Concordia

Wydawnictwo Egmont znane jest z lekkich gier rodzinnych i dla dzieci.  Wyobraźmy sobie sytuację, w której po Concordię sięga klient z głównej grupy docelowej wydawcy. Gracz rodzinny, gracz z gromadką młodszych dzieci, nowicjusz w świecie planszówkowym. Wstrząs gwarantowany? Na pewno! Warto więc napisać kilka słów o tym jak przeżyć wstrząs i czy na pewno sobie go zaaplikować.

Czym jest Egmont Geek?

To nowa linia, skierowana do odbiorcy z doświadczeniem w grach planszowych. Nie chodzi o doświadczenie typu: mam w domu dzieci, gram z nimi codziennie, w gry dla dzieci; w niedzielę po obiedzie od wielu lat gramy w gry rodzinne o nieskomplikowanych zasadach. Nie ma znaczenia ile czasu gracie, chodzi o poziom trudności gier. Gra trudniejsza to nie tylko taka, która ma obszerną instrukcję, mnóstwo szczegółów do zapamiętania, ale przede wszystkim taka, która zmusza gracza do ciągłego podejmowania wyborów i myślenia.

Concordia ma mało zasad

Większą część instrukcji zajmuje szczegółowy opis poszczególnych kart, same zasady gry naprawdę bardzo niewiele. Karta przygotowania gry też jest bardzo przystępnie opisana. Z instrukcją i przygotowaniem gry poradzi sobie więc każdy uważny czytelnik. Pod względem mechanicznym Concordia faktycznie jest bardzo prosta. Tura gracza polega na zagraniu 1 karty z ręki i wykonaniu przypisanej do niej akcji. Trzeba jeszcze pamiętać o ograniczeniu przestrzeni we własnym magazynie, sposobie przekazywania między graczami 1 z kart i wiedzieć, że punkty zwycięstwa nalicza się po zakończeniu gry (można też w trakcie, ale sama zrezygnowałam z tego wariantu na rzecz dobrego wytłumaczenia sposobu punktacji).

To co w tym trudnego?

Diabeł tkwi w szczegółach. Rozgrywka toczy się na planszy stanowiącej mapę Italii lub Imperium Rzymskiego. Obszar podzielony jest na prowincje, a w prowincjach znajdują się miasta połączone ze sobą siecią szlaków lądowych i morskich. Gracze poruszają się po mapie przy pomocy pionków kolonistów, starając się zasiedlać wybrane przez siebie miasta. Koszt wybudowania domu w danym mieście jest zależny od tego co dane miasto produkuje i wyrażany jest w monetach oraz określonych surowcach. Te koszty w trakcie gry wzrastają. Pod względem mechaniki to zarządzanie zasobami i kontrolowanie obszaru.

Każda akcja na planszy jest ściśle powiązana z zagrywanymi kartami. Gracze muszą zarządzać ręką, a nawet przy pomocy określonych akcji, powiększać tę swoją talię, dokupując nowe karty. Koszt zakupu kart to również określone surowce. Kart tych jest 9 rodzajów i pozwalają na:

  • ruch kolonistów po określonych szlakach, zajmowanie wolnych szlaków i budowanie miast sąsiadujących z kolonistami gracza;
  • wprowadzenie nowych kolonistów na planszę do miasta startowego czyli Romy lub innego miasta,
  • zdobywanie monet,
  • produkcję surowców z własnych miast lub z określonych prowincji,
  • zakupić nowe karty,
  • kupić lub sprzedać określone surowce,
  • skopiować akcję z zagranej karty innego gracza i odzyskać zagrane karty.

Concordia to ciągłe balansowanie na granicy produkcji i zużywania zasobów, to ciśnienie związane z koniecznością szybkiego zasiedlania miast, tak by koszty były niższe i jednocześnie by zdobywać wpływy w różnych prowincjach. Mocno odczuwa się różne ograniczenia i walczy cały czas. Nie ma żadnej niepotrzebnej akcji, wszystko wykorzystuje się maksymalnie.

To co gracze zrobią podczas rozgrywki przekuwane jest na punkty zwycięstwa. Punktacja jest dość rozbudowana i tak naprawdę to całą rozgrywkę trzeba układać właśnie pod nią. Każdy gracz otrzymuje punkty za:

  • kolonistów wprowadzonych na planszę,
  • każdy rodzaj produkowanych dóbr,
  • każdą prowincję, w której ma dom,
  • każdy dom w mieście bez cegły,
  • każdy dom w mieście określonego typu (jeśli gracz posiada karty Specjalistów),
  • wartość dóbr w magazynie i posiadane sestercje.

Dodatkowo, każda karta akcji przypisana jest do danego rodzaju punktacji. Im więcej kart danego rodzaju, tym większy mnożnik.

Widzicie, w tej grze nie jest łatwo planować i zarządzać. Jest bardzo dużo do zrobienia. Jest bardzo intensywnie.

Długość rozgrywki

Dotychczasowa grupa docelowa gier Egmontu przyzwyczajona jest raczej do krótkich rozgrywek. Pomijając fakt rozgrywania kilku pod rząd. 30 – 60 minut to była norma. Concordia to co najmniej 2 godziny, im więcej graczy przy stole, tym dłużej. Mając małe dzieci w dom, na które co jakiś (cały) czas zerkacie trudno wygospodarować tyle czasu. Concordia wymaga więc zaplanowania odpowiedniej pory na rozgrywkę, albo odpowiedniej opieki dla dzieci. Jak już dzieci same sobą potrafią się zająć, to grać jest łatwiej. Nie myślcie jednak, że posadzicie je do planszy. Dla dzieci jest za dużo czytania kart, myślenia i planowania (tak, są wyjątki, ale mam na myśli dzieci, które lubują się w grach kostkowych i pamięciowych).

Komu, komu?

Grałam niedawno z młodzieżą gimnazjalno-licealną, taką niedoświadczoną w grach ekonomicznych i strategicznych. Gra była długa, ale od początku do końca emocjonująca, mimo, że z dziewczynami mam ciągle ten sam problem. Co chwilę słychać znad kart: „Co ja mam zrobić?”. Pomaga: „Spokojnie, mamy czas, przejrzyj karty na ręku, zobacz co zagrali przeciwnicy, spójrz na planszę” itp. Chłopaki grają inaczej, nie przyznają się do zagubienia. Tylko kombinują w ciszy (z różnym skutkiem). Concordia jest właśnie grą, która w niedoświadczonych graczach wzbudza niepokój, strach przed liczbą możliwych do wykonania akcji. Początkujący przez kilka rozgrywek będą grać trochę na oślep, jednak z czasem przyjdzie doświadczenie i planowanie. A efekty? W pierwszych rozgrywkach, doświadczony gracz odbiegnie nawet dość sporo w punktacji w stosunku do nowicjuszy. W niczym to nie przeszkadza, bo podliczanie punktów jest na końcu gry, a każdy stara się jak może, każdy się angażuje. Moi współgracze odchodzili od stołu bardzo zadowoleni.

Komu polecam tę grę? Nie dzieciom, nie rodzicom grającym tylko z dziećmi. Za to odważnym graczom rodzinnym, szczególnie z młodzieżą w domu, jak najbardziej. Graczom, którzy nie boją się wyzwań intelektualnych i tym, którzy nie boją się przemijającego przytłoczenia wielością dróg do zwycięstwa. Średnioazawansowanym i doświadczonym graczom nie muszę polecać tej gry – dobrze wiedzą jaką satysfakcję dają rozgrywki.

Dlaczego lubię Concordię?

Za prostotę zasad i wiele dróg do zwycięstwa. Za napięcie od samego początku gry. Za wysiłek włożony w rozgrywkę. Za to, że świetnie się sprawdza w 2-5 osób, za dwustronną planszę dopasowaną do liczby graczy. Za jakość tekturowych i drewnianych elementów (choć mam jakościowe zastrzeżenia do mojej talii kart). I też za to, że rówieśnicy mojego dziecka z zachwytem (i zdziwieniem na twarzyczkach) podglądali naszą rozgrywkę.

Link BGG