Dekada z Rebel.pl

1 sierpnia 2013 r. Rebel.pl będzie obchodził swoje urodziny. Tak, już 10 lat kuszą nas grami planszowymi. Przez ten czas wiele się u nich działo – najpierw był sklep stacjonarny, potem internetowy, hurtownia i w końcu wydawnictwo. Naprawdę mają co świętować i co opowiadać. Z tej okazji zapraszam Was do przeczytania wywiadu jakiego udzieliła mi Magdalena Jedlińska z Rebela.

2003 rok to niezapomniany czas dla firmy. Narodziny i pierwsze miesiące były trudne?
Chyba każda firma ma trudne początki. Każdy na własnej skórze uczy się zasad działania na wybranym rynku, jak rozmawiać z dostawcami, jak organizować pracę, w co warto inwestować. Popełnia się mnóstwo błędów i taka firma, stworzona przez osoby bez doświadczenia, tylko cudem się nie przewraca po takiej ilości potknięć. Cudem, z pomocą przyjaciół i z odrobiną szczęścia.

Czy możecie podsumować te 10 lat na rynku z punktu widzenia sklepu, hurtowni i wydawcy?
Myślę, że swoją działalnością daliśmy impuls do rozwoju branży. Byliśmy pierwszym sklepem, który podszedł profesjonalnie do klienta i w pełni zagospodarował niszę, ale też powiększył ją, prezentując planszówki ludziom, którzy nie mieli o ich istnieniu pojęcia. Z czasem nisza się rozrosła i powoli przestaje być niszą. Planszówki wychodzą z cienia i stają się coraz popularniejszą formą rozrywki, co nas bardzo cieszy.
Z punktu widzenia hurtowego… przez 10 lat urośliśmy tak, że zagraniczne firmy oferują nam partnerstwa i dystrybucję swoich produktów. Jest to dla nas niesłychanie pochlebne, choć nie każde formy współpracy akceptujemy. Nasza hurtownia ma 5 lat i przez te kilka lat rynek się wzbogacił o mnóstwo sklepów, wydawnictw, hurtowni. W tej chwili praktycznie nie ma zachodniej firmy, która nie byłaby dystrybuowana w Polsce. Świadczy to przede wszystkim o coraz bardziej dojrzewającym rynku, o odbiorcy, który jest coraz bardziej świadomy szerokiego wyboru i własnych zainteresowań.
Nasze wydawnictwo ma ledwie 3 lata. To krótki okres, jednak już teraz nasze gry sprzedają się nie tylko w Polsce, ale i na świecie, a autorzy sami się do nas zgłaszają. Zaczynamy też dostawać oferty wydania zagranicznych edycji naszych gier zanim wyjdą pierwsze polskie egzemplarze – krótko mówiąc nasz partner jest tak przekonany, że gra będzie sukcesem, że nie chce czekać na dodruki, a wydawać grę od razu.

Jak zmienili się klienci przez te 10 lat?
Przede wszystkim zrobili się bardziej różnorodni, ale też wyrobili sobie gust. Z jednej strony są tacy, co mają ulubionych autorów, ulubione wydawnictwa, ale z drugiej jest wielu zupełnie początkujących, którzy zagrali gdzieś, kiedyś w coś i chcą więcej. Przez te 10 lat widzimy efekty wychodzenia do klientów z grami i sadzania ich przy stole przy planszówce. Nadal posadzenie kogoś przy grze to najlepsza forma promocji. Grupa osób uważających gry planszowe i karciane za dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu stale rośnie – kiedyś osoba grająca w planszówki to był RPGowiec, geek, maniak, hobbysta. Teraz w planszówki grają całe rodziny i jest to jedna z form rozrywki akceptowana przez coraz szerszą rzeszę ludzi.

Spotkałam się z opinią, że gracze to ludzie ciepli, pomysłowi i otwarci – patrząc na załogę Rebela i ludzi, z którymi współpracujecie, czy tak jest w istocie?
Gracze to przede wszystkim ludzie inteligentni i tak, zdecydowanie to ludzie pomysłowi, otwarci i w większości ciepli. Osobiście bardzo lubię odbierać telefony od klientów. Praktycznie zawsze jest to okazja by sobie sympatycznie z kimś porozmawiać, pośmiać się przy okazji rozmowy o planszówkach. Przez te dziesięć lat nabrałam przekonania, że mamy chyba jedną z najsympatyczniejszych grup klientów w porównaniu z innymi branżami.
A co do załogi – dobieramy osoby, które będą się tu dobrze czuły i będą pasowały do zespołu, więc tutaj też ta reguła jest adekwatna.

10 lat to różne sytuacje – czy coś doprowadziło Was do łez? Ze śmiechu oczywiście.
Najwięcej takich historii to nasze własne błędy, z których wzajemnie się śmiejemy. Niestety większość jest tak hermetyczna, że być może osoby z zewnątrz nie znajdą w tym nic śmiesznego. No, może się lekko uśmiechną.

  • Dawno temu przyjechała pierwsza duża dostawa do Rebela i okazało się, że jest większa niż przypuszczaliśmy. Co gorsza samochód dostawczy stanął na środku wąskiej ulicy, całkowicie ją blokując i trzeba było jak najszybciej go rozładować. Ściągnęliśmy tylu znajomych ile się dało i zaczęliśmy rozpakowywanie, tworząc łańcuszek, podając sobie paczki z ręki do ręki. W pewnym momencie szef zauważył że jedna z osób błąka się niezdecydowanie po sklepie. Jako że ubiorem ten młody człowiek pasował do reszty osób, które zostały ściągnięte do pomocy, Piotr żartobliwie zawołał do niego “Co tak stoisz? Paczki podawać, migiem!” i umieścił go w szeregu. Chłopak od razu się dostosował i przez kilkanaście minut, łącznie z całą resztą, podawał paczki. Gdy udało się wszystko wypakować, ludzie się rozeszli, ale on jeden został, podszedł do lady i odezwał się: “Ja chciałbym kupić podręcznik…” Szefa tak zatkało z przerażenia, że nie był w stanie wydobyć z siebie słowa na czas, a gdy klient wyszedł ze sklepu, było już za późno. W tym miejscu chcielibyśmy tego młodego człowieka bardzo przeprosić, bo nigdy nie mieliśmy okazji tego zrobić… 🙂
  • Kiedyś pojechaliśmy dwoma samochodami na Essen. Jedna grupa wyjechała trochę wcześniej, więc druga musiała pilotować się sama. Akurat tak wyszło, że większość osób spała i kierowca był zdany na siebie. Wyjechał z Essen prosto na autostradę i pędził, jak to po autostradzie pędzić można. Po 400 (!) kilometrach zorientował się, że jedzie w przeciwnym od zaplanowanego kierunku…
  • Nieustająco dostajemy oferty z różnych firm kurierskich, kuszące niskimi cenami. Długo się wahaliśmy, ale ostatecznie zostaliśmy przy UPS, bo jednak nie tylko cena się liczy. Kiedyś przyszedł do nas kurier jednej z proponujących nam współpracę firm i w trakcie odbierania od niego dostawy z kartami, zadzwonił jego telefon i usłyszeliśmy rozmowę: Tak, mam paczkę dla Pani. Nie wiem kiedy będę. Pani! Ja nie jestem pizza żeby przyjeżdżać na godzinę! Jak będę to będę. Bardzo się ucieszyliśmy, że pozostaliśmy przy UPS…
  • Bardzo niedawna sytuacja – jeden z autorów zostawił u nas prototyp. Po kilku godzinach dostajemy SMSa – “Przepraszam, ale w pudełku z grą znajduje się 600zł. To NIE JEST łapówka, żona przez pomyłkę włożyła pieniądze do pudełka z prototypem. Czy mogę je odebrać?” Oczywiście z odbiorem kwoty nie było problemu 🙂

To również odwiedziny znanych osób ze świata gier planszowych…
Tak, był u nas Scott Nicholson. Całą wizytę opisał kolega Rafał kiedyś na naszym blogu:

Scott Nicholson jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie osób ze środowiska fanów gier planszowych. Dzięki swojej monstrualnej brodzie – być może nawet najbardziej rozpoznawalną. Dzięki swoim doskonałym video-recenzjom i wyjątkowemu poczuciu humoru nie tylko rozpoznawalną, ale i lubianą.

Blog Scotta jest wyjątkowym miejscem. W niedługich filmikach ten zażywny profesor potrafi opowiedzieć całą instrukcję gry (bardzo dokładnie – czasem wystarczy obejrzeć, by móc zacząć grać), nie nudząc i nie nużąc – sypiąc przy tym dowcipnymi, ale i wnikliwymi komentarzami. Kto nie widział – musi zobaczyć 🙂 (wszystkie odcinki są na Youtube.com)

Domyślacie się, co musiała poczuć osoba uzależniona od Boardgamegeek-a (czyli Rafał) i nałogowy czytacz/oglądacz recenzji planszówek – gdy otrzyma lapidarnego maila: “Cześć, tutaj Scott Nicholson, będę na 1 dzień w Gdańsku, jak dojechać do Waszego sklepu”! Nie ukrywajmy, dla Rebela to było święto. Wizyta Scotta przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Nie mogliśmy uwierzyć gdy wparadował do naszego sklepu z mapką (czarno-białą, niewielkim wydrukiem z Internetu), po dojechaniu z portu w Gdyni kolejką miejską. (Sklep nie jest taki łatwy do znalezienia, niejeden gdynianin musi trochę pobłądzić).

Oczywiście jest dokładnie tak czarującym, dowcipnym i bezpretensjonalnym człowiekiem jak widać na jego filmikach 🙂 Chciał się dowiedzieć wszystkiego o środowisku planszówkowym w Polsce, o tym jakie gry są u nas popularne – w co i przy jakich okazjach Polacy grają. Koniecznie chciał obejrzeć wszystkie gry naszych autorów (nie znał nic oprócz: Strongholda, Neuroshimy i…. SUPER FARMERA!), nie poprzestając na rzuceniu okiem na tył pudełka – wnikliwie wypytał się o szczegóły. Jego zainteresowanie wzbudził autorski dodatek do Cywilizacji – w szczególności opowiedzieliśmy mu o kontrowersjach wokół PKiNu. Bardzo mu się spodobał błąd w druku (przez nas nigdy nie zauważony) na grze Orzeł i Gwiazda (“Made in Polad” z tyłu pudełka). Z satysfakcją obejrzał i podpisał Tulipmanię (swojego autorstwa) na naszej półce – nie przypuszczał, że gra jest sprzedawana w naszym kraju. Bardzo się ucieszył z drobnego prezentu: świeżo wydrukowanej angielskiej wersji Zombiaków 2.

Kiedy narodził się pomysł by zacząć wydawać gry po polsku?
Już w momencie założenia firmy ;). Mamy taki wewnętrzny dowcip: “Jaka jest pierwsza gra wydana przez Rebela? Rebel nie wydał pierwszej gry.” Wynika to stąd, że pierwsza wydana przez nas gra (tzn. ta nie wydana – bardzo wcześnie, chyba rok po założeniu firmy) nie okazała się być takim sukcesem, jakiego byśmy sobie życzyli i jej komponentów używaliśmy później do zabezpieczania wysyłanych paczek. Jakim cudem wydźwignęliśmy się z tej fatalnej inwestycji – nie wiem, nikt z nas nie potrafi tego wytłumaczyć.
Pierwszą polską edycję zagranicznej gry wydaliśmy w 2007r. Przekonał nas do tego nasz doświadczony partner, Days of Wonder, i choć polska edycja od angielskiej różniła się tylko pudełkiem i kolorową instrukcją (wcześniej dokładaliśmy polskie tłumaczenie czarno-białe), to jej sprzedaż wzrosła. Po tym sukcesie naturalnym krokiem było samodzielne, poparte już doświadczeniem wydawanie polskich gier.

Czym kierujecie się przy wyborze gier, które chcecie wydać?
Może brzmi to dość dziwnie, ale kierujemy się przede wszystkim doświadczeniem i intuicją. Mając przed sobą nową grę, to zgadnięcie czy się spodoba i czy się będzie sprzedawać, jest jak trochę wróżenie z fusów. Oczywiście popularność gry za granicą jest cenną wskazówką (przy podejmowaniu decyzji o edycji polskiej), ale już nie raz przekonaliśmy się, że rynek polski ma swój charakter i trzeba się do niego dostosować.

Jak wygląda cały proces wydawniczy?
Inaczej wygląda proces wydawania polskich edycji zagranicznych gier, a inaczej wydanie gry polskiego autora. Pierwszy jest stosunkowo prosty jako że sami zajmujemy się tylko tłumaczeniem materiałów, a cały skład i druk przygotowuje pierwotny wydawca tytułu. Ciekawa sprawa jest z Time’s up, gdzie praktycznie sami musimy wybierać postacie, które się pojawią, jako że jest to tak kulturowo zależna gra, że nie możemy wykorzystać pierwotnych kart w komplecie. Tak więc mamy plik dostępny dla wszystkich pracowników Rebela i tam każdy wpisuje swoje propozycje, a później testujemy je wśród możliwie różnych grup – rodziców, kolegów, klientów, testerów.
W przypadku polskich gier sprawa jest bardziej złożona. Przede wszystkim gra podlega niekończącym się testom, poprawkom, doszlifowywaniu przy ciągłej komunikacji z autorem lub autorami gry. W pewnym momencie uznajemy, że gra ma już prawie finalny kształt i może trafić do grafika. Decydujemy też, czy będzie miała jakieś figurki – zamawiamy wtedy projekt figurek, który po zatwierdzeniu leci do fabryki, gdzie figurki zostają wyprodukowane i wysłane do nas. Same gry drukujemy w Polsce i tutaj są one też kompletowane.

Plany na dalszą część roku ujawnicie we wrześniu, czy moglibyście choć troszkę zaspokoić ciekawość graczy?
Właściwie to już chyba wygadaliśmy się ze wszystkiego. Będzie Slavika2, będą Wikingowie, powinien być Mount Everest. Troja niestety już nie zdąży chyba na Essen, ale może jeszcze będzie w tym roku. Drako 2 też będzie w przyszłym roku oraz świetna gra przygodowa Legendy, w której dosłownie tworzymy legendy. Do tego dochodzi trochę polskich edycji zagranicznych tytułów, ale te często pojawiają się niespodziewanie i póki co trudno mi powiedzieć coś więcej. Z pewnością będzie dodatek do Time’s up i Race for the Galaxy, ale czy będą w tym roku – nie jestem pewna.

Marzycie o wydaniu jakiejś szczególnej gry, jednak są z tym problemy?
Jest taka jedna gra, którą od lat chcielibyśmy wydać po polsku. Wiemy, że sprzedawałaby się dobrze, ale problem był taki, że wydanie jej konieczne jest w bardzo dużym nakładzie (ze względu na figurki) i niestety ta kwota przez kilka lat ciągle nie mieściła się w naszym budżecie. Już kilka razy prawie, prawie ją wydawaliśmy, ale ciągle nic z tego nie wychodziło. A gdy już byliśmy gotowi zainwestować, okazało się, że już za późno, że popularność gry spadła i bardziej opłaca się wydać coś innego. Mówię tutaj o Memoir’44.
Jednak zazwyczaj, jeśli jakaś gra nam się zamarzy, to ją wydajemy. Zdarza się, że zakochamy się w grze, która wiemy, że się nie przyjmie w Polsce na satysfakcjonującym poziomie ze względu na temat czy cenę. Z takiej niestety musimy rezygnować. Czasami też pojawia się tyle dobrych gier, że nie jesteśmy w stanie wydać wszystkich i musimy siłą rzeczy zrezygnować z kilku.

Na koniec – kto zdmuchnie świeczki z tortu urodzinowego?
Z którego? 🙂 Planujemy ich kilka, by każda osoba, która nas odwiedzi 1 sierpnia, dostała kawałek. Z całą pewnością świeczki dmuchać będzie Piotr Kątnik, osoba która trzyma to wszystko w garści i prowadzi Rebela przez burze, jak prawdziwy lider. Świetny człowiek, który ciągle nie napisał testamentu, o który nieustannie prosimy – za każdym razem gdy wybiera się na następną wysokogórską, ekstremalną wspinaczkę, zwiedza kolejne zapuszczone bunkry czy ostatnio skacze na spadochronie… Następne w kolejce są osoby, które z jednej strony mu doradzają, a z drugiej się wykłócają z nim, by utrzymać równowagę ;), czyli Paweł Piechota, Rafał Szczepkowski, Artur i Magdalena Jedlińscy. Jeden tort będzie przeznaczony z pewnością dla szefa magazynów, który jak mantrę powtarza “ale nie ma już miejsca!” i dla kierowniczki działu księgowości, która od dwóch lat próbuje trzymać w porządku całą dokumentację, często przypłacając to łzami i nie przespanymi nocami. Z drugiej jednak strony świeczki chyba powinny zdmuchnąć osoby, dzięki którym Rebel postrzegany jest jak jest – czyli koledzy z magazynu, dzięki którym paczki wychodzą w tak ekspresowym tempie i panowie z działu obsługi klienta, którzy przejmują się każdym zgłoszeniem jak własnym problemem. Takich ze świecą szukać.

Wszystkiego planszówkowo najlepszego!

0 Udostępnień