Panic Lab czyli rzecz o mutowaniu

Hahaha! Zaśmiał się szalony naukowiec zakładając gumowe rękawice i grube okulary. Leżałam na wpół żywa, podpięta setką kabli do machiny mutacyjnej w jego laboratorium. Zbliżał się mój koniec. Szaleniec nacisnął wielki włącznik na pulpicie i zgasło światło. Ogarnęła mnie panika, a potem nastała ciemność. Nowa ja przebudziłam się z wewnętrznym przekonaniem, że proste gry imprezowe są bardzo cenne, przydatne i koniecznie trzeba mieć takie w kolekcji. Zmutowałam.

Pracując z dziećmi i młodzieżą (choć nie tylko) dostrzegam pozytywy gier prostych do wytłumaczenia, szybkich i zabawnych. Wychodzą one naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi – relaks, dobra zabawa, śmiech, niewielki wysiłek intelektualny, poczucie naprawdę dobrze spędzonego czasu. Gry imprezowe rozruszają każde towarzystwo, choć trzeba odrobiny chęci do przełamania się. Musiało to kiedyś nastąpić – przełamałam się. Zmutowałam.

Panic Lab jest grą, która na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jednak dzieciaki i młodzież bardzo ją lubią. Na czym polega jej fenomen? Na połączeniu spostrzegawczości, losowości i wyobraźni z grą w czasie rzeczywistym (wszyscy grają jednocześnie). W dodatku można w niej stopniować trudność. Gracze trafiają do laboratorium, w którym wyhodowano różne gatunki ameb. Ameby są płochliwe i ciągle gdzieś uciekają, a gracze je gonią. Pole gry stanowią kartoniki z amebami, laboratoriami, laboratoriami mutacyjnymi i kratkami wentylacyjnymi, które po losowym rozłożeniu mają tworzyć okrąg. Jeden z graczy rzuca jednocześnie 4 kostkami, które wskazują: laboratorium, z którego uciekła ameba i kierunek ucieczki, kolor ameby, wzorek (paski lub kropki) i gatunek (jednooczna lub dwuoczna). Wszyscy gracze zgodnie z wytycznymi na kościach szukają odpowiedniej ameby. Pierwszy gracz, który ją odnajdzie dostaje punkt. Najciekawszym elementem tej gry są kratki wentylacyjne i laboratoria mutacyjne. Poruszając się we wskazanym kierunku, można natrafić na kratkę wentylacyjną, a efektem jest wyjście przez kolejną, najbliższą kratkę i kontynuowanie wędrówki. W ten sposób pomija się kilka kartoników. Napotkanie laboratorium mutacyjnego skutkuje dokonaniem zmian fizycznych ameby. Może zmienić kolor, wzorek albo liczbę oczu (z mechaniką poszukiwania wyglądu i zamiany można spotkać się jeszcze w grze Promptoyo) . Po zmianie trzeba w wyobraźni uporządkować jej nowy wygląd i szukać dalej. Takich zmian może być w trakcie poszukiwań 1-4, 4ta mutacja to śmierć ameby. Recenzowałam niedawno grę Roztargniona czarownica wydawnictwa Haba – bardzo ważne narzędzie rozwojowe dla dzieci. Panic Lab funkcjonuje na podobnej zasadzie, choć ta gra jest trudniejsza – trzeba w wyobraźni mutować ameby i szukać je na polu gry.

W grę można spokojnie zagrać z 4 letnim dzieckiem, wykorzystując tylko kartoniki ameb i 3 kości wyglądu, trochę starszym dzieciom można już stopniowo wprowadzać kratki wentylacyjne albo kierunek poszukiwań. 8 latki jednogłośnie mi stwierdziły, że granie na pełnych zasadach jest dla nich (jeszcze) zbyt trudne i grały bardzo chętnie w wersję bez laboratoriów mutacyjnych. Ciekawostką była rozgrywka w ekipie 4 ½, 8, 35, 63 lata bez laboratoriów mutacyjnych. Zanim 3 starsze osoby znalazły właściwą amebę, moja 4,5-latka większość ameb bezbłędnie typowała. Nie było mowy o tym, by analizowała tak jak my, wiedziała tylko w jakim kierunku trzeba iść i jaką znaleźć. W sumie niewiele miała do wyboru, bo każda ameba występuje w grze 2 razy, jednak celność była zaskakująca. Z punktu widzenia starszych graczy typowanie nie wchodzi w grę, bo za złą odpowiedź traci się punkty. Wersja gry ze wszystkimi elementami jest świetna, pełna emocji, okrzyków, śmiechów i w taką można też  pograć od czasu do czasu w gronie samych dorosłych.

Panic Lab to gra na spostrzegawczość, pełna zwrotów akcji, przez co wymaga również myślenia i dobrej wyobraźni. Działa bardzo dobrze w 2 i więcej osób. Jest szybka, zabawna, przyciąga uwagę graczy. Jest to bardzo przyzwoita gra dla dzieci, przy której rodzice nie będą się nudzić. Ja się nie nudziłam, bo zmutowałam.

Grę do recenzji przekazało wydawnictwo G3. Bardzo dziękuję.

 

 

P.S. Jak oceniam gry dla dzieci? Dla nich przyjmuję szkolną skalę 1-5. Gry, które trafiają w moje ręce zwykle są bardzo dobre, dzieci chętnie do nich wracają; czasem, gdy czegoś grom brakuje, choćby emocji, ocena spada o 1 punkt; przeciętnym będę wystawiać 3. Słabszych mam nadzieję nie mieć nigdy do oceny.

0 Udostępnień