Tajemnicze domostwo

Tajemnicze domostwo to gra, którą zapamiętam na bardzo długo. Pokazała mi jak ważne jest miejsce grania i czas. Pokazała mi, że są gry mocno zależne od ludzi i choć same w sobie mogą być świetne, to ze słabą ekipą przy stole nie pokażą swoich zalet.

Zasady w pigułce

Gracze wcielają się w rolę śledczych, mających za zadanie ustalić kto dokonał zbrodni w tajemniczym domostwie. Rozgrywka oparta jest na 2 rodzajach kart. Pierwszy rodzaj to karty wskazujące miejsce, osobę i przedmiot. Liczba kart wprowadzonych do gry zależy od liczby graczy i poziomu trudności. Karty wykłada się na stół, tak by każdy z uczestników mógł je analizować. Takim samym zestawem dysponuje duch – gracz, którego rola polega na przypisaniu poszczególnych trójek kart wszystkim śledczym i naprowadzanie śledczych na właściwy trop. Chcąc dokonać tego ostatniego, duch korzysta z drugiego rodzaju kart czyli talii snów. Dociąga na rękę 6 kart, wybiera z nich dowolną liczbę (a potem za każdym razem uzupełnia rękę do 6), ale takich, które mogą pomóc danemu śledczemu w rozwikłaniu zagadki. Karty snów są jawne. Gracze mogą wspólnie rozmawiać o wskazówkach ukrytych na kartach. Gdy wszystkim śledczym uda się rozwikłać swoje zadania (osoba-miejsce-przedmiot), rozpoczyna się ostateczna runda wskazująca przestępcę. Gra kończy się przegraną jeśli w ciągu 7 rund graczom nie uda się wskazać przestępcy.

Czas teraz na kilka moich spostrzeżeń:

Graj w odpowiednim miejscu i czasie.

Urodziny mojego dziecka. Jak co roku zapraszam dorosłą część gości do wspólnej zabawy przy planszówkach. Dobór gier był oczywisty. Lekkie, zabawne, ale też koniecznie jedno danie główne. Pomyślałam, że jeśli na poprzedniej imprezie doskonale sprawdził się Dixit (choć w innym gronie), to ta impreza musi pójść krok dalej. W mojej głowie kandydat był wyśmienity, bo będący połączeniem Dixit i gry detektywistycznej. To się musi spodobać, porwać serca, zaprzątnąć umysły.

Wśród okrzyków szalejących dzieciaków wyciągnęłam Tajemnicze domostwo. Format kart i grafiki zachwyciły gości. Moje wprowadzenie do gry zaintrygowało. Zasady wyłożyłam w kilka minut, wszystko okazało się jasne i klarowne. Przyjęłam na siebie rolę ducha. Wybrałam łatwy wariant, rozłożyłam karty detektywów: miejsca, osoby, przedmioty. Przypisałam do każdego z graczy zestaw 3 kart (jak wyżej) i przygotowałam swoją talię. Ciocia głodna jestem. [Przerwa techniczna.] Po chwili wróciłam do rozgrywki. 6 kart snów czekało już na pierwsze skojarzenia. Kilka wyłożyłam przed 1 graczem, kolejne przed resztą graczy, co chwilę dopełniając rękę ze stosu kart snów. Dyskusje, rozmyślania. Mama chodź tu na chwilę. [Przerwa techniczna.] Powrót ducha do stołu okazał się trudny i fizycznie, i umysłowo. Goście-rodzice dzieci też co chwilę wybiegali myślą, słowem, ciałem do swoich dzieci. [Przerwa techniczna.] Klimat uleciał, koncentracja spadła do poziomu zerowego, ciekawość przygasła.

Graj z ludźmi odważnymi.

Jakiś czas później spotkałam się w zupełnie innym gronie. Ludzie znani z widzenia, przelotnie, z którymi nie dzielę wspólnej pasji. Krótko mówiąc – zbiegowisko. Karty snów powędrowały do graczy i już przy pierwszej analizie rozgrywka gruchnęła o podłogę. Ale ja nic nie rozumiem z tych kart snów. Nic tu nie widzę. Głupie to. To nie dla mnie. Właściwie to tylko 1 osoba podjęła wyzwanie i potrafiła wskoczyć w umysł ducha, kojarzyć, łączyć, dedukować. Niestety jęki innych i ogólna niechęć do wspólnej dyskusji zakończyły rozgrywkę błyskawicznie. Nie dało się grać z ludźmi, którzy nie chcieli podjąć intelektualnego wyzwania, którzy bali się kombinowania, głośnego wypowiadania swoich myśli i współpracy.

Graj i nie podpowiadaj.

Zasady gry wyraźnie mówią, że jedyne podpowiedzi jakie duch może podawać to karty snów. Widziałam ducha w akcji, który za wszelką cenę chciał dać wygrać współgraczom. Ludzie zgromadzeni przy stole błądzili jak dzieci we mgle. Jednak duch postanowił dopiąć swego. No spójrz, tu na karcie maszerują żołnierz, rytmicznie stukają nogami, no jak co? No jak młotek! W podniesionym głosie wyczuwało się, że poziom frustracji sięgnął zenitu. Gra została poprowadzona do końca, ale chyba nie dała satysfakcji ani graczom, ani prowadzącemu. Niecierpliwość ducha zepsuła grę.

Mierz siły na zamiary.

Wieczorne spotkanie z grami detektywistycznymi w tle, gdzie głównym daniem było Tajemnicze domostwo. Przez pierwsze 2 rozgrywki dobór kart snów i skojarzeń był świetny, sugestywny, choć czasem duch musiał się sporo namęczyć. W kolejnej rozgrywce duchem został gracz, który brylował w szukaniu rozwiązań. Niestety już jako duch nie radził sobie z zadaniem. Czy to losowy dobór kart snów tak napsocił, to nie wiem. Duch w połowie rozgrywki poddał się. Znad stołu dało się słyszeć błagalny szept „zastąp mnie…”. Nie każdy jak widać może być wodzirejem.

Znajcie się jak łyse konie.

W wiele gier lubię grać tylko dzięki moim stałym współgraczom. Znamy się jak łyse konie. Każdy z nas ma swoje gusta, ale potrafimy zagrać we wszystko, bez jęków i płaczów. Takie spotkania zawsze odbywają się w odpowiednim czasie, miejscu i z właściwymi ludźmi. Dobrane towarzystwo przy planszy dodaje skrzydeł. W Tajemnicze domostwo, tak jak w Dixit, grało nam się wyśmienicie. Udało się puścić wodze fantazji jakże potrzebnej przy wyszukiwaniu właściwych skojarzeń. Komunikacja była bardzo dobra. Współpraca, bo to w końcu gra kooperacyjna, zaowocowała. Dedukcja weszła na wyższy poziom i można było grać w wariancie najtrudniejszym (najwięcej kart na stole).

Za co kochamy Tajemnicze domostwo?

To nie jest typowa gra planszowa. To raczej zabawa ubrana w zasady znane z gier. Są karty o określonych funkcjach, są zasady prowadzenia rozgrywki, jest podział na rundy i upływający czas, jest wspólne zwycięstwo lub przegrana. Pomysł w sumie genialny w swojej prostocie. Kochamy więc za pomysł. Rozgrywka nie jest łatwa ani dla ducha, ani dla śledczych. Duch musi powiązać karty snów z poszukiwanym w danym momencie elementem. Musi też umieć wyważyć przekazywane informacje – nie może ich podać za dużo, by nie zagmatwać, ani za mało, by dało się dedukować. Trudna to sztuka. Z drugiej strony trudną sztuką jest odgadnięcie przez śledczego, co duch miał na myśli. Czy na karcie ważny jest jakiś pojedynczy motyw, czy wszystko, czy ma się kojarzyć kształt, kolor, dźwięk, może zapach? Jak przekazane przez ducha kary łączą się ze sobą? Kochamy więc za głębię, wielowarstwowość i poziom trudności. Powiedzmy sobie szczerze, ogrom możliwości jakie otwierają przed graczami karty, to wynik niesamowitej wyobraźni ilustratora. Bez tej wieloznaczności wszystko byłoby płytkie i nijakie. Kochamy za przepiękne ilustracje.

Tajemnicze domostwo to gra skojarzeń. Piękna, niesamowita, ale nie dla każdego. Brak tej uniwersalności to jedyna jej wada. Spróbujcie jednak dać się wciągnąć w szpony wyobraźni.

Link BGG

 

  • Krzysztof Kowalczyk

    O kurcze, współczuję tej rozgrywki, w której gracze marudzili “Nic nie rozumiem”, “To nie dla mnie”! Z jednej strony, trudno winić kogoś, że szczerze komunikuje swoje odczucia. Ale z drugiej: jeśli ktoś nie próbuje dać się wciągnąć, to jakie szanse ma taka gra, by mu się spodobać? Moim zdaniem idealnie jest, gdy ktoś w trakcie gry stara się być zaangażowany, a wtedy już po zakończeniu rozgrywki może marudzić ile wlezie, że gra była słaba. 🙂 Jego prawo – nie spodobało się, to mówi jak jest. Ale szanse sobie i innym na dobra zabawę – dał.