotnego faktu: podczas sprawdzania blefu gracza poprzedniego z jego kart (1-4) wybiera się TYLKO 1 i ją sprawdza. Przecież to głupota, bo poza blefem trzeba mieć jeszcze dużo szczęścia, żeby trafić kartę podrzuconą, bo ktoś może rzucić np: 1 dobra i 1 złą. Jak wyciągniesz dobrą (50%) to przegrywasz i bierzesz karty. Gdzie tu sens?

    • scheherazadeZnadPlanszy

      Jest sens gdy obserwujesz przeciwnika, to raz, a dwa emocje muszą mieć swoje źródło w niepewności. Poza tym jeśli posiadasz w ręku karty zwierzęcia, które zostało “wywołane” to potrafisz sobie skalkulować ryzyko i wybierasz opcję najlepszą dla Ciebie.

      • Rafał

        No ale sam fakt sprawdzania gracza to już niepewność i istota blefu-ja nie widzę sensu dorzucania tu jeszcze losowości w postaci potrzeby odkrycia odpowiedniej karty z dorzuconych. Ja gry nie polecam, ale to tylko moja opinia.

        • scheherazadeZnadPlanszy

          Dinopody to nie poker 😉