Dobutsu Shogi w przedszkolu #1
Dlaczego przedszkole?
Jeśli myślicie, że umiejętność czytania i tłumaczenia instrukcji, umiejętność grania i pięknego mówienia o własnym hobby są wystarczające do pracy z dziećmi, to się mylicie. Wśród dzieci potrzebna jest przede wszystkim autentyczność. Wyczuwają ją momentalnie. Potrzebna jest też elastyczność i kreatywność. To podstawa pracy z nimi. Ja. Zwykła mama przedszkolaka. Skromny pasjonat gier planszowych. Wielbiciel łamigłówek i gier logicznych. Mam taki talent.
Jestem też szczodra. Potrafię dać z siebie i od siebie wiele. Na szczęście mam takie hobby, którym mogę dzielić się z innymi. Kiedyś też usłyszałam, że w dzieci trzeba inwestować, nie tylko w swoje. Nie bałam się iść do przedszkola, zaproponować współpracę. Oczywiście jako wolontariusz. Byłam w tej dobrej sytuacji, że mam dziecko w tym samym przedszkolu. Nie byłam więc obca, nikt na mnie nie patrzył jak na dziwoląga z dziwnym hobby (mam nadzieję ;-)). Choć pewnie, gdybym przyszła wprost z ulicy, nie byłabym „swoja”, to nie byłoby tak łatwo wejść do przedszkola.
Przedszkole to rewelacyjny poligon. Duże skupisko dzieci z różnymi: temperamentem, charakterem i umiejętnościami. Można w jednej chwili bardzo dużo się nauczyć, można w siebie zwątpić, albo podbudować się. Jednak najważniejsze by być konsekwentnym. Jeśli powiedziało się A wśród dzieci, trzeba umieć powiedzieć B. Nie można odpuścić, trzeba tylko szukać właściwych rozwiązań. To wszystko pozwala się rozwinąć. Prowadzącemu zajęcia i dzieciom.
Dlaczego Dobutsu Shogi?
Pomysł z Dobutsu Shogi nie przyszedł od razu. Chciałam regularnie grać z dziećmi w różne gry planszowe, adaptować je na potrzeby ponad 20 dzieci. Doszłam wreszcie do Dobutsu Shogi i teraz, z perspektywy czasu, wiem, że był to strzał w dziesiątkę. Wiele gier trzeba dopasowywać od samego początku do umiejętności dzieci, trzeba modyfikować zasady, często ułatwiać dzieciom grę. Nie da się też grać fragmentarycznie, wyciągnąć kilka zasad i dobrze się z nimi bawić. Gry planszowe stanowią nierozerwalną całość. Dobutsu Shogi jest inne. Pozwala na:
- naukę krok po kroku,
- świetną zabawę nawet z niewielką ilością znanych zasad,
- świetną zabawę elementami gry, inną niż sama gra,
- swobodne dopasowywanie tempa nauki do dzieci,
- swobodny dobór kolejności wykładanego materiału,
- łączenie teorii z praktyką, poprzez tworzenie na planszy różnych układów ćwiczących daną strategię lub element mechaniki,
- ćwiczenie logicznego myślenia, planowania, przewidywania, przeliczania ruchów, określanie dobra/zła sytuacja na planszy,
- mocno strategiczną grę przy niewielkiej liczbie elementów i zasad,
- grę całkowicie pozbawioną losowości, na którą nastawione są prawie wszystkie gry dla dzieci,
- granie bez stosowania handicap, choć jest możliwy,
- naukę trzymania się ściśle określonych zasad, bez możliwości ich naginania, czyli naukę uczciwości,
- granie przy jednej planszy nawet w 26 osób, w dowolnej grupie wiekowej od 5 roku życia,
- naukę każdego dziecka, mniej i bardziej zdolnego, z problemami rozwojowymi i bez takich problemów,
- naukę dobrych manier typu powitanie, wzajemne życzenie sobie udanej rozgrywki czy podziękowanie za grę,
- naukę przegrywania i wygrywania,
- samodzielne tworzenie wielu dodatkowych materiałów dydaktycznych na bazie samej gry.
Dla mnie jednak najważniejsze w tej grze jest coś innego. Głębsza warstwa ukryta w mechanice. Warstwa, którą sama odkrywam. Warstwa, która ma przełożenie na codzienne życie. Z częścią odkryć podzieliłam się nawet z dziećmi, przekładając sytuacje na planszy na język bardziej obrazowy i zapadający w pamięć. Grając w Dobutsu Shogi dzieci rozwijają kompetencje społeczne, stają się bardziej śmiałe w stosunku do innych ludzi, zdobywają nowych znajomych. Odważnie podejmują decyzje, uczą się rozwiązywać problemy, nie zrażając porażkami i wyciągając z nich wnioski. Ta gra może być wsparciem dla terapeutów do przezwyciężania problemów z orientacją przestrzenną, może być przydatna dla dzieci z niedowrażliwością dotykową, narzędziem dla pedagogów specjalnych. Według materiałów źródłowych, dzięki tej grze znacznie poprawiają się koncentracja i zdolności matematyczne.
Dlaczego Let’s catch the lion?
Dobutsu Shogi poznałam dzięki recenzji polskiego wydania tej gry pod nazwą Pojedynek robotów. Gra różni się tylko oprawą graficzną. Proponując zajęcia w przedszkolu od początku wiedziałam, że muszę uczyć na wersji ze zwierzątkami. Wydawnictwo Egmont zrobiło świetną wersję graficzną, ale dla starszych dzieci i dla dorosłych. Myślę, że na naszym polskim rynku byłoby trudniej sprzedać tak świetną grę w pastelowej kolorystyce i ze słodkimi zwierzątkami. Trzeba było poszerzyć grupę odbiorców, co na pewno się udało. A jednak, po roku pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym, stanowczo stwierdzam, że oryginalna japońska wersja jest jedyną słuszną dla nich wersją, ponieważ:
- Wzbudza ogromne zainteresowanie i sympatię wśród dzieci.
- Trudno jest tłumaczyć przedszkolakom zasady gry używając mało obrazowanych nazw „czerwony robot”, „żółty robot”. Nazwy zwierząt są bardzo sugestywne, pionki łatwe do zlokalizowania na planszy i bez pomyłek.
- Dzieci z łatwością zrozumieją przemianę kurczaka w kurę, zaś przemiana małego robota w dużego jest nieintuicyjna i abstrakcyjna.
- Łatwiej zapamiętać, że najważniejszym zwierzęciem w grze jest lew – w końcu to król zwierząt – niż czerwony robot.
- Dzieciom lepiej kojarzy się nazwa dom niż strefa gracza (pola A1-B1-C1 i A4-B4-C4), a co za tym idzie, łatwiej rozumieją pojęcie wejścia dowolnego pionka do domu lub po prostu zdobycie domu przeciwnika przez lwa niż strefę.
- Kształty zwierząt pozwalają łatwiej zapamiętać kierunki, w jakich mogą się poruszać.
- Nogi zwierząt intuicyjnie określają przynależność do gracza/drużyny.
- Tematyka zwierząt pozwala na swobodne ubarwianie zajęć, co jest bardzo ważne w pracy z przedszkolakami.
- Świetnie brzmią nazwy drużyn: nieba i ziemi, a w dodatku te nazwy są bardzo przydatne. Niestety tego nie ma w Pojedynku robotów.
- Zwierzętom można przypisać różne ludzkie cechy, a dzięki temu znów łatwiej trafić do wyobraźni dzieci. Ten sam powód można wykorzystać do przekazywania pewnych życiowych nauk płynących z mechaniki gry.
Powodów mogłabym tu podać jeszcze bardzo dużo i im bardziej o nich myślę, tym bardziej marzy mi się oryginalna japońska wersja tej gry. Nie wystarcza mi już ani posiadany Pojedynek robotów, ani francuski Yokai no mori (o tej wersji przeczytacie w sierpniu). Na szczęście Essen (targi gier planszowych) już blisko, tam będzie można kupić oryginalny Let’s catch the lion.
Czy mam inne marzenia?
Mam ich wiele. Po roku pracy z dziećmi doszło jeszcze jedno. Chciałabym, by wszystkie polskie przedszkola i klasy początkowego nauczania (1-3) miały obowiązkowe zajęcia z Dobutsu Shogi. Powody już znacie. (Mam nadzieję, że czyta to ktoś z Ministerstwa Edukacji Narodowej ;-)).
Fragment tekstu o zaletach Dobutsu Shogi został opracowany wspólnie z:



